wtorek, 9 czerwca 2015

Max Factor Creme Puff - puder w kamieniu.



Niegdyś markę Max Factor darzyłam niezachwianym zaufaniem. Ze wszystkich używanych kosmetyków byłam zadowolona. Teraz moja sympatia trochę zmalała, jednak wciąż uważam, że ma kilka niepowtarzalnych perełek. Co prawda, firma należy do droższych marek drogeryjnych, jednak ich kultowy produkt - puder, który na rynku istnieje od 1953 roku, można kupić w drogeriach internetowych za niecałe 20 zł. Skusiłam się na niego w takiej promocji już wiele miesięcy temu i chciałabym napisać dziś o nim kilka słów.




Zacznę od zalet, bo tych jest zdecydowanie mniej. Dla mnie jest to najładniej pachnący produkt tego typu. Z reguły pudry nie mają zapachu, albo jest on słabo wyczuwalny. W tym przypadku jest jednak intensywny i przypomina kosmetyki dla dzieci, jakiś krem albo puder. Czytając opinie w internecie wiem, że niektórym on przeszkadza, ale ja życzyłabym sobie, by każdy mój puder tak pachniał.

Na kolejne wyróżnienie zasługuje wydajność. Wielkość opakowania jest standardowa, nie wyróżnia się na drogeryjnych półkach, jednak gdy spojrzymy na gramaturę - 21g robi to wrażenie. To ponad o połowę więcej niż w przypadku innych pudrów i naprawdę czuć to podczas użytkowania.



Jeśli chodzi o jego mocne strony, to w zasadzie tyle. Potem jest już tylko gorzej. Spójrzcie jak wygląda puderniczka - napisy praktycznie już się starły, co wygląda nieestetycznie i tandetnie. Teraz producent odświeżył opakowanie, nakrętka jest złota, nie wiem jednak czy wpłynęło to na jego jakość. 

Kolejne rozczarowanie przyszło w domu, gdy w normalnym świetle ujrzałam kolor. 05 Translucent nie ma zbyt wiele wspólnego z transparentnym odcieniem. Jest dość ciemny, lekko pomarańczowy, dla mnie to typowo letni odcień, który prezentuje się dobrze jedynie przy opalonej skórze lub za jasnym podkładzie.

Nie spodobała mi się także jego konsystencja. Jest bardzo zbita, dość trudno się go nakłada (używam pędzla Hakuro). Lubię miałkie, drobno zmielone pudry, gdy po przejechaniu po produkcie palcem, zostaje na nim proszek. Tutaj żeby tak się stało, trzeba dosłownie po nim trzeć i mam wrażenie, że im dłużej go używam, tym jest gorzej. Być może teraz jest już za długo otwarty, jednak od początku nakładanie było problematyczne.

No i na koniec to, czego oczekuje się od pudru, czyli właściwości matujące i utrwalające makijaż. Niestety te również wypadają kiepsko. Na twarzy wygląda dobrze maksymalnie przez 3 h. Zdarzało mi się również że schodząc z twarzy stawał się bardzo widoczny, jakby ciemniał podczas noszenia. Z niektórymi podkładami zaś reagował tak, że trzymały się dłużej nie przypudrowane niż po zmatowieniu go tym pudrem. 



Moja sympatia podczas używania go spadała, jednak wciąż dawałam mu kolejne szanse. Same widzicie jak duże denko uzyskałam. Teraz, kiedy już Wam o nim napisałam, bez wyrzutów się z nim rozstaję i zaczynam używanie innego produktu. 

Znacie ten kultowy puder? Czy podzielacie moje zdanie na jego temat?

Milka;)