Mimo szczerych chęci, znów długo mnie tu nie było. W czerwcu brakowało mi czasu dosłownie na wszystko. Pracuję w branży sezonowej, co dało się odczuć ilością godzin spędzonych w biurze. Między tym, musiałam znaleźć czas na naukę do sesji (nie wiem jak udało mi się zaliczyć wszystko w pierwszym terminie:) i na ostatnią chwilę kończyłam praktyki w szkole. W lipcu jest o tyle lżej, że nie mam już na głowie uczelni, ale mój dzień kończy się na pracy i spaniu. Generalnie nie narzekam na swój tryb życia, lubię jak z jednego miejsca biegnę w kolejne, a praca, momentami ponad siły jest na moje własne życzenie. Jednak chyba powoli zaczynam zdawać sobie sprawę, że chyba trzeba czasami odpuścić.
