Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuxe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuxe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2016

Denko - grudzień i styczeń

Czy wy też tak macie, że największy porządek panuje u Was podczas sesji? Albo kiedy macie mnóstwo rzeczy do zrobienia? Nie wyobrażam sobie w takich chwilach większych przyjemności od sprzątania :). Ponieważ od dwóch miesięcy nie było denka, a sesja w trakcie, zapraszam na przegląd zużytych produktów na przełomie grudnia i stycznia. Uwaga! Sporo tego :)



sobota, 22 sierpnia 2015

Zużyte w czerwcu i lipcu !

Moja torba na zużyte kosmetyki nie pomieści już nawet igły, więc zapraszam dziś na szybki przegląd tego, co zużyłam w czerwcu i lipcu.


Latem najwięcej zużywam produktów do kąpieli. Nic dziwnego, przez te upały mam ochotę brać prysznic nawet kilka razy dziennie.

Zużyłam tani płyn do kąpieli Be Beauty. Jak na swoją półkę cenową, nie mam mu nic do zarzucenia. Delikatnie pachniał, robił pianę. Co prawda jest dość rzadki, więc dość szybko ubywa z opakowania.
Drugim płynem do kąpieli jest Liliputz i tu powiem szczerze, nie obchodziło mnie, jak pachnie i jaką pianę robi, bo kupiłam go ze względu na możliwość robienia baniek. Podobnie, jak w przypadku pianotworów, o których pisałam ostatnio- dzieciństwo welcome back ! :)

Duet Le Petit Marseillias otrzymałam w ramach akcji ambasadorskiej. Jeden służył mi jako płyn do kąpieli, a drugi, jako żel pod prysznic. Oba miały niesamowicie energetyczne zapachy, ale były bardzo rzadkie, więc polecam raczej tym, którzy mają prysznic.

Szamponu Green Pharmacy moje włosy nie polubiły. Po każdym spotkaniu były tępe w dotyku i mocno splątane, Skończył jako myjadło do pędzli.

Duo Balea polubiłam za słodkie, truskawkowe zapachy. Zarówno szampon jak i żel niczym się nie wyróżniał, ale za niską cenę warto się zaopatrzyć.

Kolejny żel, tym razem Lirene skradł moje serce. Dzięki swojej gęstej konsystencji był wydajny, dobrze się pienił i cudownie pachniał. Pamiętam, że używałam ich też w zeszłym roku i byłam równie zachwycona.

Płyn do higieny intymnej Facelle pojawia się na blogu już nie pierwszy raz. Jest tani, delikatny, skuteczny i dobry.

czwartek, 4 czerwca 2015

Denko maja w formie in and out | 05/2015

Jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć różowym bzem i pachnącymi konwaliami, a to już koniec mojego ulubionego miesiąca. Tak jak i czasu, tak pustych opakowań, nie zatrzymam, więc czas na denko! Produktów jest mniej niż w ostatnich miesiącach, więc chciałabym zaprezentować je w nieco innej formie. Pokażę, co zużyłam w maju oraz czym dany kosmetyk zastąpiłam. Zapraszam!


W maju kąpiele umilał mi żel pod prysznic z Biedronki. Skusiłam się na niego pierwszy raz i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ma delikatny, kremowy zapach i taką samą konsystencję. Jeśli lubicie żele Dove, a akurat nie możecie trafić na jakąś promocję, to polecam. Można pokusić się o stwierdzenie, że to ich budżetowa wersja. 

Skończył mi się jakoś w połowie miesiąca, więc dla odmiany sięgnęłam po coś owocowego. Wybrałam znany mi wcześniej produkt Lirene. Lubię jego zapach, na uwagę zasługuje również wydajność. 


Nie wiem która to już zużyta butelka Batiste, jednak pierwsza w wersji wild. Póki co, to drugi zapach, który przypadł mi do gustu. (Pierwszym i najlepszym wciąż pozostaje wersja tropikalna:). Lubię i polecam, co tu dużo mówić. Działa!

Kolejnej butelki nie kupiłam tylko dlatego, bo natknęłam się na promocję na Isanę. Miałam go już wcześniej i wtedy jakimś cudem stwierdziłam, że daje rade. Nie wiem czy coś w nim zmienili, bo nie da się go używać. Niedługo pojawi się recenzja, to napiszę o co chodzi.



Po jakiś 5/6 miesiącach udało mi się zużyć odżywkę do włosów Mrs. Potter's. Początkowo ją uwielbiałam, wylądowała nawet w ulubieńcach stycznia i w sumie do ostatniej kropli była dobra. Jednak wyraźnie czuć, że włosy się przyzwyczaiły do jej działania. Chętnie kupię ją ponownie lub skuszę się na inną wersję, jednak raczej w parze z inną, bo 500 ml to naprawdę ogrom. 

Z powodu gabarytów sięgnęłam po mniejszą, osławioną już Garnier Ultra doux. Pierwszy raz mam ją w łazience, bo w sumie od jej poprzedniczki zaczęłam przygodę z odżywkami do włosów. Dam znać, jak się u mnie sprawuje!


Do twarzy zużyłam mojego wieloletniego ulubieńca. To żel-krem do mycia twarzy z Nivea. Jest niezawodny, kiedy borykam się z przesuszoną cerą. Lubię używać go rano, mam wówczas wrażenie, że nie muszę nakładać kremu. To pewnie złudne działanie parafiny na początku składu, jednak nie zauważyłam, by mojej cerze szkodziła. Na pewno kupię go jeszcze nie raz,

ale z racji, że teraz staram się używać bardziej naturalnych kosmetyków, póki co skusiłam się na żel marki DeBa BioVital. Konsystencja diametralnie różna, ale póki co jest wporządku. 



W dniu wesela koleżanki, przed wyjściem zrobiłam sobie nawilżającą maseczkę z Ziaji. Lubię te saszetki i co jakiś czas do nich wracam.

Nie kupiłam kolejnych, bo muszę skończyć otwarte produkty. Wyciągnęłam bardzo fajną maskę marki Palmers i w czerwcu postaram się używać jej regularnie.



W ramach akcji minimalizowania ilości używanych przeze mnie kosmetyków, skończyłam peeling do stóp, również z Biedronki. Ma bardzo ostre drobiny, więc nie używajcie na inne części ciała. Jego niska cena zachęca do próbowania, ale póki co wystarczy mi...

Peeling do ciała, w końcu kto zabroni używać go również do stóp? Aktualnie na wannie stoi Wellness&Beauty. Ma nieziemski zapach, czuję się jakbym była na wakacjach i eleganckie opakowanie ! Moja marka do tej marki rośnie. Chcecie żebym napisała o nim więcej?



Kremy do rąk to moje małe uzależnienie. Tu minimalizm nie obowiązuje, muszę mieć jeden na biurku, jeden w torebce i zwykle jeden jeszcze gdzieś :) Teraz zużyłam produkt Nuxe, który również miał swoje pięć minut w ulubieńcach. Naprawdę wart uwagi, choć nieco drogi krem.

Jego miejsce w torebce zajął krem w pięknym opakowaniu (czy tylko ja zwracam na to uwagę!?) z The Body Shop, a że dla mnie to raczej bubel, dołożyłam jeszcze Ziaję, którą po pierwszych aplikacjach jestem oczarowana.



Kilka dni temu pisałam Wam o moim pierwszym spotkaniu z samoopalaczem. Postawiłam na tani Sunozon. Zachwycona nie jestem, więc zamiast kolejnego, sięgnęłam po produkty korygujące koloryt.

Zdecydowałam się za to na produkt Gosh, który zapewnia delikatną opaleniznę od razu po nałożeniu. Liczę, że dzięki temu otrzymam miły oku efekt, bez plam. Zaś krem CC Bielendy wyciągnęłam z szafy, bo jak skusiłam się na niego kilka miesięcy temu, to było już za późno na pokazywanie nóg. Byłabym nim zachwycona, gdyby nie widoczne w słońcu drobinki. Także na ręce i dekolt- nie, za to na nogi - jak najbardziej. Marzą mi się jeszcze rajstopy w sprayu, ale rozsądek mówi mi, że powyższe produkty to i tak zbyt dużo. 



Również po kilku miesiącach zużyłam zmywacz do paznokci Donegal o żelowej konsystencji. Produkt fajny, jednak trzeba go sporo wylewać na płatek i lubi z niego spływać.

Postawiłam więc teraz na klasykę, zwykły płynny zmywacz z Essence.


I dotarliśmy wspólnie do ostatniego produktu, jakim jest puder. Jak widzicie jeszcze trochę Max Factora w opakowaniu zostało, ale mam już dość męczenia się z nim. Napiszę o nim kilka słów w kolejnym poście, bo mieliśmy dziwną relację i chciałabym o niej opowiedzieć.

W tej kategorii niczego nie dokupowałam, bo pudrów mam jeszcze kilka. Najczęściej używam tego z M.A.C, który jest w mojej kosmetyczce od 8 miesięcy, a zużycia niemal nie widać. 

Trzymajcie za mnie kciuki, bo wpadłam w wir sesji! Ps. A jak Wasze denka?:)


Milka:)

niedziela, 17 maja 2015

Spóźnione, kwietniowe denko :) | # 4/2015


Nieco spóźnione denko, ale podsumowanie zużyć poprzedniego miesiąca być musi. Wiem, że niektórzy nie lubią tego typu postów, jednak mnie uczą dyscypliny w zużywaniu produktów, poza tym lubię takie zbiorowe, krótkie recenzje. Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam dalej.

środa, 18 lutego 2015

Jestem rozdarta - NUXE, woda micelarna z płatkami róży


Uwielbiam płyny micelarne. Właściwie nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania bez nich. Używam ich głównie do zmywania makijażu oczu, ale często również do całej twarzy. Rano fajnie odświeżają skórę, czasami z powodzeniem zastępują tonik.
Ponadto uwielbiam NUXE, na blogu wychwalałam już słynny balsam do ust tej marki. Kiedy więc w styczniu skończyłam genialny płyn micelarny Mixy sięgnęłam po wodę micelarną do demakijażu z płatkami róży właśnie od Nuxa. Czy jestem równie zadowolona?

sobota, 31 stycznia 2015

ULUBIEŃCY STYCZNIA | # 1 / 2015


Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że minął mi zakupowy szał. Nie kuszą mnie promocje, coraz rozważniej dobieram pielęgnację i praktycznie nie dokupuję kolorówki. Wiem, co lubi moja cera i staram się jej słuchać. Często na pełne recenzje nie ma czasu (choć przyznajcie, że ostatnio wzięłam się za siebie i nadrabiam!), dlatego też, chciałabym częściej przychodzić do Was z postami o ulubieńcach. Ostatni raz mogliście przeczytać o nich w maju. Teraz zapraszam na przegląd kosmetyków, które zachwyciły mnie w minionym miesiącu. 

środa, 14 stycznia 2015

Ostatnie denko 2014 roku, edycja #8 / 2014, grudzień :)


Zapraszam Was na ostatnią porcję kosmetyków, zużytych przeze mnie w 2014 roku. Poszło mi nieco gorzej niż w listopadzie, ale myślę, że i tak mogę być z siebie dumna:)

sobota, 15 listopada 2014

Miód na mą duszę ... eee na usta :) czyli cudeńko od Nuxe.


Kiedy byłam na zakupach i go zobaczyłam, przyznaję, nie potrzebowałam kolejnego smarowidła do ust. Ale te nowe, urodzinowe opakowania, a szczególnie ich różowa wersja, tak przyciągały wzrok, że wiedziałam, że tym razem, w końcu go kupię. Słyszałam o nim wiele dobrego, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że stanie się on także moim, ogromnym ulubieńcem.


"Reve de miel, to ultraodżywczy, naprawczy balsam do przesuszonych i popękanych ust. Zawiera wysoko skoncentrowane składniki naturalne, które sprawiają, że usta, nawet te najbardziej spierzchnięte, stają się delikatne, miękkie i doskonale nawilżone." Czy tak jest faktycznie?

O swoje usta dbam regularnie, dlatego już od dłuższego czasu, nie mam problemu z popękanymi ustami, czy suchymi skórkami. Nie odniosę się więc, czy działa naprawczo również na takie problemy, jednak na moje potrzeby jest to produkt numer jeden wśród balsamów, których miałam przyjemność używać w całym moim życiu.

Jego pierwszą zaletą jest naturalny skład, na czele z woskiem pszczelim i masłem shea. Zawdzięcza im swoją konsystencję, nieco inną niż większość znanych nam parafinowych masełek. Ta jest bardziej gęsta, kleista, przypomina mi miód. Przez to, dość ciężko nabrać minimalną ilość, jeśli nakładamy go palcami. Mi to nie przeszkadza, ponieważ używam go jedynie na noc i wtedy chcę nałożyć porządną, grubą warstwę. Rano usta są  głaciutkie, miękkie, zadbane i gotowe na przyjęcie nawet wysuszających, długotrwałych pomadek. Zapach jest delikatny, czuć w nim cytrusowe nuty.

Kolejną rzeczą wyróżniającą go na tle innych produktów jest to, że zapewnia efekt matowych ust. W dodatku, po aplikacji, czuć go przez długi czas. Czy będzie dobrą bazą pod pomadkę, to już pewnie zależy od formuły samej pomadki. Z moich obserwacji wynika, że szminki trzymają się lepiej i dłużej, ewentualnie trzeba więcej razy przejechać kolorem po wargach. Po zastosowaniu solo, nie przyklejają się do niego włosy, co było moją zmorą przy stosowaniu niektórych masełek, czy błyszczyków. 

Do minusów mogę zaliczyć jego cenę, bo kosztuje 30 - 40 zł, w zależności od apteki. Ja kupiłam go w Super-Pharm, kiedy akurat trwała promocja -30%, albo -40% na całą markę, więc uważam że cena była adekwatna do pojemności (15 g) dobrego balsamu w pięknym słoiczku.

Produkt ten, za niesamowite działanie, polubiły moje usta, a widok pięknego słoiczka z różową nakrętką cieszy oczy, bo, zobaczcie sami, pięknie wygląda na półce.


Miałyście już okazję używać kosmetyków marki Nuxe? Ja dopiero zaczynam swoją przygodę, ale już wiem, że są warte poznania. Zachęcam do testowania od zakupu tego balsamu. Aa! Tylko na pierwszy ogień nie sięgajcie po wersję w sztyfcie, ta nie ma tak dobrych właściwości. Jeśli chcecie, niedługo Wam o niej napiszę, ponieważ moja pomadka sięga już dna.

Pozdrawiam,
Milka:) 

środa, 18 czerwca 2014

Moja wakacyjna lista marzeń ;)

Czy też tak macie, że mimo sporego zbioru kosmetyków, ciągle coś nowego przykuwa Waszą uwagę? Błagam, powiedzcie, że nie jestem odosobniona! Moje zakupy są często spontaniczne i nie zawsze do końca przemyślane. Są jednak rzeczy, na które nie mogę sobie od razu pozwolić. Ze względu na ich wysoką cenę, albo z powodu braku łatwej dostępności produktu. Lubię sobie wtedy o nich pomarzyć i cieszyć się chwilą, kiedy uda mi się je z wykreślić z listy zachcianek. 
Dzisiaj chciałabym się z podzielić moją listą marzeń. Będę bardzo szczęśliwa, jeśli chociaż w część z nich uda mi się zaopatrzyć na wakacjach. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do zapoznania się, co na niej widnieje:

Źródło

Podczas ostatnich zakupów w Douglasie dostałam próbkę tego podkładu w odcieniu 1N1. Używałam jej przez cały tydzień i jestem zachwycona! Jest delikatny, lekki i charakteryzuje się słabym kryciem. Jednak ujednolica tak niesamowicie, jakbym miała bardzo kryjący produkt na twarzy, albo idealną cerę. Nie wiem jak to możliwe, naprawdę! To typowy produkt na lato, więc wątpię, żebym sobie na niego pozwoliła w tym roku. Mam jeszcze kilka podkładów do wykończenia, a jego cena jest zaporowa- 165 zł.Nie mniej, musiałam go umieścić na tej liście, by o nim pamiętać. Może kiedyś wykreślę go z listy marzeń? (ale wcześniej pewnie jeszcze kilka razy, zanim wydam takie pieniądze na podkład, upewnię się, że wybrałam dobry odcień). Wczoraj dowiedziałam się o istnieniu w Trójmieście outletu tej marki. Na pewno tam zajrzę, choć wątpię bym znalazła w nim takie cuda.

Źródło

Jak je pierwszy raz zobaczyłam w Sephorze, przepadłam. Od razu rzuca się w oczy jego piękne tłoczenie, w postaci kwiatka. Wtedy powiedziałam resztkom swojego rozumu: "Daj spokój, dostępne są tylko 4 odcienie, na pewno nie dopasujesz koloru". Nie muszę mówić, że dopasowałam? 04 plum pop jest idealny. Jako, że akurat w Sephorze jest 15% zniżki, sądzę że w przeciągu kilku dni będzie mój. Jego cena regularna to 135zł

źródło

Mydło Aleppo z Organique (12-15% zawartości oleju laurowego). Mówią, że to mydło jest idealne do mycia twarzy. Naturalne, delikatne, działa odkażająco, przeciwzapalnie i nawilżająco. Chcę sprawdzić, o co tyle szumu. Po prostu. Za kostkę ponad 200g trzeba zapłacić niecałe 40 zł. Mam nadzieję, że w ciągu kilku dni znajdzie się w mojej łazience. 

Źródło
Nuxe - suchy olejek z drobinkami. Kosmetyk legenda. Nigdy mnie do niego nie ciągnęło, nawet widziałam na półkach w drogerii, ale omijałam szerokim łukiem. Ostatnio przeżywam fascynację olejkami, więc w końcu dotknęłam testera. Poczułam zapach, zobaczyłam drobinki na skórze, poczułam nawilżenie i dosłownie trzeba było mnie trzymać, żebym nie wyszła z nim z drogerii. Prawdopodobnie zdecyduję się na zestaw w Super Pharm w skład którego wchodzi 50 ml olejku z drobinkami, 10 ml standardowego i jeszcze jakaś miniaturka kremu. Za całość trzeba zapłacić 90zł.

Źródło
Z powyższego zestawu ciągnie mnie do odżywki w sprayu. Koleżanka twierdzi, że pomogła jej w zmaganiach z przetłuszczaniem włosów. Dzięki niej myje je nie codziennie, a co dwa dni. Lepszej rekomendacji nie mogłam usłyszeć. Czekam na promocję, bo nie chce płacić za nią 45 złotych.

Źródło

Mam dość długie i czarne rzęsy. Jednak która z nas nie marzy o rzęsach długich do nieba:)? Wystarczy wpisać nazwę tej odżywki w internecie, by zobaczyć kolejne opisy efektów jej działania u dziewczyn. Zawiera składnik aktywny, który wydłuża fazę wzrostu rzęs. Pamiętam, jaki był szał na pierwsze odżywki z tym składnikiem. Kosztowały jakieś 200-300zł. Ta jest tak samo dobra i znalazłam ją w aptece Gemini za niecałe 50zł. Ponieważ prawdopodobnie niedługo będę robić tam większe zamówienie, być może też trafi do mojego koszyka. 

Źródło
Tę firmę od dziecka pamiętam ze stoisk na Jarmarku Dominikańskim. Zaczepiali przechodniów, pokazywali magiczne właściwości tarki do stóp. Nie lubię takiego zachowania, więc omijałam ich szerokim łukiem. Po kilku latach zobaczyłam, że oferują szklane pilniczki w niewysokiej cenie, więc się skusiłam. Byłam tak zadowolona, że czekałam na kolejny Jarmark, bo szybko mi się zbił. Wtedy kupiłam także tarkę (strzał w dziesiątkę, każdy w domu ma swoją). Teraz też czekam na stoisko, bo produkty są ciężko dostępne. Ten krem miałam w zeszłym roku i był bardzo przyjemny. Nie wiem, czy skuszę się na ten, czy na inny. Na pewno podejdę i sprawdzę, co oferują. Kosztuje 13zł.

Źródło

Celia, to kolejna marka oferująca ciężkie do zdobycia perełki. O ich nowych kredkach usłyszałam w filmiku callmeblondieee, a że pomadki w kredce uwielbiam chciałabym, żeby i jakaś z powyższych trafiła do mojej kolekcji. Opakowanie nie zachwyca, jednak produkt jest ponoć godny uwagi. Pomadkę-błyszczyk po wielu trudach, dostałam w zeszłym roku na Jarmarku, więc liczę, że w tym roku będę miała szczęście do nich. Zobaczymy. Wydaje mi się, że kosztują około 10 zł. 

http://www.maccosmetics.pl/
Skoro to wakacyjna lista marzeń, nie mogło zabraknąć produktów marki MAC. Liczę, że uda mi się na kilka dni wyrwać z pracy i odwiedzić znajomych w Warszawie czy Poznaniu i przy okazji zrobić małe zakupy w tym sklepie. Rzecz, na którą zdecyduję się na pewno to osławiony korektor, który kryje dosłownie wszystko i utrzymuje się na twarzy cały dzień. Kosztuje 77 zł.

http://www.maccosmetics.pl/
Zastanawiam się nad zakupem pudru. Ponoć są tak wydajne, że starczają na pół roku. Nigdy nie miałam. Jeszcze nie wiem na jaki się zdecyduję, na zdjęciu to Studio Fix, jeden z najbardziej popularnych. Trochę liczę, że trafię na miłe panie obsługujące, które pomogą mi dobrać wykończenie i odcień. 

http://www.maccosmetics.pl/
Jako, że jestem fanką róży do policzków, na mojej liście długo widniał Well dressed. Wydaje mi się, że znalazłam ideał w marce Clinique, więc mam nadzieję, że nie stracę głowy i nie kupię kolejnego. Mam zamiar jednak przejrzeć ofertę marki i wyszukać czegoś ekstra. Może będzie to idealna czerwień? Oczywiście jest opcja, że wyjdę tylko z korektorem pod oczy, bo reszta produktów, to moje typowe zachcianki, 'no bo skoro już tu jestem...'

Źródło
Jeśli będę w Warszawie, na pewno odwiedzę Bath&Body Works. Mam nadzieję, że będą jeszcze wyprzedaże, bo ceny regularne przyprawiają o zawrót głowy. Jednak chętnie wejdę i powącham te wszystkie cudowności.

Źródło
W Trójmieście nie mamy niestety sklepu Phenome. Na wakacjach też nigdy do niego nie zaglądałam, bo mnie nie ciągnęło. Teraz o marce wiem trochę więcej, chętnie przyjrzałabym się ich kosmetykom z bliska. Składy niesamowicie kuszą, ceny zaś do przyjemnych nie należą. 

Źródło
Wiecie, że nigdy nie używałam rosyjskich kosmetyków? O tym mydle usłyszałam mniej więcej w tym samym czasie, co o Savon noir i od tamtej pory mam ochotę je zamówić. Co prawda, raczej nie planuję na razie zakupów on-line, ale nigdy nic nie wiadomo :) Zapach kwiatowy idealnie sprawdziłby się na letnie miesiące. Cena to 50zł.

Źródło

Ostatnia rzecz, w sumie niekosmetyczna, to kominek. Trochę już mnie irytuję, że wszystkie blogerki palą woski Yankee Candle malując przy tym paznokcie lakierami Essie. Jednak od kiedy otworzyli stoisko YC w Gdyńskiej Rivierze, kominkom przyglądam się z podziwem. Niedawno wprowadzili je też do oferty Organique, więc kurka coś w tym musi być! Nawet jeśli nie będę miała ochoty na palenie wosków, będzie piękną ozdobą na półce. 


Tak prezentuje się moja whishlista. Oczywiście, gdybym chciała wszystko kupić, to zapłaciłabym całkiem sporo, nawet rozkładając koszty na całe trzy miesiące wakacji. Są to jednak rzeczy o których myślę, dłużej lub krócej i chciałam się nimi z Wami podzielić. Mam nadzieję, że kilka z powyższych pozycji uda mi się zrealizować w najbliższym czasie.
Wy też macie takie swoje listy marzeń?

Ps. Ponieważ pokazuję Wam produkty o których marzę, nie mogłam zrobić im zdjęcia. W podpisie każdego z nich znajdziecie źródło.


Pozdrawiam,
Milka:)