Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 maja 2016

Ziaja masło kakaowe - krem do twarzy. Co jest z nim nie tak?


Przychodzę do Was z kilkoma spostrzeżeniami a propo bardzo taniego kremu, dostępnego niemal w każdej drogerii. To dedykowana cerze normalnej i suchej Ziaja z serii masło kakaowe. Jeśli go używaliście, to może pomożecie odpowiedzieć mi na pytanie- co jest z nim nie tak?

wtorek, 3 listopada 2015

The Body Shop - krem do rąk moringa


To, że już kilkakrotnie recenzowałam na blogu kosmetyki marki The Body Shop, świadczy o tym, że naprawdę je lubię. Ich najmocniejszą stroną są oczywiście masła do ciała, na sezon zimowy idealne! W tym roku będę korzystać ze smoky poppy, które kupiłam już dawno, mimo że miałam spory zapas balsamów do ciała. Dlaczego? Zapach jest genialny, a niestety była to edycja limitowana. Nie mniej, wiem, że w regularnej sprzedaży znajdziecie zapach odpowiedni dla siebie. Dla mnie niekwestionowanym ulubieńcem przez około trzy lata była moringa, dlatego też przy jednej z wizyt w sklepie, zdecydowałam się na krem do rąk o tym zapachu. Tego, czy jestem zadowolona z jego działania, dowiecie się z dalszej części posta. Zapraszam!

czwartek, 8 października 2015

Ulubieńcy ostatnich tygodni :)

Ostatnio trochę narzekałam na posty z pustymi opakowaniami, więc dziś, dla balansu - ulubieńcy. Pisanie o produktach, które się sprawdzają, to sama przyjemność. Niektóre z tych rzeczy, to nowości i odkrycia września, inne są ze mną już długo.Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, co Was zainspiruje do zakupów. Tak, uwaga! Będę kusić.


środa, 12 sierpnia 2015

PIANOTWORY, czyli obudź w sobie dziecko!


Nie zliczę, ile razy śmiałam się pod nosem widząc polskie tłumaczenia zagranicznych piosenek czy chociażby tytułów filmów. I to nie dlatego, że nasz język ojczysty jest ubogi, co to to nie! To raczej wina tłumaczących. Jednak w przypadku tego kosmetyku nazwa jest tak genialna i zabawna, że tylko i wyłącznie dla niej wrzuciłam ten produkt do koszyka. No, może też dlatego, że uwielbiam wszelkiej maści kąpielowe umilacze, a ten bez wątpienia do nich należy. Przed Wami PIANOTWORY do kąpieli!

wtorek, 14 lipca 2015

Na co zwaracam uwagę kupując kosmetyk pielęgnacyjny?

Każda z nas od czasu do czasu wybiera się na kosmetyczne zakupy. Niestety, rozmawiając ze znajomymi zaczynam zauważać, że często są one robione zupełnie bezmyślnie. Nie chcę przekonywać, że nie zawsze reklamowane jest najlepsze, bo w teorii każdy to wie. Za to dziś podzielę się z Wami kryteriami, jakimi posługuję się planując zakupy.

źródło

1. Nauczona doświadczeniem kupuję jedynie, gdy faktycznie czegoś potrzebuję. Odczuwam jeszcze skutki niepohamowanego kupowania z początków blogowej działalności i wiem, że nie chcę więcej robić niepotrzebnych zapasów. Oczywiście wciąż szukam ciekawych promocji, ale zaczynam się za nimi oglądać, gdy widzę, że dany kosmetyk chyli się ku końcowi, a nie gdy jeszcze dwa podobne czekają w kolejce.

niedziela, 31 maja 2015

Opalenizna w sprayu - SunOzon z Rossmanna



Nigdy nie używałam samoopalaczy, nie korzystam też z solarium. Pewnie więc nie kupiłabym tego produktu, gdyby nie ilości wesel, na jakie w tym roku jestem zaproszona. A ponieważ żaden urlop w międzyczasie się nie szykuje, postanowiłam zaryzykować i wypróbować sztuczną opaleniznę. Jeśli chcecie wiedzieć, czy pierwsze zetknięcie z samoopalaczem uważam za udane, zapraszam dalej.

czwartek, 14 maja 2015

Jeśli lubisz kosmetyki Sylveco, ta informacja jest dla Ciebie!


Wydaje mi się, że kosmetyków Sylveco nie muszę nikomu przedstawiać. Mimo, że są  dość trudno dostępne, zrobiły furorę. Trudno się dziwić - naturalne, proste składy, przepiękna szata graficzna (producent zadbał o detale, każdy produkt zapakował dodatkowo w kartonik), w dodatku to produkowane w Polsce i sprzedawane w dość niskiej cenie ... Przynajmniej na razie.

wtorek, 21 kwietnia 2015

MÓJ HIT : ORGANIQUE - REGENERUJĄCA MASKA DO RĄK


Są takie kosmetyki, które nie chcemy by się kończyły, które polubiłyśmy do tego stopnia, że mogłybyśmy używać  ich na okrągło. Dziś opowiem Wam o produkcie, który praktycznie nie ma wad. Zapraszam!

piątek, 3 kwietnia 2015

DENKO GIGANT | # 3/2015


Kiedy mój chłopak zobaczył pełną torbę pustych kosmetyków i dowiedział się, że to wszystko skończyłam w jednym miesiącu, stwierdził, że to więcej niż jego roczny przerób, nawet, jeśli by włączyć w to pastę do zębów i butów. Hahaha :D
Zapraszam Was na przegląd zużytych kosmetyków i tak, wszystkie, które dziś zobaczycie zdenkowałam w minionym miesiącu.

czwartek, 19 marca 2015

Duet Caudalie - pomadka do ust i krem do rąk

Kosmetyki francuskiej marki Caudalie, produkowane na bazie wyciągu z pestek winogron, stają się coraz bardziej popularne. Sama jednak długo nie miałam okazji wypróbować ich na własnej skórze. Raz, że są dosyć ciężko dostępne, a dwa, że ceny do niskich nie należą. Jakiś czas temu zauważyłam, że są dostępne stacjonarnie w gdyńskim Klifie i akurat w promocji był poniższy duet: pomadka do ust oraz krem do rąk. Za zestaw zapłaciłam mniej niż cena samej pomadki (23,50) w tym samym sklepie. Jeśli chcecie wiedzieć, czy jestem zadowolona z zakupu, to zapraszam do czytania.


poniedziałek, 9 marca 2015

KOSMETYKI KĄPIELOWE | Co jest w moim pojemniku na wannie?


Bywa, że kąpiel to najprzyjemniejsza część stresującego dnia. Używane kosmetyki umilają nam ten czas. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać, co stoi u mnie na wannie, czyli czego aktualnie używam, ponieważ tego typu produkty zwykle nie są na tyle ciekawe, by pokazywać je w osobnych postach.

Jak widać na pierwszym zdjęciu, większość produktów stoi u mnie w białym pojemniku z Ikei. Podoba mi się takie rozwiązanie, bo mam wrażenie, że panuje wtedy większy porządek, niż gdy wszystko jest porozstawiane. Na ostatnim zdjęciu zobaczycie jednak to, co ma za duże gabaryty i się do niego nie zmieściło.

niedziela, 1 marca 2015

ULUBIEŃCY LUTEGO | # 2 / 2015


W lutym sporo się u mnie działo, stąd też nie wiem kiedy minął mi ten czas.  Mimo, że to najkrótszy miesiąc, bez problemu mogę wybrać produkty, które mnie zachwyciły. Zapraszam na prezentację.

niedziela, 8 lutego 2015

Intra - FIORE DI ROSA | balsam do ciała


Jeśli pamiętacie, niedawno przedstawiałam Wam recenzję masła The Body Shop, a już kończy mi się kolejny kosmetyk do ciała. W ramach minimalizowania ilości zapasów, zanim zacznę opakowanie jakiegoś produktu, najpierw kończę te pootwierane. Balsam Fiore di Rosa kupiłam jeszcze w wakacje, ze względu na niesamowicie przyjemy zapach (o dziwo, w drogerii dostępny był tester!). Zostało mi niewiele produktu i zamierzam je szybko zdenkować, bo kończy się jego data ważności po otwarciu. Nigdzie w sieci nie znalazłam jego recenzji, więc zapraszam do przeczytania mojej opinii o tym balsamie.

czwartek, 29 stycznia 2015

Kilka dobroci przywiezionych z Pragi. # ZAKUPY 1/2015


Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, że Sylwestra spędziłam w Pradze. Tutaj pisałam o tym więcej i zachęcałam do odwiedzenia tego miasta. Oczywiście nie obyło się bez zakupów kosmetycznych. Jeśli macie ochotę obejrzeć, na co się skusiłam, zapraszam do czytania!

wtorek, 27 stycznia 2015

Peeling, który chce się zjeść, czyli marcepan od Perfecty :)


Są w mojej pielęgnacji produkty, co do których przydatności miewam wątpliwości. Jeśli czytaliście ostatnio moje posty, to wiecie, że zastanawiałam się, czy serum do twarzy to kosmetyk niezbędny. Podobnie mam z peelingami. Po co więc ich używam? Jeśli jesteście zainteresowane to zapraszam do lektury!

piątek, 23 stycznia 2015

Brzoskwiniowe przetwory od The Body Shop.

Mam wrażenie, że masła z The Body Shop to jedne z najbardziej kontrowersyjnych produktów w blogosferze. Mają tylu zwolenników, co przeciwników. Miałam przyjemność testować już kilka wersji zapachowych i zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Zupełnie nie wiem więc, dlaczego dopiero teraz mają one swoją premierę u mnie na blogu. Właśnie kończę brzoskwiniowe i to o nim napiszę kilka słów.


The Body Shop lubię nie tylko za wysoką jakość oferowanych produktów. Nie ma co się oszukiwać, jestem pedantką. Podoba mi się porządek, jaki panuje w tym sklepie. Kosmetyki są poukładane kolorystycznie (a właściwie zapachowo:), a wszystko równiutko poukładane. W dodatku przy każdym produkcie stoi tester, więc bez problemu znajdziemy odpowiadający nam zapach.

Wybrałam brzoskwiniowe, bo akurat, kiedy kupowałam, najbardziej przypadło mi do gustu. Choć nie był to łatwy wybór :) Przed zakupem warto wiedzieć, że zapach ten jest intensywny i długo utrzymuje się na skórze. Ci, którzy nie przepadają za silnie perfumowanymi balsamami do ciała, nie powinni sięgać po masła z TBS. Nie odważyłabym się stosowania go na całe ciało na dzień, bo zapach ten może kłócić się z perfumami.  


Opakowanie jest solidne, plastikowe, o przyjemnym dla oka, pastelowym kolorze. Zastosowanie zakręcanego pudełka to dobry pomysł, ponieważ balsam jest bardzo gęsty. Inaczej moglibyśmy mieć problem z wydobyciem produktu. W kontakcie ze skórą topi się i dość łatwo rozsmarowuje. Po zużyciu połowy przestało być takie twarde, wydaje mi się, że jest to właśnie spowodowane tym, że często zanurzałam w nim swoje dłonie.


Poprzez swoją konsystencję dość długo się wchłania, czuć też tłustawą powłoczkę na skórze. Z tego powodu stosuję go jedynie na noc. Nakładam na łydki i najbardziej suche miejsca (łokcie, kolana). Gdy budzę się rano nie czuję potrzeby ponownego balsamowania, ewentualnie zdarza mi się użyć takiego pod prysznic. Także nawilża długotrwale.


Składy maseł różnią się od siebie. Brzoskwiniowe jest dedykowane osobom o skórze suchej i bardzo suchej, więc na początku znajdziemy masło kakaowe, masło shea, glicerynę, trochę dalej olej z brzoskwini i wosk pszczeli. Skład nie jest stuprocentowo naturalny, ale mnie zadowala;)

Myślę, że niektórych odstrasza ich regularna cena (69zł/200ml). Uważam, że jest trochę przesadzona, natomiast bardzo często możemy natrafić na promocję, czy sezonowe wyprzedaże i wtedy się w nie zaopatruję. Za to zapłaciłam 39 zł, więc prawie połowę i za taką cenę polecam je wypróbować. Albo i nie, bo przepadniecie, jak ja;)

Znacie masła The Body Shop? Jaki jest Wasz ulubiony zapach? Polecam jeszcze jagodę, papaję i arganowe.

Buziaki,
Milka;)

sobota, 6 grudnia 2014

Czy Mikołaj istnieje? :)

Czy jest ktoś, kto nie lubi robić prezentów? Taki może i by się znalazł. Ale czy istnieje ktoś, kto nie lubi ich otrzymywać? Chociażby mnie przekonywał, nie uwierzę ! Ja należę do osób, które uwielbiają i jedno i drugie. Bardzo lubię kupować większe prezenty, ale także zwykłe drobiazgi dla bliskich mi osób. W tym roku natomiast nadarzyła się wyjątkowa okazja do sprawienia prezentu, ponieważ dziewczyny z bloga good to try organizowały Mikołajki Blogerskie :) 


Chodziło oczywiście o sprawienie drobnego upominku wylosowanej i przydzielonej nam osobie, która również prowadzi bloga. Prezentami miały być kosmetyki. Warunkiem było wysłanie minimum dwóch pełnowymiarowych produktów za sumę nie mniejsza niż 15 złotych.

Jeśli jesteście zainteresowane, co sprezentowałam 'swojej parze' oraz poznać nowy blog, ponieważ Monika istnieje w blogosferze od niedawna, to zapraszam tutaj. Ja na pewno będę tam stałym bywalcem ! :)

Natomiast w dzisiejszym poście chciałabym się pochwalić swoją paczką. Dostałam ją już jakieś 10 dni przed Mikołajkami, więc była pierwszym tegorocznym powodem, by zacząć myśleć o świętach i się nimi cieszyć. Madzia sprawiła mi ogromną radość! Emocje związane z otwieraniem dobrze zabezpieczonej paczki były ogromne.


Dostałam urocza kartkę z życzeniami. Uwielbiam dostawać listy, kartki i pocztówki i bardzo ubolewam, że ten zwyczaj w dobie komputerów zanika. Z kosmetyków również jestem bardzo zadowolona. Jak widzicie, dostałam żel pod prysznic, pięknie pachnący wanilią. Zapach jak znalazł na zimową porę. Znalazłam też maskę do włosów, której nie znam i jestem bardzo ciekawa, jak tylko zużyję obecną, zacznie się wielkie testowanie :) Kolejnym produktem była pomadka do ust o zapachu Fanty. Mam Lip Smackera o zapachu cherry coke i wiem, że pomadka jest dobra na co dzień, zmieści się nawet w malutkiej torebce, a pomadek nigdy dość. Na dokładkę w paczuszce znalazłam maseczki: z Ziai (które uwielbiam!) oraz Soraya, którą chętnie wypróbuję. 

Jestem niesamowicie zadowolona i serdecznie dziękuję mojej Mikołajce, której bloga znajdziecie tutaj :) Taki Mikołaj mógłby do mnie przychodzić codziennie ! :)

A dziewczynom z bloga good to try dziękuję za fajny pomysł i dobrą organizację od początku do końca akcji. Super! 

Natomiast wszystkim, którzy tu czasami zaglądają życzę butów wypełnionych upominkami oraz łakociami i dobrych przygotowań do Świąt !

Milka;)

piątek, 21 listopada 2014

Zadbaj o swoje rzęsy ! Akcja regeneracja :)


Dbamy o swoje ciało, stopy, dłonie, o twarzy już nie wspomnę. Ale mało kto z nas, dba o swoje rzęsy. A to przecież one sprawiają, że nasze oczy nabierają nowego wyrazu. Jedyna ich "pielęgnacja" to codzienne katowanie tuszem, a wieczorem - demakijaż.
Co prawda, na swoje rzęsy narzekać nie mogę: są długie, podkręcone i czarne. Wiele osób mi nie wierzy, gdy jestem nieumalowana. Jednak pomyślałam, że przecież zawsze może być lepiej i czemu by ich nie wzmocnić, szczególnie, że o serum Long 4 lashes słyszałam same superlatywy.


Zdecydowałam się więc zakupić to maleństwo (opakowanie ma 3 ml) i od dziś rozpoczynam akcję-regeneracja! Postaram się codziennie wieczorem nakładać serum na rzęsy. Ponoć pierwsze efekty widoczne są po 2 tygodniach. Jest to najtańsze dostępne na rynku serum, zawierające bimatoprost, czyli składnik aktywny stymulujący wzrost rzęs. Zapakowane jest bardzo elegancko, a sama buteleczka przypomina opakowania eyelinerów. 

Mam nadzieję, że i u mnie sprawdzi się tak rewelacyjnie, jak u reszty dziewczyn. O efektach na pewno Wam napiszę. 


Dostępne jest także serum przyspieszające wzrost brwi, także kupując uważajcie, bo kartoniki wyglądają identycznie. Jeśli chodzi o cenę, to najtaniej jest oczywiście w aptekach internetowych (50 zł - Apteka Gemini). Można je też dostać stacjonarnie, swoje kupiłam w Rossmanie, gdzie jego cena regularna to 79,99.

Używałyście już może tego produktu lub innego przyspieszającego wzrost rzęs? Byłyście zadowolone z efektów? Dajcie koniecznie znać w komentarzu.

Milka;)

środa, 19 listopada 2014

Wiśnie z katalogu - Oriflame, odświeżający krem do rąk

Bardzo lubię przedstawiać Wam produkty, które sprawdziły się u mnie. Dzisiaj jednak przyszła pora, by trochę ponarzekać. Rzadko zamawiam kosmetyki, z katalogów, ale czasami ktoś coś podrzuci i tak jakoś samo wyjdzie :) I ostatnim razem wyszedł krem do rąk, o bardzo rzadkiej (co się okazało w domu) konsystencji.


Skusiło mnie opakowanie: czerwone, przypominające lato z naprawdę ładną szatą graficzną. Dodatkowo, wiśniowy zapach, to jeden z moich ulubionych w kosmetykach. Na niego narzekać nie będę, bo jest przyzwoity, świeży, nie czuć chemii. Intensywniej czuć go po odkręceniu tubki, natomiast po posmarowaniu jest bardzo delikatny i momentalnie wietrzeje.
Momentalnie się wchłaniania, nie pozostawiając na dłoniach żadnej warstwy.

I na tym kończą się jego plusy.  
Jego właściwości nawilżające kończą się tak szybko, jak szybko się wchłania. Są praktycznie zerowe, aplikację można by powtarzać co pół godziny. Musicie jednak wziąć pod uwagę to, że sporo wymagam od kremu do rąk, bo dużo czasu spędzam w lateksowych rękawiczkach. Z drugiej strony, zastanawiam się, czy mogę się czepiać, skoro producent nie mówi nic o nawilżeniu? Jest to odświeżający krem z ekstraktem z wiśni. Nie wiem, jak rozumieć odświeżający, w przypadku braku zapachu miętowego, czy mentolowego, czy uczucia mrowienia i chłodu? Może chodzi o to delikatne zimno, związane z nakładaniem zimnego kremu na ciepłe ręce, kiedy za oknem trzy stopnie? W upalne dni może zwróciłabym na to uwagę, ale teraz, nie bardzo. Ekstrakt z wiśni faktycznie jest, pod koniec składu, natomiast wyżej znajdziemy methylparaben, czy dimeticone.

Nie pamiętam, ile za niego zapłaciłam, ale sprawdziłam w katalogu i cena regularna to 14,90. Jego ocena na wizażu to 2,25, więc widzę, że nie tylko ja go nie polubiłam :) 


Osobiście po ten produkt już nie sięgnę, ale moja opinia jest oczywiście subiektywna. Jeśli macie mało wymagające dłonie i oczekujecie jedynie przyjemnego zapachu, może będziecie zadowolone. Jeśli jednak macie ochotę go wypróbować, radziłabym chociaż zaczekać do lata.

Czy macie swoich ulubieńców wśród produktów z katalogów? Dajcie znać w komentarzu :)

Milka;)

sobota, 15 listopada 2014

Miód na mą duszę ... eee na usta :) czyli cudeńko od Nuxe.


Kiedy byłam na zakupach i go zobaczyłam, przyznaję, nie potrzebowałam kolejnego smarowidła do ust. Ale te nowe, urodzinowe opakowania, a szczególnie ich różowa wersja, tak przyciągały wzrok, że wiedziałam, że tym razem, w końcu go kupię. Słyszałam o nim wiele dobrego, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że stanie się on także moim, ogromnym ulubieńcem.


"Reve de miel, to ultraodżywczy, naprawczy balsam do przesuszonych i popękanych ust. Zawiera wysoko skoncentrowane składniki naturalne, które sprawiają, że usta, nawet te najbardziej spierzchnięte, stają się delikatne, miękkie i doskonale nawilżone." Czy tak jest faktycznie?

O swoje usta dbam regularnie, dlatego już od dłuższego czasu, nie mam problemu z popękanymi ustami, czy suchymi skórkami. Nie odniosę się więc, czy działa naprawczo również na takie problemy, jednak na moje potrzeby jest to produkt numer jeden wśród balsamów, których miałam przyjemność używać w całym moim życiu.

Jego pierwszą zaletą jest naturalny skład, na czele z woskiem pszczelim i masłem shea. Zawdzięcza im swoją konsystencję, nieco inną niż większość znanych nam parafinowych masełek. Ta jest bardziej gęsta, kleista, przypomina mi miód. Przez to, dość ciężko nabrać minimalną ilość, jeśli nakładamy go palcami. Mi to nie przeszkadza, ponieważ używam go jedynie na noc i wtedy chcę nałożyć porządną, grubą warstwę. Rano usta są  głaciutkie, miękkie, zadbane i gotowe na przyjęcie nawet wysuszających, długotrwałych pomadek. Zapach jest delikatny, czuć w nim cytrusowe nuty.

Kolejną rzeczą wyróżniającą go na tle innych produktów jest to, że zapewnia efekt matowych ust. W dodatku, po aplikacji, czuć go przez długi czas. Czy będzie dobrą bazą pod pomadkę, to już pewnie zależy od formuły samej pomadki. Z moich obserwacji wynika, że szminki trzymają się lepiej i dłużej, ewentualnie trzeba więcej razy przejechać kolorem po wargach. Po zastosowaniu solo, nie przyklejają się do niego włosy, co było moją zmorą przy stosowaniu niektórych masełek, czy błyszczyków. 

Do minusów mogę zaliczyć jego cenę, bo kosztuje 30 - 40 zł, w zależności od apteki. Ja kupiłam go w Super-Pharm, kiedy akurat trwała promocja -30%, albo -40% na całą markę, więc uważam że cena była adekwatna do pojemności (15 g) dobrego balsamu w pięknym słoiczku.

Produkt ten, za niesamowite działanie, polubiły moje usta, a widok pięknego słoiczka z różową nakrętką cieszy oczy, bo, zobaczcie sami, pięknie wygląda na półce.


Miałyście już okazję używać kosmetyków marki Nuxe? Ja dopiero zaczynam swoją przygodę, ale już wiem, że są warte poznania. Zachęcam do testowania od zakupu tego balsamu. Aa! Tylko na pierwszy ogień nie sięgajcie po wersję w sztyfcie, ta nie ma tak dobrych właściwości. Jeśli chcecie, niedługo Wam o niej napiszę, ponieważ moja pomadka sięga już dna.

Pozdrawiam,
Milka:)