poniedziałek, 9 maja 2016

PRZEWODNIK PO PROMOCJI W ROSSMANNIE | USTA


Wiem, że jestem nieco spóźniona z tym postem, niestety w końcu i mnie tuż przed 25 urodzinami, które obchodziłam w sobotę dogonił koszmar zęba mądrości. Kilka dni w gorączce, niemal bez jedzenia, przespane i wyjęte z życiorysu. Jutro idę do chirurga i zobaczymy co dalej. Co się odwlecze, to nie uciecze i jeszcze dziś możecie skorzystać z trzeciej części promocji w Rossmannie. A jeśli czymś Was skuszę i nie zdążycie, bez obaw, te promocje naprawdę się powtarzają!


Tak jak ciężko było mi polecić Wam jakiś dobry podkład czy bronzer z drogerii, tak uważam że w kategorii pomadek mamy grono świetnych produktów, a ja pokażę jedynie kilka z nich. Moim skromnym zdaniem, szukając pomadki na co dzień, nie ma co przepłacać w perfumerii (chyba, że chcecie piękne opakowanie- nie bronię nikomu:). Warto jednak poświęcić trochę więcej pieniążków jeśli szukacie czegoś długotrwałego, na wesele czy inne imprezy, choć i takie produkty zaprezentuję. Ok, lecimy!


Na zdjęciu widzicie dwa produkty Maybelline. Ilekroć sięgałam po pomadki tej marki, tyle razy byłam zadowolona. Ta węższa, wykręcana to color whisper w odcieniu 220 Lust for blush. Jest idealnym nudziakiem na letnie dni. Daje kolor, ale jednocześnie nawilża i ma błyszczykowate wykończenie. Druga to seria  Color sensational i tu już jest mamy do czynienia z większym kryciem, ale wciąż nie jest to pomadka matowa i zastygająca, a wyglądająca naturalnie, dzienna pomadka.

Wielkim zaskoczeniem są dla mnie szminki Rimmel z serii Kate. Są ważne po otwarciu aż 30 miesięcy, co przy dużej kolekcji bardzo ważne. Są niesamowicie kremowe, pięknie suną po ustach, przy czym mają w sobie tak wiele pigmentu, że bez problemu można ich użyć na większe wyjście. Jedyny minus to odbijanie się na wszystkim, ale to normalne przy takiej formule pomadki.

Kolejne trzy pomadki, to już wyższa półka cenowa, ale nie sposób o nich nie wspomnieć.

Po pierwsze pomadki matowe z serii ProVoke Dr Ireny Eris. Niestety mamy tu ograniczoną gamę kolorystyczną i tylko jedna jest w kolorze nude. Reszta to typowe pomadki na wieczór. Jednak są dopracowane w każdym calu. Zamknięte w pięknym opakowaniu na click, pigmentacja jest rewelacyjna, na ustach trzyma się świetnie przez kilka godzin, nie wylewa się poza kontur, nie wysusza ust. Bez promocji są dosyć drogie, więc warto skusić się akurat teraz!

Pomadka Max Factor Lipfinity była nowością podczas poprzedniej promocji, więc się skusiłam i teraz jest to jedna z moich ulubionych szminek. Nie jest tak kremowa jak poprzedniczki, przez co nieco trudniej się ją nakłada i trzeba był precyzyjnym, bo pigmentacja jest bardzo silna. Nawet gdy już ją zjemy, nico wżera się w usta, więc wygląda ładnie nawet, gdy mamy zostają już tylko jej resztki. Trzyma się najdłużej z opisanych przeze mnie do tej pory.

Ostatnią z pomadek w sztyfcie jest pomadka L'oreal color richie serum. Muszę tu podać numer: S 204 Beamy Plum, bo po zachwycie nią szukałam innych kolorów dla siebie i nie znalazłam nic ciekawego. Ta jest idealna. Noszę ją na co dzień, ponieważ jest lepszym kolorem moich ust. Nie jest matowa, ale nie jest też błyszcząca, brak w niej brokatu, przez co wygląda naturalnie i pięknie. Ta wewnętrzna "kropelka" zawiera składniki nawilżające, ale przy tak przyjemnej formule jest to chyba tylko chwyt reklamowy. Opakowanie jest gustowne, jedyne do czego można się przyczepić to zapach, który przypomina mi szminki mojej mamy z młodości. Mi nie przeszkadza, ale faktycznie dziś gustujemy w nieco innych gamach zapachowych.


Nie mogę nie wspomnieć o pomadkach, które najczęściej towarzyszą mi przy większych wyjściach. To matowe, płynne produkty od Bourjous. Uwielbiam je! To, ile trzymają się na ustach, jak wyglądają - nie jest to płaski mat, nie kruszą się po czasie, mimo zastygania, to tylko niektóre ich zalety. Zauważyłam, że wykończenie nieco różni się w przypadku kolorów, bo np. 02 jest dużo bardziej błyszczące niż pozostałe dwa posiadane przeze mnie kolory. Bardzo możliwe, że to jedna z nich będzie gościć na moich ustach w dniu mojego ślubu, bo mam do nich 100% zaufanie. 

Na zdjęciu głównym pokazuję Wam również jedną konturówkę z mojego zbioru (MaxFactor). Uwielbiam ją i była pierwszą w mojej kolekcji. Cała seria nie ma wielu kolorów, ale każdy jest dobrze przemyślany. Są odpowiednio miękkie, łatwo się nimi pracuje. Może służyć zarówno do zaznaczania konturu ust, jak i do wypełniania całej czerwieni wargowej. Jednak nie namawiam szczególnie do zakupu, bo mimo iż nie mam do czego się przyczepić, to jej cena jest dość wysoka. Podobne jakościowo produkty ma Golden Rose (przy czym 6 razy tańsze) i tylko dlatego nie uzbierałam całej gamy kolorystycznej MaxFactora:)



Na koniec kilka produktów bardziej pielęgnacyjnych. Ze sztyftów aktualnie używam Alterry i bardzo się polubiłyśmy. Ma dobry skład, odpowiednią konsystencję, dobrze nawilża, a przez to że jest dość twarda, dobrze trzyma się ust. 

Po kolei testowałam też wszystkie ładnie wyglądające balsamy do ust. Większość to dla mnie gadgety. Z ręką na sercu mówię, że dużo lepiej niż słynne jajeczka eos na moich ustach sprawuje się nasza polska Perfecta. Polecam wypróbować na własnej skórze...a właściwie na ustach ! :)

Kiedyś poleciłabym Wam również masełka Nivea. Zużyłam już dwa opakowania, trzecie jakoś leży i czeka na swoją kolej, bo mam wrażenie, że już trochę się do nich przyzwyczaiłam. Fajnym zamiennikiem jest również polski produkt od Bielendy. Dobrze nawilża usta, a do tego zostawia na nich piękny kolor. Moje jest o zapachu wiśniowym, nie czuć chemią, z czego bardzo się cieszę, jest lekko słodkie i zostawia delikatny czerwono-różowy kolor. 


To tyle, co dla Was przygotowałam. Wiem, że promocja obejmuje również produkty do paznokci, ale ostatnio albo nie maluję paznokci, albo nakładam hybrydy, więc trudno mi się wypowiadać. Na pewno mogę polecić żel do skórek Sally Hansen, a od kilku dni stosuję również olejek do skórek tej marki.


Milka;)