Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2016

Moje zużycia 6 tygodni.



Magisterka oddana, czekam w stresie na obronę. Przyszedł czas na wyrzucenie śmieci, co na blogu oznacza denko. Produktów jednak jest tyle, że podzieliłam je na pół. Dzisiaj przychodzę z pierwszą częścią, czyli od ostatniego denka - od połowy kwietnia do końca maja, następne będzie z ostatnich dni maja i czerwca.
Dziś postaram się tak krótko, jak tylko się da, by te denka nie męczyły zarówno mnie, jak i odbiorców.


Standardowo zacznę od produktów kąpielowych. 
Kąpiel solankową z Apteczki Babuni możecie znać z poprzedniego wpisu, gdzie wypowiadałam się o niej w samych superlatywach, głównie ze względu na zapach.
Dwa żele Palmolive służyły mi głównie do uzupełniania mydła do mycia rąk. Oba były tanie i ciekawie pachniały, mleko i miód uwielbiam zimą, teraz nieco mnie męczy, natomiast ten mniejszy jest genialny!
Widzicie też moją ulubioną wersję żelu Le petit Marseiliais, nie jest on bardzo gęsty, dlatego duża butla wystarczyła mi na około 3 tygodnie. Każdy z powyższych jest godny uwagi, spełnia swoje zadanie.

środa, 18 maja 2016

Ziaja masło kakaowe - krem do twarzy. Co jest z nim nie tak?


Przychodzę do Was z kilkoma spostrzeżeniami a propo bardzo taniego kremu, dostępnego niemal w każdej drogerii. To dedykowana cerze normalnej i suchej Ziaja z serii masło kakaowe. Jeśli go używaliście, to może pomożecie odpowiedzieć mi na pytanie- co jest z nim nie tak?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Denko marca i połowy kwietnia | L'oreal, Caudalie, Sylveco i inne

Czas na kolejny projekt denko. Zapraszam!


Niedawno podsumowałam te wszystkie zimowe żele w jednym poście. Wszystkie polubiłam ze względu na zapach i niską cenę. Isanę nawet tak bardzo, że zużyłam również mydełko do rąk.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Zimowe żele pod prysznic- podsumowanie sezonu

Jesteśmy już po Wielkanocy, dziś przepięknie świeci słońce i  czuć w powietrzu wiosnę. Mam jednak nadzieję, że nie zepsuję aury tym postem. Chcę podsumować trzy żele, z limitowanych kolekcji zimowych, zanim trafią do marcowego denka. Rzadko robię osobne posty o żelach pod prysznic, ale te są godne uwagi i jeśli marki będą łaskawe, warte powrotu za kilka miesięcy.
Czytajcie dalej, o trzech zimowych produktach do kąpieli,  które polubiłam.

wtorek, 9 lutego 2016

Denko - grudzień i styczeń

Czy wy też tak macie, że największy porządek panuje u Was podczas sesji? Albo kiedy macie mnóstwo rzeczy do zrobienia? Nie wyobrażam sobie w takich chwilach większych przyjemności od sprzątania :). Ponieważ od dwóch miesięcy nie było denka, a sesja w trakcie, zapraszam na przegląd zużytych produktów na przełomie grudnia i stycznia. Uwaga! Sporo tego :)



wtorek, 6 października 2015

Sierpniowo-wrześniowe denko.

Bardzo lubię oglądać posty z denkiem lub nowościami na innych blogach, jednak mnie takie posty u mnie zaczynają męczyć. Mam wrażenie, że więcej wnoszą recenzje kosmetyków, niż pokazywanie pustaków, szczególnie w takiej ilości. No i to trzymanie siatek z niepotrzebnymi rzeczami... Dajcie znać, co o tym sądzicie, na pewno wezmę pod uwagę Wasze zdanie. Tak czy siak, skoro już zbierałam, zapraszam, być może po raz ostatni w takiej formie, na denko ostatnich dwóch miesięcy.


Najwięcej mam, jak zawsze, produktów do kąpieli: 
Arganowy krem pod prysznic BingoSpa dorzuciłam kiedyś do zamówienia on-line. Wielokrotnie wspominałam, że żele między sobą nie bardzo się różnią i zachęcałam do kupowania np. taniej jak barszcz Isany. Zmieniam zdanie! Ten odradzam wszystkim. Już sam zapach był nie do zniesienia, a w połączeniu z uczuciem niedomycia, jakie pozostawiał po sobie uważam go za kit roku.

Co innego żele od Lirene, wróciłam do nich roku i nie zawiodłam się! Kusząca gruszka miała niesamowity, słodki, prawdziwy zapach, a żel z oliwką w wersji różowej to totalny hicior. Co prawda, konsystencja w niczym oliwki nie przypomina, bo to gęsty, przez co bardzo wydajny, żel, tak jej właściwości są już wyczuwalne. Skóra jest gładka i przyjemna w dotyku, a zapach... chciałabym by tak pachniały moje ubrania. Jest delikatny, otulający, z nutą słodyczy.

Blubel od Ziaji to również powrót po kilku latach. Kiedyś tak je lubiłam, że kupowałam non stop, jedynie zmieniając zapachy. Zapomniałam już, że są bardzo rzadkie (ale to w końcu mydło, a nie żel) i teraz wolałabym ich używać jako mydło do rąk. Zapach jest w porządku, a w parze z przystępną ceną - konsumenci często po nie sięgają. Jeśli o mnie chodzi, to jakoś ostatnio wolę gęste produkty.

czwartek, 4 czerwca 2015

Denko maja w formie in and out | 05/2015

Jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć różowym bzem i pachnącymi konwaliami, a to już koniec mojego ulubionego miesiąca. Tak jak i czasu, tak pustych opakowań, nie zatrzymam, więc czas na denko! Produktów jest mniej niż w ostatnich miesiącach, więc chciałabym zaprezentować je w nieco innej formie. Pokażę, co zużyłam w maju oraz czym dany kosmetyk zastąpiłam. Zapraszam!


W maju kąpiele umilał mi żel pod prysznic z Biedronki. Skusiłam się na niego pierwszy raz i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ma delikatny, kremowy zapach i taką samą konsystencję. Jeśli lubicie żele Dove, a akurat nie możecie trafić na jakąś promocję, to polecam. Można pokusić się o stwierdzenie, że to ich budżetowa wersja. 

Skończył mi się jakoś w połowie miesiąca, więc dla odmiany sięgnęłam po coś owocowego. Wybrałam znany mi wcześniej produkt Lirene. Lubię jego zapach, na uwagę zasługuje również wydajność. 


Nie wiem która to już zużyta butelka Batiste, jednak pierwsza w wersji wild. Póki co, to drugi zapach, który przypadł mi do gustu. (Pierwszym i najlepszym wciąż pozostaje wersja tropikalna:). Lubię i polecam, co tu dużo mówić. Działa!

Kolejnej butelki nie kupiłam tylko dlatego, bo natknęłam się na promocję na Isanę. Miałam go już wcześniej i wtedy jakimś cudem stwierdziłam, że daje rade. Nie wiem czy coś w nim zmienili, bo nie da się go używać. Niedługo pojawi się recenzja, to napiszę o co chodzi.



Po jakiś 5/6 miesiącach udało mi się zużyć odżywkę do włosów Mrs. Potter's. Początkowo ją uwielbiałam, wylądowała nawet w ulubieńcach stycznia i w sumie do ostatniej kropli była dobra. Jednak wyraźnie czuć, że włosy się przyzwyczaiły do jej działania. Chętnie kupię ją ponownie lub skuszę się na inną wersję, jednak raczej w parze z inną, bo 500 ml to naprawdę ogrom. 

Z powodu gabarytów sięgnęłam po mniejszą, osławioną już Garnier Ultra doux. Pierwszy raz mam ją w łazience, bo w sumie od jej poprzedniczki zaczęłam przygodę z odżywkami do włosów. Dam znać, jak się u mnie sprawuje!


Do twarzy zużyłam mojego wieloletniego ulubieńca. To żel-krem do mycia twarzy z Nivea. Jest niezawodny, kiedy borykam się z przesuszoną cerą. Lubię używać go rano, mam wówczas wrażenie, że nie muszę nakładać kremu. To pewnie złudne działanie parafiny na początku składu, jednak nie zauważyłam, by mojej cerze szkodziła. Na pewno kupię go jeszcze nie raz,

ale z racji, że teraz staram się używać bardziej naturalnych kosmetyków, póki co skusiłam się na żel marki DeBa BioVital. Konsystencja diametralnie różna, ale póki co jest wporządku. 



W dniu wesela koleżanki, przed wyjściem zrobiłam sobie nawilżającą maseczkę z Ziaji. Lubię te saszetki i co jakiś czas do nich wracam.

Nie kupiłam kolejnych, bo muszę skończyć otwarte produkty. Wyciągnęłam bardzo fajną maskę marki Palmers i w czerwcu postaram się używać jej regularnie.



W ramach akcji minimalizowania ilości używanych przeze mnie kosmetyków, skończyłam peeling do stóp, również z Biedronki. Ma bardzo ostre drobiny, więc nie używajcie na inne części ciała. Jego niska cena zachęca do próbowania, ale póki co wystarczy mi...

Peeling do ciała, w końcu kto zabroni używać go również do stóp? Aktualnie na wannie stoi Wellness&Beauty. Ma nieziemski zapach, czuję się jakbym była na wakacjach i eleganckie opakowanie ! Moja marka do tej marki rośnie. Chcecie żebym napisała o nim więcej?



Kremy do rąk to moje małe uzależnienie. Tu minimalizm nie obowiązuje, muszę mieć jeden na biurku, jeden w torebce i zwykle jeden jeszcze gdzieś :) Teraz zużyłam produkt Nuxe, który również miał swoje pięć minut w ulubieńcach. Naprawdę wart uwagi, choć nieco drogi krem.

Jego miejsce w torebce zajął krem w pięknym opakowaniu (czy tylko ja zwracam na to uwagę!?) z The Body Shop, a że dla mnie to raczej bubel, dołożyłam jeszcze Ziaję, którą po pierwszych aplikacjach jestem oczarowana.



Kilka dni temu pisałam Wam o moim pierwszym spotkaniu z samoopalaczem. Postawiłam na tani Sunozon. Zachwycona nie jestem, więc zamiast kolejnego, sięgnęłam po produkty korygujące koloryt.

Zdecydowałam się za to na produkt Gosh, który zapewnia delikatną opaleniznę od razu po nałożeniu. Liczę, że dzięki temu otrzymam miły oku efekt, bez plam. Zaś krem CC Bielendy wyciągnęłam z szafy, bo jak skusiłam się na niego kilka miesięcy temu, to było już za późno na pokazywanie nóg. Byłabym nim zachwycona, gdyby nie widoczne w słońcu drobinki. Także na ręce i dekolt- nie, za to na nogi - jak najbardziej. Marzą mi się jeszcze rajstopy w sprayu, ale rozsądek mówi mi, że powyższe produkty to i tak zbyt dużo. 



Również po kilku miesiącach zużyłam zmywacz do paznokci Donegal o żelowej konsystencji. Produkt fajny, jednak trzeba go sporo wylewać na płatek i lubi z niego spływać.

Postawiłam więc teraz na klasykę, zwykły płynny zmywacz z Essence.


I dotarliśmy wspólnie do ostatniego produktu, jakim jest puder. Jak widzicie jeszcze trochę Max Factora w opakowaniu zostało, ale mam już dość męczenia się z nim. Napiszę o nim kilka słów w kolejnym poście, bo mieliśmy dziwną relację i chciałabym o niej opowiedzieć.

W tej kategorii niczego nie dokupowałam, bo pudrów mam jeszcze kilka. Najczęściej używam tego z M.A.C, który jest w mojej kosmetyczce od 8 miesięcy, a zużycia niemal nie widać. 

Trzymajcie za mnie kciuki, bo wpadłam w wir sesji! Ps. A jak Wasze denka?:)


Milka:)

niedziela, 17 maja 2015

Spóźnione, kwietniowe denko :) | # 4/2015


Nieco spóźnione denko, ale podsumowanie zużyć poprzedniego miesiąca być musi. Wiem, że niektórzy nie lubią tego typu postów, jednak mnie uczą dyscypliny w zużywaniu produktów, poza tym lubię takie zbiorowe, krótkie recenzje. Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam dalej.

niedziela, 1 marca 2015

ULUBIEŃCY LUTEGO | # 2 / 2015


W lutym sporo się u mnie działo, stąd też nie wiem kiedy minął mi ten czas.  Mimo, że to najkrótszy miesiąc, bez problemu mogę wybrać produkty, które mnie zachwyciły. Zapraszam na prezentację.

sobota, 6 grudnia 2014

Czy Mikołaj istnieje? :)

Czy jest ktoś, kto nie lubi robić prezentów? Taki może i by się znalazł. Ale czy istnieje ktoś, kto nie lubi ich otrzymywać? Chociażby mnie przekonywał, nie uwierzę ! Ja należę do osób, które uwielbiają i jedno i drugie. Bardzo lubię kupować większe prezenty, ale także zwykłe drobiazgi dla bliskich mi osób. W tym roku natomiast nadarzyła się wyjątkowa okazja do sprawienia prezentu, ponieważ dziewczyny z bloga good to try organizowały Mikołajki Blogerskie :) 


Chodziło oczywiście o sprawienie drobnego upominku wylosowanej i przydzielonej nam osobie, która również prowadzi bloga. Prezentami miały być kosmetyki. Warunkiem było wysłanie minimum dwóch pełnowymiarowych produktów za sumę nie mniejsza niż 15 złotych.

Jeśli jesteście zainteresowane, co sprezentowałam 'swojej parze' oraz poznać nowy blog, ponieważ Monika istnieje w blogosferze od niedawna, to zapraszam tutaj. Ja na pewno będę tam stałym bywalcem ! :)

Natomiast w dzisiejszym poście chciałabym się pochwalić swoją paczką. Dostałam ją już jakieś 10 dni przed Mikołajkami, więc była pierwszym tegorocznym powodem, by zacząć myśleć o świętach i się nimi cieszyć. Madzia sprawiła mi ogromną radość! Emocje związane z otwieraniem dobrze zabezpieczonej paczki były ogromne.


Dostałam urocza kartkę z życzeniami. Uwielbiam dostawać listy, kartki i pocztówki i bardzo ubolewam, że ten zwyczaj w dobie komputerów zanika. Z kosmetyków również jestem bardzo zadowolona. Jak widzicie, dostałam żel pod prysznic, pięknie pachnący wanilią. Zapach jak znalazł na zimową porę. Znalazłam też maskę do włosów, której nie znam i jestem bardzo ciekawa, jak tylko zużyję obecną, zacznie się wielkie testowanie :) Kolejnym produktem była pomadka do ust o zapachu Fanty. Mam Lip Smackera o zapachu cherry coke i wiem, że pomadka jest dobra na co dzień, zmieści się nawet w malutkiej torebce, a pomadek nigdy dość. Na dokładkę w paczuszce znalazłam maseczki: z Ziai (które uwielbiam!) oraz Soraya, którą chętnie wypróbuję. 

Jestem niesamowicie zadowolona i serdecznie dziękuję mojej Mikołajce, której bloga znajdziecie tutaj :) Taki Mikołaj mógłby do mnie przychodzić codziennie ! :)

A dziewczynom z bloga good to try dziękuję za fajny pomysł i dobrą organizację od początku do końca akcji. Super! 

Natomiast wszystkim, którzy tu czasami zaglądają życzę butów wypełnionych upominkami oraz łakociami i dobrych przygotowań do Świąt !

Milka;)

czwartek, 13 listopada 2014

Co zużyłam we wrześniu i październiku? / Denko # 6/2014

Jeśli jesteście ciekawe, co w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy udało mi się zużyć, to zapraszam na garść zbiorowych recenzji!

Zużycia wrześniowe
Post ten podzieliłam na dwie części, na początek przedstawię Wam te produkty, które zużyłam we wrześniu: 


Nie byłoby denka, bez kilku podstawowych produktów:

Szampon, tym razem Mrs. Potter's- długo się tego chwalonego gagatka naszukałam. W końcu się udało, w Almie za 10 złotych za ogromną 500ml butlę. Zapach ma ziołowy, dobrze się pienił, nie wzmagał przetłuszczania, ale i nie zahamował go. Miałam wrażenie jakby dodawał objętości moim włosom. Byłam zadowolona, dopiero pod koniec miałam wrażenie że włosy już się przyzwyczaiły do jego działania. Chętnie w przyszłości wrócę do niego lub spróbuję innej wersji..

Ziaja, kremowe mydło z jedwabiem- takie zwykłe mydło pod prysznic, chyba polubiłam bardziej niż jego owocowych kolegów, ze względu na kremową konsystencję Przyjemny zapach, niska cena, polski produkt. Warto kiedyś wrzucić do koszyka.

Cleanic, emulsja do higieny intymnej- nie mam dużych wymagań, co do takich produktów. Swoje zadanie spełniała.

Balea, mydło do rąk o zapachu nektarynkowym- jedno z lepszych, jakie miałam przyjemność używać. Oczywiście na myśli mam walory zapachowe, bo nie jest to produkt pielęgnujący. Aż nachodzi ochota na owoce! I zapach jest długo wyczuwalny na dłoniach. Jak się cieszę, że już w grudniu odwiedzę drogerię DM, bo niestety w Polsce cięzko dostać produkty Balei.


Garnier, tonik z ochronnym ekstraktem z róży- nie wiem która to moja butelka, ale ewidentnie był to mój ogromny ulubieniec od kiedy byłam nastolatką. Niska cena, delikatny zapach i właściwości odświeżające, to jego najbardziej pozytywne cechy.  Teraz zaczęłam większą uwagę zwracać na składy i stosuję wodę różaną lub hydrolaty, ale jeśli szukacie toniku, jedynie do przetarcia i odświeżenie twarzy to polecam.

O olejku do ciała od Alterry jest osobny post. Bardzo polubiłam pielęgnację olejami, więc i ten produkt przypadł mi do gustu. Teraz marki prześcigają się w tworzeniu podobnych, więc aktualnie testuję coś innego, ale warto sięgnąć po łatwo dostępną, naturalną Alterrę.

Kolejna pozycja o zapachu papai tylko potwierdza, jak bardzo polubiłam ten zapach. Peeling należał do zwyczajnych, dość szybko też się skończył, ale kosztował grosze w Biedronce, jak kiedyś będzie jeszcze okazja, to chętnie po niego sięgnę.

Zużycia października
 W październiku było tylko trochę lepiej, jeśli chodzi o ilość zużyć, niż we wrześniu, ale zawsze to coś.


AA, balsam do ciała pod prysznic - kiedy zaczęło być głośno o balsamach pod prysznic stwierdziłam, że to kolejna rzecz, która będzie się kurzyć w łazience. Ale po tym, jak minął wielki boom na takie produkty, na jakiejś promocji skusiłam się i ja. Balsam stał w łazience dość długo, bo nie sięgałam po niego często, nie czuję potrzeby. Jednak jest zbawienny, kiedy po porannym prysznicu, jakimś wysuszającym żelem i w dodatku po niedawnej depilacji moje łydki aż swędzą z powodu braku nawilżenia. Ponieważ rano nie mam czasu na wklepywanie balsamów, okazało się, że to produkt idealny dla mnie !

Boots, Zingy Berry - kolejny produkt niedostępny u nas. Sądzę, że to jakiś najtańszy żel marki własnej drogerii Boots, którą znajdziemy na każdym kroku w UK. Dobrze korzystało mi się z takiego wyciskanego opakowania, natomiast wściekły różowy kolor żelu raczej odpychał. Mimo, że nie używam naturalnych żeli pod prysznic, to kolor jakoś nie zachęcał mnie do używania.

Nivea, płyn do higieny intymnej- lubię za zapach i poręczne buteleczki. Swoje zadanie spełnia -oczyszcza i odświeża.

Wellness&Beauty - arganowy olejek do kąpieli- po tym jak marka zmieniła szatę graficzną, aż chce się sięgać po nowe produkty. Niestety zaczęłam od niewypału. Ani to nie zabarwia wody, ani nie dawało zbyt dużo piany, ani nie nawilżało. Jakieś oleje w składzie niby ma ale za SLS. Na szczęście była to jakaś edycja limitowana, więc już go nie dostaniecie, natomiast jego brata- olejku sezamowego używam aktualnie i jestem oczarowana!


Regenerum- regeneracyjne serum do włosów- bardzo rzadko sięgam po maski i odżywki do włosów. Ta niczym nie wyróżniała się z tłumu innych. Na początku trochę za wysoko ją nałożyłam i ...wieczorem musiałam ponownie myć głowę, tragedia. W dodatku nie mogłam jej zużyć, długo stała, w końcu goliłam na nią nogi. Nie nazwałabym tego 'serum', ot taka zwykła odżywka do włosów. 

Yves Rocher, płukanka octowa z malin- o płynie zawartym w tej przepięknej buteleczce chciałam napisać osobny post, ale tak naprawdę, mimo że zużyłam całe opakowanie, nie mam o niej zdania. W przypadku odżywki mogę powiedzieć, że fajnie wygładza włosy, a po zastosowaniu są one błyszczące i coś tam jeszcze... Natomiast płukanka odżywką nie jest. Jedynym jej zadaniem jest zamykanie łusek włosów, co ciężko mi ocenić, bez badań struktury włosa. Nie mniej, jej zapach jest tak przyjemny, że chętnie kupię ją ponownie.Wydawało mi się, że stosując ją na całe włosy, nie będzie wydajna, ale pozytywnie się zaskoczyłam i starczyła mi na jakieś 15 razy. Minusem może być cena- 25 złotych, a że należy do kosmetyków oznaczonych zielonym punktem, nie obowiązuje na nią większość promocji.

Fitomed, krem półtłusty tradycyjny- bardzo fajny produkt, o naturalnym składzie. Odsyłam do posta, gdzie pisałam o nim recenzję. Gdyby nie chęć próbowania innych kremów, wróciłabym do niego ponownie.

Jest i jeden produkt z kolorówki, hura! Tusz do rzęs Max Factor Masterpiece Max. Nie wiem, czy trafiłam na jakiś otwierany w sklepie egzemplarz, czy co, że bardzo szybko zgęstniał i zmienił swoje właściwości, zostawiał na rzęsach grudki, czego nie znoszę. Szczoteczka była fajna. Jeśli miałyście to dajcie znać, czy to normalne że tak szybko gęstnieje?

Krem pod oczy Ziaja- po krem pod oczy też nie sięgam codziennie, raczej sporadycznie, bo nie mam problemów z tą okolicą. Obietnic producenta o niwelowaniu cieni nie spełnia, ale poza tym sympatycznie. 

No i o propolisowej paście do zębów też pisałam posta. Jeśli szukacie past bez dodatku fluoru to polecam!

Na zdjęcia nie załapała się jedynie ogromna (1,5l) butelka płynu do kąpieli z Be beauty, wersja oliwka i buriti. Pianę robił, ale chyba zrobiłam się teraz bardziej wymagająca i chciałabym, żeby moje ciało było pielęgnowane nawet w kąpieli, no albo chociaż, żeby mi ładnie pachniał w łazience.

I to byłoby na tyle, dajcie znać, których produktów z mojej listy zdenkowanych używaliście i czy macie podobne przemyślenia do moich.

Pozdrawiam,
Milka;)

wtorek, 7 października 2014

Wakacyjne denko-lipiec i sierpień / #5 / 2014

Choć wiedziałam, że wrócę do blogowania, ciężko zacząć po tak długiej przerwie. Nie wiem kiedy minęły mi ostatnie miesiące. Wakacje przepracowałam, było ciężko, długo i bez chwili dla siebie. Więcej nie zdecyduję się na pracę na dwa etaty:) 
Nie ma co przedłużać i się żalić, trzeba wziąć się za nadrabianie zaległości. Dziś na szybko wakacyjne denko, a niedługo potem (mam nadzieję) pojawi się cała masa recenzji.



Po ilości zużytych żeli pod prysznic można wnioskować, że w wakacje nic nie robiłam, poza myciem. Rekordowe upały lipca sprawiły, że faktycznie dwa prysznice dziennie momentami nie wystarczały.
Jak widać przeważa Isana, polubiłam je stosunkowo niedawno, dzięki melonowej wersji. Teraz testuję kolejne. Są lepsze i gorsze, ale można znaleźć naprawdę przyjemne zapachy. Nie są szczególnie gęste, ani wydajne, ale za 2,50 nie znajdziemy nic lepszego. Jeśli jeszcze ich nie próbowaliście, zachęcam. Alpen Gluck to wakacyjna edycja limitowana, która miała rewelacyjny zapach w opakowaniu, niestety w magiczny sposób, przestał mi odpowiadać podczas używania. Mleko i miód jako jedyny z powyższych ma kremową formułę, reszta jest żelowa. 

Różany Yves Rocher to mój prezent urodzinowy od marki...i całe szczęście, bo byłyby to najgorzej wydane 22 złote w życiu. Poza naprawdę ładną butelką, idealną na wyjazdy, niczym nie różni się od Isany. W dodatku zapach róży bardzo mnie rozczarował. Nigdy więcej.

Prawdziwą perełką jest zaś Palmolive o zapachu różano-konwaliowym. Dwa ulubione kwiaty i to jeszcze w połączeniu. Konwalia wybija się jako główna nuta zapachowa, róża wyczuwalna jest po chwili. Problem jest to, że nigdzie nie mogę go dostać. Niby seria ta jest dostępna w każdej drogerii (wąchałam też inne zapachy i warto), ale tego już nigdzie nie widziałam. Jak znajdę, na pewno zrobię zapas.


Pozostając w kąpielowym temacie prezentuję butelkę zużytego płynu do kąpieli dla dzieci.To mój pierwszy płyn, który nie tylko wytwarza górę piany, ale jego piękny wiśniowy zapach utrzymywał się przez całą kąpiel. Warto dodać, że był bardzo wydajny, wystarczyły dwie nakrętki na wannę. Jedynym minusem jest brak dostępności w Polsce, ja kupiłam w sklepie z chemią niemiecką. 


Jeśli chodzi o szampony, to w wakacje naprzemiennie używałam dwóch. 
Pharmaceris, to mój faworyt, szampon powszechnie znany i lubiany w blogosferze. Ma teoretycznie wzmacniać włosy. Ciężko mi to ocenić, wysypu baby hair nie zauważyłam ale nie wymagam tego od szamponu, więc nie przeszkadza mi to. Jest bardzo wydajny, wystarczy mała ilość, aby go dobrze spienić (zasługa SLS), a włosy po jego użyciu, (nawet bez odżywki), są puszyste, lśniące i sypkie. Nie obciążał, nie wpływał na przyspieszone przetłuszczanie włosów, wręcz mogłam dłużej cieszyć się nienaganną fryzurą.

Druga butelka to Balea, wersja wiśniowa. To moje pierwsze spotkanie z tą niedostępną z Polsce marką. Kupiony również w sklepie z chemią niemiecką. Zapłaciłam za niego 7 złotych, niby niewiele, a to i tak dwa razy więcej niż płacimy za granicą. Zapach fenomenalny, działanie standardowe. Jest rzadki, przez co mało wydajny, ale robi wszystko to, co zwykły szampon. Szału nie robi, ale ze względu na zapach i cenę, przy jakiejś wizycie za granicą (najszybciej to chyba Praga na Sylwesta) prawdopodobnie się skuszę.


Mydło do rąk, także z Balea. Fenomenalny, nektarynkowy zapach, naprawdę intensywny. Działanie- jak każde inne mydło do rąk. Chętnie wypróbuję inne zapachy, cieszę się, ze są dostępne także w formie uzupełnień.


Raz na jakiś czas, szczególnie przed depilacją, peelinguję ciało. Zużyłam pięknie pachnącą, winogronową Bielendę, natomiast w opakowaniu po maśle tej samej marki, zrobiłam sobie samodzielnie peeling cukrowy. Dla leniwych polecam Bielendę - odpowiedniej wielkości kryształy, które rozpuszczają się dopiero po chwili, piękny zapach i niska cena- kupiłam go w Biedronce. Natomiast, jeśli macie więcej czasu, polecam zrobienie czegoś samemu. Taniej i przyjemniej, w dodatku do wykonania wystarczą produkty, które mamy w kuchni. Ja do swojego dodałam naturalnych olei ( m. in. kokosowy i ze słodkich migdałów ), dzięki czemu nie musiałam po kąpieli używać balsamu. 
  

Lubię polskie marki, dlatego tym razem kupując płyn do higieny intymnej zdecydowałam się na Green Pharmacy. Na drugim miejscu mamy w skłałdzie SLS, więc nie jest to produkt naturalny ale przynajmniej mamy tam także wyciągi roślinne, alantoinę, pantenol i brak parabenów. Fajna, duża butla z pompką, szata graficzna przypomina stare opakowania z łazienki babci.  


W ostatnim denku zapomniałam wspomnieć, że zużyłam puder do kąpieli o zapachu malinowym z Organique. Dla fanek moczenia się w wannie, będzie to produkt idelany, niedługo pojawi się jego recenzja. Niestety jest dość drogi. 
Dlatego, kiedy zobaczyłam, że pudry dostępne są w sklepie agness, o którym pisałam tutaj, wrzuciłam do koszyka na wypróbowanie. Niestety ten nie zrobił na mnie wrażenia, w ogóle nie zrobił nic. Ten z kozim mlekiem, ponieważ był biały, nawet nie zabarwił wody, o nawilżaniu nie wspomnę. Jedyne co przypominało mi, że czegoś do wanny nasypałam to kilka pływających płatków nagietka. Jednak czasami nie warto oszczędzać.


Na balsamowanie ciała praktycznie nie miałam czasu, natomiast nie zapominałam o nawilżaniu dłoni i stóp. 
Do stóp zużyłam krem marki FussWohl z 10% zawartością mocznika. Jest tani, łatwo dostępny i naprawdę działa niesamowicie, jest godny polecania.

Do rąk natomiast trzy pozycje. W końcu udało mi się skończyć kokosową Ziaję. Wiem, że zapach ten ma wielu zwolenników, sama do nich kiedyś należałam, natomiast jakiś czas temu zaczął mnie po prostu drażnić. Jest mocny, dość chemiczny i długo utrzymuje się na skórze. Nie wygodny był też dla mnie sposób aplikacji, ciężko wydobyć produkt z twardego opakowania. Sam krem zaś dość szybko się wchłania, nawilża przeciętnie, aplikację trzeba ponowić kilka razy w ciągu dnia. Ziaja ma swoje perełki, które uwielbiam, ten produkt jednak nie przypadł mi do gustu.

Tańszym, większym i lepszym kremem jest Bebeauty w wersji regenerującej. Rzadko sięgam po kosmetyki ze sklepów spożywczych, jednak czytałam o nim tyle dobrego, że się skusiłam i nie żałuję. Zasłużył na miano ulubieńca, będę do niego wracać. W przeciwieństwie do poprzednika zapach bardzo mi się spodobał. Dobrze nawilża, szybko się wchłania, myślę, że sprawdzi się także jesienią. Na plus także to, że jest produkowany przez naszą polską Tołpę. 

Ostatnia pozycja to miniaturka kremu z 20 % masła Shea od L'Occitane. Za 30 ml trzeba zapłacić 30 zł, za 150 ml 95zł, więc jest to zdecydowanie najdroższy krem do rąk, jakiego używałam, ale i  jeden z najlepszych. Czy jest warty swojej ceny? Uważam, że nie. Niedługo pojawi się obszerniejsza recenzja.  



Latem przerzuciłam się na dezodoranty w sprayu. Wróciłam do nich po kilku latach i ... chyba na razie nie zmienię tej formy zabezpieczenia przed nieprzyjemnym zapachem. Niektórzy narzekają, że spraye słabo chronią, ja nie mam problemu z potliwością i na moje potrzeby są wystarczające. W dodatku nie trzeba czekać aż się wchłoną, tylko od razu wciągam koszulkę i jestem gotowa do wyjścia. Co za wygoda!
Jeśli chodzi o ochronę, nie widziałam różnicy w ich działaniu, natomiast używałam dwóch na przemian, ponieważ Dove ma tak intensywny zapach, że mimo iż bardzo go lubię, nie byłam w stanie regularnie używać. Nie polecam rozpylania w małej łazience bez okna. Nivea była już delikatniejsza, odświeżająca, idealna na lato.


Wiecie, że chciałam zmniejszyć ilość zużywanych żeli pod prysznic, na rzecz mydeł, stąd kostka Dove. Niestety brak czasu i wygoda sprawiły, że przegrałam tę bitwę. Kostka wciąż leży w łazience, nie będę trzymać kartonika, więc pokazuję. 

Płyn micelarny od Siquens, hmm. Lubię go, podoba mi się jego szata graficzna, więc nie chce wydawać mu krzywdzącej opinii. Jest dobry, radzi sobie z makijażem, nie podrażnia oczu, choć kilka razy pod koniec butelki poczułam lekkie szczypanie. Jednak ostatnimi czasy firmy zaczęły się prześcigać w tworzeniu nowych miceli i ten po prostu stał się... przeciętnym. A jego cena, zwłaszcza bez promocji, nie zachęca. Z tych powodów, prawdopodobnie już po niego nie sięgnę. 


Dlaczego tak późno zdecydowałam się na zakup korektora do lakieru? To takie wygodne! Mimo iż jest to dość drogi gadget, bo kosztuje około 15 złotych, a starcza tylko na kilka razy, to i tak warto wypróbować. Myślę, że jeszcze produktu w opakowaniu zostało, natomiast skończyły mi się końcówki. W sumie dostajemy 4, ale używając ciemnych lakierów, szybko trzeba je zmieniać. Inaczej, zamiast pomóc nam skorygować minimalne wyjechania, sprawi, że będziemy musiały malować paznokcie od nowa.

Serię lakierów Astor Lacque DeLuxe polecam wszystkim. Miałam już kilka kolorów i ze wszystkich byłam zadowolona. W koszu ląduje piękna, malinową czerwień w odcieniu Plum nectar.


Choć w wakacje praktycznie się nie malowałam, coś jednak z kolorówki udało mi się zużyć. Są to dwa tusze do rzęs. 
Osławiona już curling Pump up mascara od Lovely, której wygląd na rzęsach pokazywałam tutaj. Szczerze mówiąc użyłam go zaledwie parę razy, bo miałam otwartych kilka tuszy. Na rzęsach wygląda ładnie, naturalnie, nie skleja ich (o ile ujarzmimy szczoteczkę, która dla mnie nie jest  zbyt wygodna.) Niestety wysycha bardzo szybko, nawet jeśli nie jest regularnie otwierany, tylko został otwarty raz, a potem stał na półce. Jednak za 9 zł to naprawdę godny uwagi produkt. 

Drugi to mój stary ulubieniec od Rimmel- Lash Accelerator. Lubiłam go za małą szczoteczkę i mocno czarny kolor. To chyba 3 zużyte opakowanie i niestety ostatnie. Był jednym z pierwszych używanych przeze mnie tuszy i skoro się sprawdził to kupowałam kolejne opakowania. Kiedy odważyłam się sięgnąć po inne, okazało się że są fajniejsze i znalazłam swoich ulubieńców w tej kategorii.


I to tyle, trzymajcie kciuki, żebym wróciła do regularnego blogowania.
Jesteście jeszcze ze mną?
Dajcie znać co u Was!

Pozdrawiam,
Milka;))

środa, 11 czerwca 2014

Nowości Ziaja ze sklepu agness !

Jeżeli tak jak ja, uwielbiacie nowości i lubicie być na bieżąco ze światem kosmetyków- ten post jest dla Was.
Jeżeli tak jak ja, uwielbiacie dobrą, tanią, polską firmę Ziaja - to już tym bardziej ten post jest dla Was.

Jeżeli chociaż raz odpowiedziałaś "TAK", zapraszam Cię do dalszej części posta :)


Markę Ziaja bardzo lubię. W swojej ogromnej ofercie ma wiele godnych uwagi produktów za przysłowiowe grosze. Wiadomo, nie wszystkie kosmetyki będą służyć każdemu, nie mniej warto przyjrzeć się ich ofercie. O Ziaja Pro już nie wspomnę, te kosmetyki są stworzone do użytku w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych! 

Od kilku dni w sprzedaży dostępna jest nowa seria kosmetyków, dedykowana cerze normalnej, tłustej i mieszanej. Zawiera hydrofilowy ekstrakt z liści z drzewa Manuka. Niezmiernie się ucieszyłam, gdy przy ostatnich zakupach dostałam próbki i ulotkę informującą o nowej serii.


W jej skład wchodzi aż 7 produktów:


1. Żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień / na noc:




Ten kosmetyk jakoś specjalnie nie przykuł mojej uwagi, ponieważ mam swoich ulubieńców w kwestii oczyszczania twarzy i do tego, niestety, spore zapasy w łazience. Będzie to na pewno dobry produkt dla tych, którzy uwielbiają proste rozwiązania i kosmetyki typu kilka w jednym.

2. Żel myjący normalizujący na dzień / na noc:




Dostałam próbkę tego żelu i już dziś mam zamiar wypróbować. Na 2 miejscu ma SLES, nie lubię takich żeli do codziennego stosowania, natomiast nie ma nic lepiej pieniącego się w połączeniu ze szczoteczką do mycia twarzy. Plus za opakowanie z pompką. Jeśli próbka mnie skusi, chętnie zastąpię nim mój Vichy Normaderm, którego jeszcze trochę mi zostało.

3. Tonik zwężający pory na dzień / na noc:


Toniki uwielbiam w każdej postaci, więc zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego opakowania bez próbowania. Opakowanie z atomizerem jest na pewno higieniczne, jednak ja zawsze nakładam tonik na wacik, co doda mi kilka dodatkowych sekund na jego przyzwoite zwilżenia. Podoba mi się zapach, który określiłabym jako ziołowo - mentolowy. Zobaczymy, co dalej. 

4. Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom:


Na zakup pełnowymiarowego opakowania zdecydowałam się po użyciu próbki. Pasta głęboko oczyszczająca? Spodziewałam się jakiegoś peelingu enzymatycznego czy maseczki, tymczasem ten produkt to mocny, gęsty peeling. Zawiera drobne, jednak dość ostre drobinki. Produkt nałożyłam na dłonie i przez chwile masowałam twarz, zostawiłam na moment na czas mycia zębów i spłukałam. Skóra była widocznie odświeżona i dobrze oczyszczona. Pierwsze wrażenie - jestem na tak! Dodatkowym plusem jest oczywiście cena (poniżej 10 zł).

 5. Krem nawilżający, balans korygująco - ściągający SPF 10:



Również otrzymałam próbkę i zamierzam użyć jej jutro rano, by sprawdzić, jak utrzymuje makijaż. Plus za brak parafiny w składzie i za to, że zawartość kryje się w higienicznej tubce. Produkt mnie zaciekawił i jeśli pierwsze wrażenie będzie tak pozytywne jak w przypadku pasty, chętnie kupię na jesienne miesiące ( na lato wybieram kremy z wyższym filtrem). 

6. Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc:


Nie wiem, czy dobrze mi się wydaje, ale to chyba pierwszy produkt Ziai z kwasami? Jeśli tak to oby tak dalej! Raczej nie skuszę się na jego zakup, ponieważ wiosną używałam kremu Pharmaceris z 10% kwasem migdałowym i chyba nawet to stężenie było dla mnie za niskie. Jeśli jednak chcecie zacząć przygodę z kwasami, to jak najbardziej ten produkt może się sprawdzić! Pharmaceris oferuje również krem 5%, jednak w cenie 4- krotnie wyższej, więc czemu by się nie skusić na Zaiaję? 

7. Reduktor zmian potrądzikowych, wysoka koncentracja substancji aktywnych:


To może być prawdziwy hit! Jak tylko skończy mi się sesja, przyjrzę się co ma w składzie. Nie ukrywam, że bardzo kusi mnie jego zakup.




Gdzie kupić? 
Produkty są dostępne od kilku dni, więc nie sądzę, by można je było znaleźć w Rossmanie, czy innej dużej drogerii. Proponuję poszukać w sklepach firmowych Ziai - Tu możecie sprawdzić czy znajduje się on w waszej okolicy. Jeśli nie, to chciałabym Wam polecić sklep agness, gdzie ja zaopatrzyłam się w te produkty. 
Niedawno dowiedziałam się, że niedaleko mojego domu znajduje się sklep (a właściwie punkt odbioru osobistego sklepu internetowego) z naturalnymi kosmetykami, ale i nie tylko. Znajdziemy tam asortyment ciężko dostępnych marek, takich jak np. gdyński Marion. W ciągu tych kilku dni skorzystałam z ich usług już trzy razy i mogę je Wam serdecznie polecić. Jak żałuję, że dopiero dowiedziałam się o ich istnieniu! I to zaledwie kilka kroków od mojego domu! Mam ten plus, że przy odbiorze osobistym, nie płacę za przesyłkę, ale produkty wysyłają na całą Polskę, więc nikt nie będzie miał problemu, by się w nie zaopatrzyć. A że ceny bardzo przystępne, polecam ! Kuszą mnie naturalne szampony i balsamy na wagę (kocham te produkty marki Organique), te zaś są kilkakrotnie tańsze. Moje zakupy ze sklepu agness możecie zobaczyć poniżej, a tymczasem zapraszam na ich stronę internetową i fanpage na facebooku: 

Sklep internetowy agness - http://www.agnesssklep.pl
Link do strony na facebooku - Polubcie koniecznie!



Życzę rychłej możliwości przetestowania nowości Ziai oraz przyjemnego korzystania ze sklepu internetowego agness,

Milka:)