Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 kwietnia 2016

Zimowe żele pod prysznic- podsumowanie sezonu

Jesteśmy już po Wielkanocy, dziś przepięknie świeci słońce i  czuć w powietrzu wiosnę. Mam jednak nadzieję, że nie zepsuję aury tym postem. Chcę podsumować trzy żele, z limitowanych kolekcji zimowych, zanim trafią do marcowego denka. Rzadko robię osobne posty o żelach pod prysznic, ale te są godne uwagi i jeśli marki będą łaskawe, warte powrotu za kilka miesięcy.
Czytajcie dalej, o trzech zimowych produktach do kąpieli,  które polubiłam.

piątek, 26 lutego 2016

Dwa śmierdzioszki, które ratują skórę.


Lubię dobre perfumy, tanie odpowiedniki zawsze śmierdziały mi alkoholem i wolałam nie używać ich wcale, niż kupować tanie podróbki. Jednak w przypadku kosmetyków drogeryjnych: płynów czy żeli pod prysznic, nie jestem wybredna. Podoba mi się większość zapachów. Czasami mam ochotę na cytrusowe, czasami na kwiatowe, zawsze wracam do kremowego zapachu żeli Dove... ale generalnie mogę kupować w ciemno i z większą lub mniejszą przyjemnością zużyję buteleczkę. Kiedy zaczęłam używać naturalnych produktów, czasami brakowało mi dobrego zapachu, ale nie krzywiłam się ani przy czarnym mydle, ani przy bezzapachowych kremach. 
Schody zaczęły się, gdy postanowiłam wypróbować olejki do kąpieli. Dziś będę narzekać (ale tylko i wyłącznie na zapach), ale przede wszystkim polecać genialne produkty, w dwóch wersjach: budżetowej i tej nieco droższej. Dowiecie się, czy warto wydać kilka złotych więcej, czy można sięgnąć po najtańszą na rynku Isanę oraz w ogóle kiedy i po co sięgnąć po olejki. Mam nadzieję, że Was zainteresowałam i chętnie przejdziecie do dalszej części wpisu.

piątek, 6 marca 2015

SMOKY POPPY - limitowana edycja The Body Shop

Już kilkakrotnie wspominałam, że bardzo lubię kosmetyki The Body Shop. Mają niezłe składy i przepiękne zapachy. Zresztą z tego drugiego ten sklep słynie. Mam swoje ulubione zapachy (choć marzy mi się, żeby wprowadzili słodką, letnią poziomkę) i sądziłam, że już niczym mnie nie zdziwią. Luty pokazał w jak wielkim byłam błędzie.



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Pielęgnacyjne Majowe Denko # 3/2014


Mój ulubiony miesiąc dobiegł końca. Mam wrażenie, że dopiero była majówka, ale niestety czas goni niemiłosiernie. Maj, podobnie jak poprzedni miesiąc, był obfity w zużycia, więc podobnie jak w zeszłym miesiącu pojawią się dwa posty denkowe. Jeśli macie ochotę zobaczyć co zużyłam, to zapraszam do dalszej części posta. Bez zbędnego gadania przechodzę do sedna. Zaczynamy!

czwartek, 29 maja 2014

Ulubieńcy maja 2014 !

Witajcie !




Ani razu nie pokazywałam Wam na blogu moich ulubieńców! Czekałam z tym postem na jakieś wyjątkowe kosmetyki, które przełamią moją pielęgnacyjną lub kolorówkową rutynę. I są ! Ogrom promocji, które zaserwował nam maj sprawiły, że wiele nowych, ciekawych produktów wpadło w moje ręce. Części z nich jeszcze nie miałam okazji przetestować, część z nich polubiłam, ale dziś wybrałam dla Was złotą szóstkę, która w tym miesiącu spisała się rewelacyjnie! Akurat większości używam od niedawna, więc na recenzję po dłuższym użytkowaniu przyjdzie jeszcze pora, ale używam ich na tyle długo, że mogę Wam je polecić ! Są warte przetestowania!



1.

Lirene - Żel + oliwka pod prysznic o zapachu bawełny.

To żel o niesamowicie delikatnej konsystencji.  Nie zapewnia nawilżenia na tyle, żeby zrezygnować z balsamu, ale zdecydowanie widać różnicę w porównaniu do zwykłych żeli. Ponadto niespotykany, świeży zapach. Jeśli nie wiecie jak pachnie bawełna, koniecznie spróbujcie tego żelu! Szukałam, czy jakieś jeszcze firmy oferują 'bawełniane' kosmetyki i znalazłam jedynie Bath&Body Works. Jak tylko będę w Warszawie na pewno tam zajrzę.

2.



Fitomed - różany płyn do twarzy.

Zakupiłam go w małym, zielarskim sklepiku w Sopocie, szukając różanego hydrolatu. Był jedynie płyn z 20% zawartością wody z róży. Zrobił prawdziwą furorę w ciepłe dni. Dzięki buteleczce z pompką można go zabrać do torebki i spryskać się w ciągu dnia dla ochłody. Zapach jest niesamowity i w sumie to przeważyło, że w maju zastąpiłam wodę termalną właśnie nim. Starczy na bardzo długo, bo używam, używam, a zużycia praktycznie nie widać. Polecam stosowanie również jako tonik (chociaż wtedy radziłabym poszukać wody w tradycyjnym opakowaniu, bo łatwiej wylać ją na wacik). Jeśli nigdy nie używaliście wody różanej to koniecznie poszukajcie jej w sklepach! Dla tych, którzy za zapachem róży nie przepadają (naprawdę są tacy!?) powiem, że Fitomed oferuje także wodę lawendową i neroli. Zapłaciłam niecałe 17zł, jednak sugerowana cena producenta to 12. Więcej o produkcie możecie poczytać tu.



3. 

Bielenda - Masło do ciała papaja. 

To efekt zakupów w Biedronce;) Za 100 ml zapłaciłam jedynie 6 zł. Ostatnio ciągle narzekałam na wszystkie mleczka i balsamy. Kupowałam coraz to lepsze, jednak efektów na mojej suchej skórze nie było widać. Tak się cieszę że kupiłam to niepozorne masło! Kusi zapachem (jak powąchałam, to aż wróciłam po peeling z tej serii), a i działanie jest dużo lepsze niż balsamów. Gęsta konsystencja sprawia, że nie trzeba go dużo nabierać, a efekt nawilżenia długo się utrzymuje. Fanki dobrych składów też będą zadowolone. Na drugim miejscu, tuż po wodzie mamy masło Shea. 
Podsumowując: dobre masło za niewielkie pieniądze, mnie dodatkowo cieszy fakt, że są dostępne w tak małym opakowaniu.


4.


Biedronka - Szczoteczka do twarzy. 

Wiele razy będąc w Sephorze dotykałam osławionego Clarisonica. Jednak taka szczoteczka to kolejny gadget w pielęgnacji i raczej nie warty wydania na niego 600zł. Jak dowiedziałam się, że w Biedronce będzie dostępna wersja budżetowa za 20 zł (czyli mniej niż wymienna szczoteczka Clarisonic) to nie wahałam się ani chwili i w dniu, w którym miała się pojawić obeszłam kilka Biedronek, aż wpadła w moje ręce. Zapakowana w solidne opakowanie, w pięknym jasnofioletowym kolorze. Kupowałam z myślą o szczoteczkowej końcówce, jednak bałam się że nie będzie wystarczająco delikatna, by stosować ją do twarzy. Nic bardziej mylnego, stosuję ją nawet na drugiej prędkości. Taka szczoteczka w połączeniu ze zwykłym żelem zastępuje nam peeling i zapewnia maksymalne oczyszczenie twarzy. Mam wrażenie, ze moje policzki aż skrzypią ;) Używam jej z przyjemnością co kilka dni, a moja dotychczasowa szczoteczka manualna poszła w odstawkę. Niesamowite zaskoczenie, że tani produkt okazał się tak dobry. Chyba największy ulubieniec z całej genialnej szóstki!




5.


Artdeco - Baza pod cienie do powiek. 

To już kultowy produkt, ponoć najlepsza baza dostępna w Polsce. Nigdy nie potrzebowałam tego kosmetyku, bo na powieki używałam tego samego korektora, co pod oczy i nie miałam problemów z utrzymywaniem się cieni. Poza tym używam ich naprawdę rzadko. Jednak zmieniłam korektor na lepiej kryjący. Jestem z niego zadowolona, ale na powiekę zupełnie się nie nadaje. Roluje się nawet solo! To samo robi w połączeniu z nawet najlepszym cieniem (aaa dostałam na urodziny cienie z MAC!:).
Kupiłam więc tę osławioną bazę i problemy się skończyły. Jest zamknięta w zgrabnym słoiczku i chyba nie uda mi się jej zużyć w przeciągu roku. Zapłaciłam 37 zł w Douglasie.



6.

Sally Hansen - Instant cuticle remover.

Jest to żel ułatwiający usuwanie skórek. Moim paznokciom jeszcze daleko do idealności, wciąż się rozdwajają i łamią, ale chociaż dochodzę powoli do ładu ze skórkami. Właśnie dzięki niemu! Producent sugeruje, żeby nałożyć go na 15 sekund. Trochę przesadził, potrzebuję jakiś 2 minut, potem odsuwam je drewnianym patyczkiem i paznokcie od razu wyglądają lepiej. Większość skórek po prostu znika, żel je rozpuszcza. Małe cudeńko! Warto wypróbować, kosztuje ok. 25 zł. Mi na szczęście udało się go nabyć na ostatniej promocji w Rossmanie.

I to tyle. Wybrałam te produkty, które naprawdę zmieniły moją pielęgnację i pozwoliły uporać się z problemami. Każdy z nich szczerze Wam polecam. Znacie te produkty? A może u Was się zupełnie nie sprawdziły?

Pozdrawiam, 
Milka:) 


piątek, 23 maja 2014

Żel pod prysznic Yves Rocher - Jardins du Monde, orzechy makadamia.



Trwa mój ulubiony miesiąc. Początek maja kojarzy mi się z zapachem bzu, potem pojawiają się konwalie i nagle z dnia na dzień wszystkie drzewka owocowe uginają się pod ciężarem kwiatów.
W tym roku dopiero w drugiej części miesiąca zalała Polskę fala gorąca. 
Słońce próbuje nam zrekompensować chłodną majówkę i postanowiło umilić nam ostatnie dni. Grzeje niemiłosiernie.
Po wczorajszej jeździe autem w korku (w mojej Feli substytutem klimatyzacji jest otwarcie wszystkich okien, co i tak nie przyniosło spodziewanego efektu) nie miałam już ochoty na nic. Nie ochłodziły mnie nawet lody z dodatkiem Oreo, więc moją ostatnią deską ratunku był zimny prysznic.



Sięgnęłam po żel pod prysznic Yves Rocher, Jardins du Monde o zapachu orzechów makadamia. 
Jest zamknięty w przyjemnym dla oka opakowaniu. Podoba mi się zarówno kształt buteleczki, jaki i jej szata graficzna. Jest bardzo kremowy, w składzie nie ma SLESu, więc nie przesusza skóry. 

Zarówno konsystencja, wygląd i zapach przywołuje mi na myśl roztopione lody orzechowe!


Na zdjęciu widzicie mój urodzinowy prezent- bransoletka Lilou z wygrawerowanym 'Milka' :)
Nie jest to mój pierwszy żel z tej serii, jestem z nich zadowolona i przy okazji zakupów w YR często lądują w koszyku.

Jednak tutaj coś mi nie przypasowało.
Generalnie jest w porządku, jednak na takie upały zdecydowanie wolę orzeźwiające, owocowe zapachy, ten natomiast jest słodki i zbyt kremowy, bym w ciepły dzień czuła się świeżo po kąpieli.

Na szczęście żele te występują w wielu wersjach zapachowych, więc każdy znajdzie odpowiedni za siebie. Owocowe nie są kremowe, więc na lato na pewno lepiej się sprawdzą.


Cena do najniższych nie należy- za 200ml trzeba zapłacić około 9-10zł ( a wersja orzechowa ubywa mi w zastraszającym tempie).
Na szczęście Yves Rocher mocno rozpieszcza (szczególnie stałych klientów) promocjami i prezentami do zakupów.

Wczoraj nawet kąpiel nie przyniosła mi orzeźwienia. Polecam więc przestać narzekać i pójść na spacer delektując się słońcem, bo nie wiadomo jak długo będziemy się nim cieszyć:)

Pozdrawiam,
Milka:)




piątek, 18 kwietnia 2014

O dwóch żelach, które przywołują lato.



Żel pod prysznic to taki kosmetyk, który kupuję kierując się jedynie zapachem. Wybieram taki, na jaki akurat mam ochotę. Zwykle w koszyku lądują te waniliowe, kokosowe, mleko i miód itp.

Jednak jakiś czas temu, spragniona słońca i wakacji zapragnęłam mocno owocowego zapachu.
Sięgnęłam pierwszy raz po śmiesznie tanią (2,49 w promocji) Isanę o zapachu melona i gruszki.
Zapach jest miły dla nosa, intensywny, ale nie chemiczny. Przeważa gruszka, melon jakoś się chowa.
W opakowaniu widać perełki olejku, ale w dłoni są słabo wyczuwalne. Nie czuję by wpływały jakoś szczególnie na nawilżenie, ale nie oczekuję tego, bo od czego są balsamy do ciała.

300ml 

Przypadkiem, w tym samym czasie w mojej łazience pojawił się jego przyrodni brat, Nivea sunny melon. Zapach również bardzo przypadł mi do gustu. Przyjemny, delikatny melon. Na pewno Nivea jest bardziej wydajna, bo konsystencja jest gęstsza, jednak w butelce mamy go 50 ml mniej. Perełki olejku są wyczuwalne i jest to całkiem przyjemne uczucie. Butelka ma ładniejszy design, ale to też ma dla mnie niewielkie znaczenie. Jego cena to ponad 10zł.

250ml

Podsumowując (bo ile można mówić o żelu pod prysznic:), mam wrażenie, że Isana to tańszy odpowiednik Nivei. Zapach podobny, kolor niemal identyczny, dobrze myją i zawierają perełki niby jakiegoś olejku.
Oba polubiłam i na pewno sięgnę ponownie, po Isanę w każdej chwili, po ten drugi, jeśli akurat będzie w promocji. Gdy mam podobny produkt 3 razy tańszy, to po co przepłacać?
Jeśli brakuje Wam lata, szczególnie na jakiejś tropikalnej wyspie, to polecam !

Znacie te żele? Polecacie jeszcze jakiś zapach Isany? Wąchałam inne, ale jakoś chyba nie przypadły mi do gustu.

Pozdrawiam serdecznie,

Milka;)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Co mieści w sobie przeurocza Panda? czyli Denko #1/2014

Witajcie !


Mój kosz na śmieci w kształcie przeuroczej Pandy mieliście szansę zobaczyć, jeśli śledzicie mojego fb. 
Jeśli nie, to serdecznie na niego zapraszam >>klik<<

Jako, że dziś rozpoczął się kwiecień, sprawdzę, co udało mi się zużyć od momentu założenia tego bloga. 
Przed Wami: pustaki marcowe, zbierane przez 3 tygodnie istnienia bloga!


sobota, 15 marca 2014

Haul # 1/2014

Witam Was kochani bardzo serdecznie !



Dziś przychodzę do Was z postem o moich zakupach z ostatnich dni.
Dostałam wyczekiwaną paczkę z zamówionymi produktami z internetowej drogerii ezebra.pl! 
Pierwszy raz skorzystałam z ich usług w grudniu, tak typowo na próbę. Bałam się, że jeśli kosmetyki kosztują kilkakrotnie taniej niż w sklepach stacjonarnych, to jest to jakiś przekręt i ich nie dostanę. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Przesyłka była u mnie po kilku dniach, dobrze zabezpieczona, był do niej dołączony paragon, a z kosmetyków byłam bardzo zadowolona. Od niedawna mają w swojej ofercie kultowe szczotki Tangle Teezer. Kiedy dostałam maila, że z okazji dnia kobiet nie płacimy za przesyłkę, nie wahałam się ani chwili. Po tygodniu zamówienie miałam w ręku.