Wiem, że jestem nieco spóźniona z tym postem, niestety w końcu i mnie tuż przed 25 urodzinami, które obchodziłam w sobotę dogonił koszmar zęba mądrości. Kilka dni w gorączce, niemal bez jedzenia, przespane i wyjęte z życiorysu. Jutro idę do chirurga i zobaczymy co dalej. Co się odwlecze, to nie uciecze i jeszcze dziś możecie skorzystać z trzeciej części promocji w Rossmannie. A jeśli czymś Was skuszę i nie zdążycie, bez obaw, te promocje naprawdę się powtarzają!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 maja 2016
piątek, 29 kwietnia 2016
Co kupić na promocji w Rossmannie | OCZY
Jeszcze do poniedziałku możecie skorzystać z 49% rabatu na kosmetyki do makijażu oczy w Rossmannie. W związku z tym pokażę Wam dziś kilka produktów ze swojej toaletki, które mogę polecić. Pierwszą część wpisu o drogeryjnych perełkach do twarzy z Rossmanna możecie przeczytać tutaj.
wtorek, 19 kwietnia 2016
Co kupić na promocji w Rossmannie? | TWARZ
Nigdy na blogu nie pokazywałam Wam moich drogeryjnych ulubieńców. Zawsze przed promocją w Rossmannie na blogach to jedyny temat, dlatego trochę się zraziłam. Teraz wydaje mi się, że ze względu na fakt iż to już enta promocja, jakoś się wyciszyło. Jednak, bez wątpienia jest to czas, kiedy najlepiej zaopatrzyć się w brakujące produkty lub wypróbować coś, o czym od dawna myślicie.
Sama podczas promocji rzadko sięgam po produkty ze średniej półki (Astor, Rimmel, Maybelline), ponieważ mam wrażenie, że na nie zawsze jest akurat jakaś promocja. Najbardziej zaś lubię sięgać po te najdroższe (Bourjous, MaxFactor, Irena Eris-szczególnie ta ostatnia na promocjach niemal nie bywa) lub najtańszych (Wibo, Lovely). Może to dziwne, ale jakoś nie mam do nich zaufania, a jak mam je kupić za cenę regularną, wolę dołożyć na sprawdzony kosmetyk. Na promocji zaś można je wrzucić do koszyka niemal za bezcen. Chętnie poznam Wasze zdanie na temat Waszej strategii zakupowej podczas promocji -50%, a teraz już zapraszam już na mój przewodnik. Dziś jego pierwsza część, czyli produkty do makijażu twarzy.


czwartek, 8 października 2015
Ulubieńcy ostatnich tygodni :)
Ostatnio trochę narzekałam na posty z pustymi opakowaniami, więc dziś, dla balansu - ulubieńcy. Pisanie o produktach, które się sprawdzają, to sama przyjemność. Niektóre z tych rzeczy, to nowości i odkrycia września, inne są ze mną już długo.Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, co Was zainspiruje do zakupów. Tak, uwaga! Będę kusić.
wtorek, 9 czerwca 2015
Max Factor Creme Puff - puder w kamieniu.

Niegdyś markę Max Factor darzyłam niezachwianym zaufaniem. Ze wszystkich używanych kosmetyków byłam zadowolona. Teraz moja sympatia trochę zmalała, jednak wciąż uważam, że ma kilka niepowtarzalnych perełek. Co prawda, firma należy do droższych marek drogeryjnych, jednak ich kultowy produkt - puder, który na rynku istnieje od 1953 roku, można kupić w drogeriach internetowych za niecałe 20 zł. Skusiłam się na niego w takiej promocji już wiele miesięcy temu i chciałabym napisać dziś o nim kilka słów.
niedziela, 19 kwietnia 2015
CELIA 602 | NAWILŻAJĄCA POMADKA-BŁYSZCZYK
Za oknem coraz cieplej, to czas na zmiany w naszej garderobie. Zrzucamy ciepłe płaszcze i szaliki na rzecz wiosennych trenczy i balerinek. Podobnie, powinnyśmy zrobić przegląd naszych kosmetyczek i zmienić zarówno część naszych kosmetyków pielęgnacyjnych, jak i kolorowych. Po pierwsze, chowamy głęboko mocno kryjące podkłady, musimy dać skórze oddychać! Ja również odkładam moje ulubione ciemne pomadki i zostawiam je jedynie na wieczór. Na dzień preferuję jasne, nudziakowe kolory, najlepiej o formule delikatnie nawilżającej. Ku uciesze moich ust, takie pomadki naprawdę istnieją! Ostatnio wyciągnęłam z czeluści szuflady pomadkę polskiej marki Celia. Jej pełna nazwa jest dość przydługa, ale niech będzie - to nawilżająca pomadka - błyszczyk 2 w 1. Jakie są moje doświadczenia z jej używania? Zapraszam dalej!
środa, 15 kwietnia 2015
KILKA SŁÓW O AKTUALNYCH PROMOCJACH
Jeśli któraś z Was jakimś cudem nie wie jeszcze o trwających i przyszłych wielkich promocjach, załączam info:
W
Sephorze, od wczoraj za przyniesiony jeden stary kosmetyk do makijażu
możemy kupić do pięciu produktów marki Sephora w obniżonej o 40% cenie.
Od
24.04 zaś, przez trzy tygodnie Rossmann kusi rabatami -49% na
kolorówkę. Na pierwszy ogień idą produkty do twarzy, potem będą także
oczy i usta oraz lakiery do paznokci.
Żeby nie był to jednak suchy post informacyjny, to na koniec trochę śmiechu z codziennych konwersacji z Moim Chłopakiem. Musicie wiedzieć, że zawsze mnie wysłuchuje i zna do tego stopnia, że jego odpowiedź zwykle trafia w sedno.
Poinformowałam
go o obniżkach w drogeriach. Powiedziałam, że w sumie są
produkty, które fajnie byłoby wypróbować, no bo przecież nowości, bo po
taniości, ale jednak zapasy duże, funduszy brakuje i co tu począć?
A on ze śmiechem odpowiada:
"Wiesz jaka jest różnica między chłopakiem a dziewczyną?
Facet
jest w stanie wydać 10 zł na coś wartego 5, tylko dlatego, że jest mu
to akurat potrzebne, kobieta zaś jest w stanie wydać 3 zł, tylko
dlatego, że akurat jest na to promocja"
Chyba warto mieć to w głowie wybierając się na zakupy;)
A wy zamierzacie poszaleć z zakupami? Dajcie znać, co jest na Waszych listach.
MILKA:)
środa, 8 kwietnia 2015
3 PRODUKTY, KTÓRE ZMIENIŁY MÓJ MAKIJAŻ W OSTATNICH TYGODNIACH
Nie należę do osób, które eksperymentują z kosmetykami kolorowymi. Dążę do tego, by mój codzienny makijaż był raczej niewidoczny. Jego zadaniem jest zakamuflowanie ewentualnych niedoskonałości, wyrównanie kolorytu cery, przyciemnienie rzęs i delikatny rumieniec na policzku. Jeśli chcę zaszaleć to stawiam na ciemną pomadkę. Ostatnio postanowiłam odświeżyć swoją kosmetyczkę i spośród nowości wybrałam trzy kosmetyki, o których mogę powiedzieć, że naprawdę zmieniły mój makijaż.
wtorek, 24 marca 2015
RIMMEL WONDER'FULL - tusz do rzęs z olejkiem arganowym
Nie
wiem czy wiecie, ale co jakiś czas na profilu
Super-Pharm pojawiają
się akcje testowania produktów. Trzeba zalogować się na stronie
klubu Lifestyle i jeśli zrobimy to dostatecznie szybko, możemy w
drogerii odebrać kosmetyk za symboliczny 1 grosz. Generalnie opcja
fajna, ale mniej więcej po dwóch minutach, zgłoszeń jest około
tysiąca, a produktów do rozdania kilkakrotnie mniej. Jednak kilka
miesięcy temu, kiedy maskara Rimmel
- Wonder'Full z olejkiem arganowym miała
swoją premierę, miałam szczęście i udało mi się ją wyklikać.
Teraz, po kilku tygodniach testowania podzielę się z Wami moimi
spostrzeżeniami na jej temat.
wtorek, 17 lutego 2015
Warszawskie zakupy / # 2/2015
Nie było mnie tu kilka dni, ponieważ musiałam skupić się na sesji, a od razu po ostatnim egzaminie wyjechałam na krótki walentynkowy wypad do Warszawy. Najłatwiej wrócić z pokazaniem Wam moich zakupów, bo oczywiście nie obyło się bez wizyty w salonach kosmetycznych. Nie jest tego wiele, ponieważ w obie strony leciałam samolotem, więc zakup większości pielęgnacyjnych kosmetyków nie wchodził w grę.
wtorek, 10 lutego 2015
Oh, Sweety! Macaron Lip Balm - temu Panu już podziękujemy.
Robiąc kiedyś, w sumie już całkiem dawno temu, zakupy w Kappahl'u, przy kasie okazało się, że mogę nabyć ten "cudowny" balsam za jedyne 5 zł. Nie miałam wtedy jeszcze całego arsenału produktów do ust, więc uległam. W ten sposób stałam się posiadaczką niezbyt przyjemnego błyszczyka, inspirowanego słynnymi makaronikami (przynajmniej z nazwy:). Warto wspomnieć, że dla mnie lip balm, to balsam do ust, gdybym spojrzała na polską nazwę na spodzie -błyszczyk i miała świadomość, co kupuję, pewnie nie znalazłby się w koszyku. Plakietka, której użyłam przy robieniu zdjęć streszcza to, co o nim myślę.
Metalowa puszeczka skrywa w sobie 10 g kiepskiej jakości produktu, którego cena regularna wynosi 11,90.
czwartek, 29 stycznia 2015
Kilka dobroci przywiezionych z Pragi. # ZAKUPY 1/2015
Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, że Sylwestra spędziłam w Pradze. Tutaj pisałam o tym więcej i zachęcałam do odwiedzenia tego miasta. Oczywiście nie obyło się bez zakupów kosmetycznych. Jeśli macie ochotę obejrzeć, na co się skusiłam, zapraszam do czytania!
sobota, 10 stycznia 2015
Ja to zawsze jestem spóźniona- denko listopada # 7 / 2014
Ja naprawdę nie mam zamiaru przestać pisać! Ba, mam tyle pomysłów na nowe posty, że hej. Tylko zwyczajnie nie ma kiedy. Moja uczelnia umie zadbać o brak czasu:) Jednak wracam, mam nadzieję, że w tym roku będzie mnie więcej, a posty będą pojawiać się częściej. Szczególnie, że mój C. w ramach Mikołajkowego prezentu, stworzył dla mnie domenę! :D Więc prawdopodobnie, już niedługo, jak tylko dopracuję szablon, zobaczycie mnie pod innym, podobnym, adresem:) Tymczasem wracam z zaległymi postami, a że wypada zacząć od porządków, zapraszam na listopadowe denko. U mnie, jak zwykle, obficie;)
Etykiety:
Alterra,
Be beauty,
Bioderma,
Bourjous,
Dermika,
Dove,
Essence,
Isana,
John Frieda,
kolorówka,
Mariella Rossi,
Miss Sporty,
Nivea,
NYX,
Organique,
Pharmaceris,
projekt denko,
Scholl,
The Body Shop,
Vipera
czwartek, 19 czerwca 2014
Poszukując podkładu idealnego - Rimmel Wake me up
Każda cera wygląda lepiej z wyrównanym kolorytem i ukrytymi niedoskonałościami, więc jeśli tylko robię makijaż, zaczynam od nałożenia podkładu. Przychodzę więc z recenzją Rimmel'a, który jest moim letnim ulubieńcem od lat. Kończy mi się kolejna buteleczka, która została jeszcze po zeszłorocznych wakacjach. Dla mnie jest bardzo dobry i z chęcią do niego wracam. To w ogóle jeden z pierwszych podkładów, po które sięgnęłam. Oto przed Wami:
Rimmel Wake me up
O produkcie:
"Pierwszy podkład Rimmel, który pobudza cerę i sprawia, że promienieje blaskiem. Nadaje skórze nieskazitelny wygląd. Działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia. Zawiera peptydy i nawilżający kompleks witaminowy."
30 ml produktu zamknięte jest w zgrabnej, szklanej buteleczce z pompką. Nie jestem fanką pomarańczowego koloru, ale opakowanie prezentuje się nieźle. Z łatwością odnajdziemy je na półce w drogerii. Kształt mi się podoba, zwężenie butelki sprawia, że nie wypada z rąk. Pompka dobrze dozuje, da się wycisnąć tylko trochę.
Odcień:
Obecnie posiadam kolor 100 Ivory i jest on najjaśniejszy z sześciu dostępnych w drogeriach. Kiedyś używałam ton ciemniejszego (103 True Ivory), który w sklepie wydaje się bardziej zbliżony do mojej karnacji. Warto jednak wiedzieć, że po jakimś czasie stania na półce, ciemnieje w butelce. Nie zauważyłam, by na twarzy ciemniał po aplikacji, jednak trzeba liczyć się z tym, że po miesiącu użytkowania będzie ciemniejszy niż w dniu zakupu. W opakowaniu widoczne są połyskujące drobinki.
Zapach:
Nie należy do przyjemnych, jednak czuć go tylko chwilę, przy aplikacji, więc dla mnie nie ma to za bardzo znaczenia.
Konsystencja:
Przy wypompowywaniu wydaje się, że konsystencja jest gęsta, jednak po chwili staje się bardziej lejąca.
Efekt:
To mój faworyt na lato! Jest lekki, dopasowuje się do cery, która po jego nałożeniu naprawdę wygląda na wypoczętą. Koloryt wyrównany, o efekcie maski nie ma mowy. Jednak nieskazitelny wygląd to trochę przesadzona obietnica producenta, gdyż należy raczej do tych średnio kryjących (wyprysków czy czerwonych plamek nie ukryje, nie obejdzie się bez korektora). Drobinki nie są widoczne na cerze w postaci brokatu, a jedynie delikatnie mienią się na słońcu. Jeśli komuś ten efekt się nie podoba, podkład wystarczy przypudrować. Ja najczęściej omiatałam twarz pudrem jedynie w strefie T, bo efekt rozświetlenia bardzo mi pasuje. Oczywiście bez zagruntowania trzyma się krócej, ale coś za coś, nie lubię matowej cery latem (płaskiego matu, nie chodzi mi to, żeby świecić się jak bombka:). Po aplikacji przez chwilę jest lepki i wilgotny, ale potem ładnie się stapia ze skórą i jest niewyczuwalny.
Podkład nawilżający? Dla mnie głupota, bo nawilżający ma być krem. Takie wrażenie może występować, ale to złudne uczucie poprzez silikon na drugim miejscu składu. (Powinny na niego uważać osoby ze skłonnościami do zapychania, ja do takich należę, ale nie zaobserwowałam pogorszenia stanu skóry). Nie podkreśla suchych skórek, nie ma uczucia ściągnięcia, nie zaobserwowałam też wysuszenia. Zawiera SPF 15, jednak jeśli używacie na dzień kremu z filtrem, to trzeba pamiętać, że filtry się nie sumują, chroni nas tylko ten najwyższy. Więc dla mnie obecność filtra nie decyduje o kupnie podkładu, ale fajnie że producent pomyślał.
Nie jest to produkt bez wad, ale uwielbiam go za to, jak prezentuje się na mojej twarzy i na pewno będę do niego wracać, dopóki nie znajdę mojego ideału :) .

Cena i dostępność:
Jak kupiłam swoją pierwszą buteleczkę kosztował jakieś 30 zł, teraz ponad 40. Dostępny w każdej drogerii.
Podsumowując:
Jeśli szukacie lekkiego, rozświetlającego podkładu warto przetestować. Nie zauważyłam, żeby negatywnie wpłynął na stan mojej cery, a to jest dla mnie najważniejsze, bo w działanie nawilżające, odmładzające czy odchudzające nie wierzę :))
A jacy są Wasi podkładowi ulubieńcy? Chętnie przeczytam w komentarzach, bo jak, wiecie uwielbiam testować różne nowe produkty.
Pozdrawiam,
Milka:)
wtorek, 3 czerwca 2014
Kolorowe majowe denko :)
Aż się boję, co może pomyśleć o mnie człowiek, który czyta mój projekt denko. Że ta nie robi nic innego, tylko przesiaduje w łazience i się maluje. Uwierzcie, że nie mam problemu z wyjściem z domu bez makijażu i czasami mi się to zdarza. Po prostu dzięki temu, że zaczęłam prowadzić bloga, zmusiłam się do przeglądnięcia swoich kosmetyków i do zużywania tych, które już się kończą lub którym kończy się termin ważności. Jak widać dobrze mi idzie.
Wczoraj mogliście zobaczyć część pielęgnacyjną, jeśli jeszcze jej nie widzieliście to zapraszam tutaj.
A dziś pokażę kolorówkę, która wylądowała w koszu w maju.
1. Krem BB, Garnier w odcieniu Light.
Nie rozumiem fenomenu tego typu produktów. Ni to krem, bo kiepsko nawilża, ni to podkład, bo słabo kryje. Kupiłam z ciekawości, użyłam kilka razy, potem leżał. W zeszłe wakacje używałam go do robienia 'samorobnych rajstop' (z podkładu, balsamu i kremu BB) i smarowałam tym nogi przed większymi imprezami. Od zeszłych wakacji go nie ruszałam, choć zostało jeszcze pół opakowania. Fajny produkt jeśli chce się go stosować do wyrównania kolorytu nóg, nawet solo, poza tym zastosowania nie widzę.
Termin przydatności po otwarciu zmusił mnie do wyrzucenia tubki.
2. Róż Inglot.
Wydaje mi się, że to odcień 82. Napisy trzymają się dobrze, ale to, co najważniejsze, czyli oznaczenie odcienia, się starło. Uwielbiałam ten kolor, jak widać wykończyłam w 99%. Był to piękny, brudny róż, raczej z tych chłodnych. Idealny na co dzień. Niestety mam zastrzeżenia, co do długości utrzymywania się na skórze. Całego dnia to on nie wytrzyma, ale ogólnie przyjemny produkt.
3. Puder rozświetlający Wibo.
Kolejna rzecz znaleziona podczas porządków w łazience. Musiałam go kiedyś kupić szukając taniego pudru w kompakcie i przez przypadek wzięłam rozświetlający. Nie mniej chyba go lubiłam, bo zużycie spore. Użyłam na ręku i na prawdę ładnie się prezentuje. Specjalnie wybrałam się do Rossmana i zobaczyłam czy mają teraz jakiś odpowiednik. Znalazłam w firmie Lovely, a to w końcu jeden producent. Nie kupiłam, bo mam w swojej kosmetyczce puder rozświetlający z Sephory i chętnie do niego wrócę, jak tylko wyjdzie słońce.
4. Błyszczyk do ust AA Love&kiss.
Również miałam go bardzo długo i lubiłam używać latem. Wszystkie napisy się zdarły, więc nie wiem co to za odcień. Miał w sobie pełno brokatu i działał chłodząco ( miał niby powiększać usta:). Teraz nie wyobrażam sobie, że miałabym używać produktu do ust, który ma w sobie brokat, a szkoda bo mam jeszcze jeden w innym odcieniu.
5. Eyeliner w pisaku Essence I love punk.
Był to mój pierwszy czarny eye liner, kupiony dwa, czy trzy lata temu. Pochodzi chyba z jakiejś limitki. Użyłam go zaledwie parę razy, bo dopiero dużo później przekonałam się, że mogę od czasu do czasu zrobić sobie kreskę na powiece;) Obecnie służą mi do tego żelowe kredki, więc tego produktu nie potrzebuję. Poza tym w porównaniu do nich, ten ma bardzo słabo czarny odcień. Wyrzucam, bo skoro mam lepsze to do tego na pewno nie wrócę. No i na pewno jest już przeterminowany.
6. Cień do powiek Sephora w odcieniu universal beige.
Kupiłam rok temu w maju i używałam namiętnie. Na powiece praktycznie nie było go widać, stosowałam więc do zagruntowania korektora pod oczami. Sprawdzał się rewelacyjnie. Cienie tej firmy są godne polecenia, ale szukałabym raczej wyjątkowych odcieni, bo 39 zł za jeden cień to dość wysoka cena.
7. Błyszczyk do ust Oriflame daydream.
Kolor był tak intensywny, że to raczej pomadka w płynie. To był mój pierwszy tego typu produkt, bo używałam raczej transparentnych pomadek, lub jedynie ochronnych sztyftów. Strasznie wydajny, tej zimy i jesieni używałam praktycznie non stop, żeby już się skończył. Opakowanie dwa razy odcinałam, żeby wydobyć produkt do końca. Był bardzo gęsty, nakładałam pędzelkiem, bo inaczej byłoby ciężko. Są już niedostępne w katalogu, więc też musiał być w moich zbiorach od dawna.
8. Patyczki do korekty makijażu Lilibe.
Z racji, że akurat skończyłam opakowanie, stwierdziłam, że pokażę Wam ten przydatny gadget. Mam długie rzęsy, często maluję je w pośpiechu i gdzieś się odbiją. Są świetne do szybkich poprawek makijażu, sprawdzą się także do korekty lakieru do paznokci. Wcześniej kupowałam odpowiednik w Sephorze (6zł za 30 patyczków), więc ucieszyłam się, że wypuścił je też Rossman (72 patyczki za niecałe 3zł, są dostępne tylko w większych Rossmanach). Dużo wygodniejsze niż tradycyjne 'patyczki do uszu'. Polecam!

W maju zużyłam też trzy produkty do paznokci:
1. Zmywacz Bourjous.
To moja trzecia butelka tego zmywacza i ostatnia. Lubiłam go, bo po prostu nie śmierdzi, tak jak niektóre produkty. Niestety, zaczął mi strasznie wysuszać płytkę. Została mi resztka i tak stał, więc stwierdziłam że muszę go wykończyć. Od razu po użyciu musiałam wcierać w paznokcie oliwkę, bo nie mogłam wytrzymać. W dodatku kosztuje jakieś 13 zł, więc nie mało.
2. Przyspieszacz wysychania lakieru Avon.
Nie zauważyłam, żeby coś przyspieszał. Był strasznie tłusty, zwykle przy malowaniu paznokci coś czytam i wszystkie książki, czy wykłady miały na sobie tłuste plamy. Po zmywaczu Bourjous był fajny, ale nie warto zaprzątać sobie nim głowy. Kolejny produkt przy którym musiałam się zmuszać, by zużyć.
3. Lakier do paznokci Maybelline
Piękny koralowy odcień, dostałam 2 lata temu na urodziny. Wtedy ten kolor był bardzo modny, więc używałam całe lato. Był ważny po otwarciu 24 miesiące, więc użyłam go teraz kilkakrotnie na paznokcie u stóp, gdzie również ładnie się prezentował. Została resztka, zgęstniał i ląduje w koszu.
Ostatnia zużyta rzecz, nie należy w sumie ani do pielęgnacji, ani do kolorówki.
To woda perfumowana Beyonce heat. Bardzo, bardzo lubię ten zapach. Do tego stopnia, że jesienią i zimą używałam praktycznie tylko jej. Rano wody perfumowanej, a w ciągu dnia dodatkowo spryskiwałam się mgiełką. Jeśli nie znacie tego zapachu to koniecznie zapoznajcie się z nim będąc w drogerii lub perfumerii.
I to tyle zużyć. Poszło mi bardzo dobrze.
Mam teraz trochę nauki, bo za 3 tygodnie obrona, ale mam nadzieję, że niedługo uda mi się jakiś post dla Was przygotować.
Pozdrawiam,
Milka;)
Etykiety:
AA,
akcesoria do paznokci,
Avon,
Beyonce HEAT,
błyszczyk,
Bourjous,
cień do powiek,
Essence,
eyeliner,
Garnier,
Inglot,
kolorówka,
krem BB,
Maybelline,
perfumy,
projekt denko,
puder,
róż do policzków,
Sephora
sobota, 3 maja 2014
Ogromne kwietniowe denko cz. 2 - kolorówka.
W
kwietniu zużyłam tak wiele kosmetyków, że aż sama w to nie
wierzę. Oczywiście, jest to efekt zużyć z kilku poprzednich
miesięcy oraz tego, że skrupulatnie przeglądam moje zbiory,
zużywam rozpoczęte buteleczki i nie otwieram kolejnych, aż nie
skończę poprzednich. Nie do końca tyczy się to kolorówki, bo nie
wyobrażam sobie używać jednej szminki przez dwa miesiące, ale
staram się nie mieć otwartych czterech tuszy do rzęs.
Kosmetyki
pielęgnacyjne, które zużyłam prezentowałam Wam wczoraj. Jeśli
jeszcze nie czytałyście posta, to odsyłam : Kosmetyki
pielęgnacyjne zużyte w kwietniu.
1. Podkład MaxFactor: Face finity All day Flawless:
Max Factor to moja ulubiona marka drogeryjna. Ani razu mnie nie zawiodła. Podkład 3 w 1 stał się ulubieńcem od pierwszego użycia. Zapewnia solidne krycie, choć opis, że jest to baza, korektor i podkład w jednym, jest trochę przesadzony. Jednak kiedy zostało mi około 1/4 opakowania zaczęłam mieć z nim problem. W okolicy między brwiami, nie chciał się stapiać ze skórą i zostawał na skórkach. Nie wiem czy to wina, że nie zawsze wstrząsałam go przed użyciem, czy tego że zaczęłam używać kremu z kwasami i skóra delikatnie się przesuszyła.
Plus
za SPF 20.
Odcienń
47 NUDE jest najjaśniejszym dostępnym i wpada w żółte tony. Mimo
że zaczął być problematyczny, kupiłam kolejną buteleczkę. Tym
razem odcień ciemniejszy 55 BEIGE. Jest tylko nieznacznie
ciemniejszy, różnica jest praktycznie niewidoczna, ale jest
bardziej neutralny, nie ma żółtych czy różowych tonów i na tym
mi zależało. Jeśli nie potrzebujecie mocnego krycia, to na lato
polecam lżejsze podkłady, ale ten jest godny polecenia i śmiało
mogę go nazwać swoim ulubieńcem.
2. Korektor Mabelline: Drem Lumi Touch:
Choć wszystkie napisy się zdarły miałam odcień 02. Używałam jedynie pod oczy, bo na niedoskonałości się nie nadaje. Bardzo dobry produkt, dający średnie krycie. Delikatne drobinki mają rozświetlać spojrzenie, ale zupełnie nie widać ich po aplikacji. Skusiłabym się ponownie, szczególnie, że była ostatnio promocja w Rossmanie, ale mam nadzieję, że już w przyszłym miesiącu będę w Warszawie i przywiozę sobie Pro longwear'a z MAC.
3. Tusz do rzęs Maybelline: The Colossal Volume Express - smoky eyes:
Zawsze
chciałam wypróbować, wiec jak kończył mi się stary tusz, z
radością się go zakupiłam. Niestety, dla mnie to totalny
niewypał, mimo że moje rzęsy nie są problematyczne. Z natury są
długie i czarne, ale proste.
Szczoteczka
jest za duża, więc ciężko wytuszować rzęsy w kącikach. Zamiast
pogrubiać zostawiał małe kuleczki tuszu przyklejone do rzęs.
Lubię bardzo czarne tusze, a ta czerń była standardowa i miałam
wrażenie, że wieczorem bladła. Na szczęście się nie osypywał.
Nie wrócę do niego, żałuję wydanych pieniędzy.
4. Tusz do rzęs L'Oreal: Volume million lashes - extra black:
Oto wspomniany ulubieniec! Szczoteczka też jest duża, więc
początkowo na nią psioczyłam. Jednak żaden tusz tak cudownie nie
unosi, pogrubia i wydłuża moich rzęs. Nie wiem czy jest duża
różnica w odcieniu czerni między tym, a oryginalną wersją,
dlatego też długo wahałam się na jaki skusić się teraz. Wygrała
moja chęć testowania. Zostałam przy Million lashes, jednak
zdecydowałam się na zapachową nowość- so couture.
5. Pomadka Yves Rocher: Repair lip butter z masłem Shea:
Ostatnio
słychać tylko o cudownych masełkach Nivea czy Carmexach, tymczasem YR daje nam niesamowity produkt o dobrym składzie i niesamowitym
zapachu, w dobrej cenie. Usta są długotrwale nawilżone, a nie
jedynie pokryte tłustą warstwą. Nadaje się jako baza pod lub na
pomadkę, samodzielnie prawie jej nie widać, co dla niektórych
będzie plusem, dla innych, minusem. Kosztuje 10zł, jest wydajna i
jeśli jeszcze o niej nie słyszeliście, warto odwierdzić YR i
chociaż zobaczyć testery. Są także inne wersje zapachowe.
6. Balsam do ust Eveline: Soft Bio SOS dla bardzo suchych, spierzchniętych ust:
Totalna
klapa. Nie lubiłam tłustej warstwy, jaką pozostawiał na ustach.
Wiśniowy zapach był przyjemny tylko podczas odkręcania nakrętki,
potem po prostu odpychał. Zapach można przeboleć, gdyby działanie
było dobre, ale nie zauważyłam, żeby usta jakoś specjalnie mi
dziękowały. W dodatku produkt był gorzki. Nie chcąc go wyrzucić,
natłuszczałam nim suche kostki i do tego się nadawał, właśnie
dzięki warstwie, którą pozostawiał, a której nie lubiłam na
ustach. Jeśli szukacie czegoś, co sprawi że wasze usta nie będą
popękane, to zdecydowanie nie polecam! Idźcie lepiej po pomadkę do
YR.
Z
kolorówki to tyle. Jestem pod ogromnym wrażeniem ilości
kosmetyków, jakie udało mi się zużyć w kwietniu. Myślę, że
kolejne denka, nie będą tak obfite, bo teraz pilnuję się i
otwieram produkty, dopiero po skończeniu poprzednich. Poza tym, w
wakacje daję buzi odpocząć i staram się ograniczać ilość
nakładanych na nią kosmetyków.
Jak
tam wasze zużycia? Skrupulatnie trzymacie się planów i dokańczacie
resztki czy buszujecie na promocjach w drogeriach?
Pozdrawiam,
Milka:)
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
New in, czyli co kupiłam w Naturze? Haul # 2/2014


Ostatnio drogerie walczą między sobą o klientów i kuszą nas sporymi obniżkami. Na blogach sypią się poradniki co kupić i haule ze zdobyczami.
Rossmana też odwiedziłam, a jakże! Ale moje zakupy pokażę Wam dopiero po zakończeniu promocji.
Od dziś natomiast Natura zachęca 40% rabatem na kolorówkę. I tak jak w Rossmanie postawiłam na droższe marki drogeryjne i te kosmetyki, które miałam ochotę wypróbować już od dawna, tak do Natury wybrałam się spontanicznie, nie czytając recenzji i nie zastanawiając się, co kupię. Wiedziałam tylko, że przyjrzę się jedynie tym markom, które nie są dostępne w Rossmanie.
![]() |
| Róż, który widzicie po prawej stronie, spadł mi podczas robienia zdjęć.. Na szczęście nie pokruszył się w drobny mak, jedynie odkleił się od dna. Mam nadzieję, że nie wpłynie to na jego aplikację. |
Oto, co dziś kupiłam:
- Róże do policzków Essence. To jedyny produkt, który wiedziałam, że wpadnie do koszyka. Wszędzie zachwalane, ładne kolory. A że róże to ostatnio moje ulubione kosmetyki- są wisienką na torcie w każdym makijażu zdecydowałam się na aż dwa odcienie. Zapłaciłam 6,59 za każdy.
- Również dwa cienie mySecret MATT, szukam następcy mojego cienia z Sephory, który dobija już denka (możesz zobaczyć go tutaj), a używam go codziennie do zagruntowania korektora pod oczami i na całą górną powiekę, by wyrównać jej kolor. Kupiłam więc na próbę odcień 505 delikatny, cielisty beż, a myśląc o załamaniu lub zewnętrznym kąciku wzięłam też piękny szary 519. Po próbnym zaaplikowaniu wiem, że 519 będzie królował również na całej powiece! Cena? 4,79 / sztukę :)
- Tak jak dbam, by często myć pędzle do pudru i różu, tak ciągle zapominam o tych do cieni. Więc nigdy mi ich za wiele :) A że nie wymagam od nich zbyt wiele, złapałam kolejny, bo kosztował 3,59.
- Ten różowy grubasek to nic innego jak korektor lakieru do paznokci. Zawsze zwracałam uwagę na tego typu produkty, ale uważałam je za zbędny, dość drogi gadżet. To w końcu nic innego jak zaledwie 4,5 ml zmywacza. Wprawę w malowaniu płytki raczej mam, a jak coś mi wyjedzie używam nasączonych zmywaczem patyczków kosmetycznych lub metalowego pilniczka. Jednak wrzuciłam go do koszyka z przyjemnością, bo spełniłam swoje kolejne 'widzi mi się'. To chyba najdroższa rzecz, którą kupiłam, a zapłaciłam za nią jedynie 8,99.
- Stojąc już przy kasie, na wystawie zauważyłam pięknie wytłaczany puder z Sensique. Nigdy nie miałam nic z tej firmy, bo zwyczajnie boję się tych najtańszych szaf. ( A nie! Kłamię, ostatnio skorzystałam z promocji na lakiery, 3 za 2 i wzięłam za darmo ich lakier, ale jeszcze nie miałam okazji go użyć:) Ale że pudry w kompakcie lubię i w Rossmanie na żaden się nie zdecydowałam wypróbuję ten za 4,79. (puder za pięć zeta? Serio? W dodatku naprawdę podoba mi się to wytłoczenie, fajnie jak kosmetyki cieszą oko.)
- Dwa ostatnie produkty to Catrice. Jako, że szał na kredki do ust u mnie trwa w najlepsze, wyrwałam kolejną ! Za 5,09 :) Do koszyka wpadły też bibułki matujące (7,19), lubię mieć je w kopertówce na większych imprezach. Jeszcze tańsze widziałam z Essence, ale tu wygrało zgrabne, zamykane opakowanie. Tylko dlaczego zostały one wyprodukowane aż w Korei?
A wy planujecie jakieś zakupy? Macie jakieś sposoby, by nie dać się zwariować? Ja dziś przed wizytą w drogeriach zostawiłam w domu kartę płatniczą i wzięłam ze sobą ograniczoną ilość gotówki. To musiało zadziałać! :)
Powiedzcie koniecznie, co Wy upolowałyście na promocjach, chętnie poczytam.
Milka:)
środa, 23 kwietnia 2014
O mięciutkiej kredce, co i pomadką być może:)
Wczoraj pisałam, że niedługo pojawi się post o pewnej nowości w mojej kosmetyczce, która sprawia, że moje usta wyglądają naprawdę fantastycznie. Oto on! :)
Całkiem niedawno kredka do ust wydawała mi się zbędnym produktem. Poza tym, mam z nią złe wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to wszystkie kobiety w autobusach paradowały z ciemną konturówką i ustami wypełnionymi jaśniejszym kolorem. O zgrozo!
Potem sporo się naczytałam, że to jednak fajna rzecz;
Że konturówkę można stosować pod szminkę, jako bazę;
że obrysowanie konturów pomaga w nadaniu pożądanego kształtu warg,
aż do tego,
że delikatne obrysowanie przedłuża trwałość pomadki i zapobiega 'przemieszczaniu się' błyszczyka.
Ten ostatni argument przekonał mnie, by spróbować na własnej skórze.
To nie żadna szminka, a konturówka!
Uwielbiam ten kolor!
Całkiem niedawno kredka do ust wydawała mi się zbędnym produktem. Poza tym, mam z nią złe wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to wszystkie kobiety w autobusach paradowały z ciemną konturówką i ustami wypełnionymi jaśniejszym kolorem. O zgrozo!
Potem sporo się naczytałam, że to jednak fajna rzecz;
Że konturówkę można stosować pod szminkę, jako bazę;
że obrysowanie konturów pomaga w nadaniu pożądanego kształtu warg,
aż do tego,
że delikatne obrysowanie przedłuża trwałość pomadki i zapobiega 'przemieszczaniu się' błyszczyka.
Ten ostatni argument przekonał mnie, by spróbować na własnej skórze.
wtorek, 8 kwietnia 2014
Moja perełka ! I to nie jedna, a 15...gramów !
Pierwszym kosmetykiem do makijażu, który używałam i w sumie używam nadal, był puder w kompakcie.
(Etap błyszczyków dodawanych do gazet w podstawówce pominę:)
Nakładany oczywiście załączoną gąbeczką, bo o tym, że istnieją jakieś pędzle nawet nie śniłam. Było to jakoś na początku gimnazjum, czyli dokładnie dekadę temu.
I wierzcie lub nie, dużo później zorientowałam się, że pudry istnieją też w innych postaciach, że mamy nie tylko te w kamieniu, ale także sypkie lub w perełkach. Jak dowiedziałam się, że są różne warianty wykończenia (matujące, rozświetlające, wygładzające itp.), następnie, że są jeszcze bronzery i rozświetlacze, to już w ogóle był szok :).
Kiedy zaczęłam interesować się kosmetykami i posiadałam już pędzle do makijażu, to spodobały mi się meteoryty od Guerlain. Ciekawy kosmetyk, pięknie wyglądające, nie tylko opakowanie ale i same perełki. Byłaby to miłość idealna, gdyby nie cena. Tak więc nigdy nie zdecydowałam się na kupno.
W zeszłym roku dowiedziałam się o istnieniu podobnego produktu od KOBO.

Minęło już kilka miesięcy, od kiedy popędziłam do Drogerii Natura, więc chętnych zapraszam na recenzję.
środa, 26 marca 2014
- 40 % na produkty i akcesoria do makijażu marki Sephora- przewodnik.
Witam Was bardzo serdecznie!
Zapomnijmy na chwilę o tych strasznych rzeczach, które mieszkają w składzie naszych kosmetyków i skupmy się na pozytywach i na tym, co lubimy najbardziej, czyli na promocjach :)
Informowałam już Was, że do końca miesiąca, w Sephorze, można oddać jakikolwiek stary kosmetyk i kupić nowy, marki Sephora 40% taniej, promocja obowiązuje także na akcesoria. Co ważne, nie musi być to odpowiednik, czyli chcąc kupić pędzel, możemy przynieść starą pomadkę;)
Dziś, zapraszam Was na mini przewodnik, chcę zaprezentować kilka, moim zdaniem wartych uwagi produktów tej marki.
Mój numer 1- Matujący puder w kompakcie.
Wg producenta matuje cerę na 8h. Wielokrotnie miałam go na sobie cały dzień i sprawdzał się bardzo dobrze. Jedynie latem, kiedy męczy nas niemiłosierny upał, warto wrzucić go sobie do torebki. Szczególnie że opakowanie jest bardzo eleganckie i na pewno wprawi w zazdrość nie jedną koleżankę;) Zamyka się na magnes, dodatkowym atutem jest to, że posiada lusterko, więc poprawki będzie można wykonać niezależnie od miejsca. Nie daje efektu płaskiego matu, wygląda bardzo naturalnie. Nie wiem jedynie, jak się spisuje dołączona gąbeczka, gdyż używam go z pędzlem do pudru (HAKURO H54).
Cena regularna: 59zł
2. Baza pod makijaż.
Nie jest to kosmetyk, który powinno się używać codziennie, ponieważ głównym składnikiem są silikony. Jednak nie wyobrażam sobie większych wyjść bez niej, towarzyszyła mi chyba na wszystkich weselach, na jakich miałam przyjemność się bawić. Rozprowadza się łatwo, wystarczy naprawdę odrobinka. Pierwszy raz, gdy jej używałam, dostałam próbkę do zakupów (1,5ml) i starczyła mi na 4 użycia. Zakrywa niedoskonałości, rozszerzone pory i nawet głębsze zmarszczki (bo pożyczam ją także mamie;) W dodatku uwielbiam tę miękkość i gładkość cery po jej użyciu. Warto mieć w swojej kosmetyczce.
Cena regularna: 59zł
Eyelinery.
Gdybym nie trafiła na niego, na początku mojej eye-linerowej historii, pewnie nie używałabym tego produktu wcale. Wcześniej, miałam ze dwa, czy trzy innych firm i stwierdziłam, że to kosmetyk nie dla mnie. Odbijał się, po chwili, na powiecie, nie umiałam zrobić precyzyjnej kreski, no cóż, myślałam, że się nie nadaję.
Ten produkt zmienił moje podejście;) Pędzelek jest idealnie cienki, choć grubość kreski można stopniować, łatwo się nim operuje i nawet, taka niezdara jak ja, umie namalować identyczne kreski na obu powiekach. W dodatku, kilka sekund po aplikacji, jest już nie do zdarcia. Nie wiem, ile godzin jest w stanie się utrzymać, bo mój rekord to 17 i był w niezmienionym stanie. Jego nazwa 'długotrwały' jest zdecydowanie odpowiednia.
Gdyby nie to, że na codzień, jeśli już robię kreskę, to z reguły kredką lub cieniem do powiek, na pewno skusiłabym się na wszystkie odcienie :P Mam ten ze zdjęcia, pasuje do wszystkiego i mimo, że nie miałam zbyt dużo eye linerów, te są najlepsze na świecie !
Cena regularna: 39zł
![]() |
| Wysuwany pędzel do pudru (51) |
![]() |
| Wysuwany pędzelek do ust (60) |
Pędzle.
Ja, dopiero niedawno, kompletowałam swoją kolekcję pędzli. Większość, z tych do twarzy, to HAKURO. Dobra jakość, w dobrej cenie. W tych do oczu zaś, króluje Sephora. Mogę polecić: ścięty do eyelinera lub do brwi (15), do blendowania, idealnie miękki! (13), czy do nakładania cienia na całą powiekę (21).
W tej promocji, zdecydowałam się na ten ze zdjęcia, wysuwany pędzel do pudru (51). Kupiłam go z myślą o wyjazdach, kiedy mam problem z myciem pędzli, no i ochroną delikatnego włosia. Mam też taki do usta (60), widziałam, że są także, do różu. Polecam!
Cena: 19-99zł
Cienie do powiek.
Zastanawiałam się, czy ten kosmetyk ma trafić na tę listę. Mnogość kolorów i wykończeń sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. Cienie łatwo się rozprowadzają, są wydajne. Pigmentacja zależy od odcienia, na pewno można ją stopniować, dodając kolejne warstwy kosmetyku. Mam kilka kolorów, najczęściej używam universal beige (niestety, ten kolor wycofano i będę musiała znaleźć odpowiednik), do gruntowania korektora pod oczami i na powieki. Jest to więc taki cień, którego na mojej skórze praktycznie nie widać, a w swojej roli sprawdza się rewelacyjnie. Dlaczego nie wiedziałam, czy je tu umieścić? Cena regularna (39zł) skutecznie odstrasza, szczególnie że cienie Inglota mają podobną trwałość. Jednak na promocji, takiej jak ta, jest jeszcze do przeżycia.
A o czym marzę?
Róże do policzków.
Róże, to jeden z kosmetyków, których, choć używam stosunkowo od niedawna, to nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez. Nigdy nie miałam żadnego z Sephory, choć wiele osób mi je polecało. Mnie natomiast zainteresowała nowość, limitowanka na wiosnę/lato 2014. Na tym zdjęciu, wygląda gorzej niż w rzeczywistości, ale wierzcie mi, kolor, jak i pastelowe opakowanie, woła mnie, bym go kupiła. Występuje w 2 odcieniach, ja marzę o tym ze zdjęcia, drugi jest świnkowo-różowy.
Widnieje na mojej whishliście i walczę ze sobą, czy go kupić, czy nie (gdyż wiem, że mam wystarczającą kolekcję). Mam jeszcze kilka dni na zastanowienie się;)
Cena edycji regularnej: 39zł, limitowanka: 69zł
A Wy? Macie swoje ulubione kosmetyki tej marki? Skorzystacie z promocji?
Pozdrawiam serdecznie,
Milka :)
~ Zdjęcia pochodzą ze stron: www.sephora.pl oraz www.sephora.fr
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























