Latem najwięcej zużywam produktów do kąpieli. Nic dziwnego, przez te upały mam ochotę brać prysznic nawet kilka razy dziennie.
Zużyłam tani płyn do kąpieli Be Beauty. Jak na swoją półkę cenową, nie mam mu nic do zarzucenia. Delikatnie pachniał, robił pianę. Co prawda jest dość rzadki, więc dość szybko ubywa z opakowania.
Drugim płynem do kąpieli jest Liliputz i tu powiem szczerze, nie obchodziło mnie, jak pachnie i jaką pianę robi, bo kupiłam go ze względu na możliwość robienia baniek. Podobnie, jak w przypadku pianotworów, o których pisałam ostatnio- dzieciństwo welcome back ! :)
Duet Le Petit Marseillias otrzymałam w ramach akcji ambasadorskiej. Jeden służył mi jako płyn do kąpieli, a drugi, jako żel pod prysznic. Oba miały niesamowicie energetyczne zapachy, ale były bardzo rzadkie, więc polecam raczej tym, którzy mają prysznic.
Szamponu Green Pharmacy moje włosy nie polubiły. Po każdym spotkaniu były tępe w dotyku i mocno splątane, Skończył jako myjadło do pędzli.
Duo Balea polubiłam za słodkie, truskawkowe zapachy. Zarówno szampon jak i żel niczym się nie wyróżniał, ale za niską cenę warto się zaopatrzyć.
Kolejny żel, tym razem Lirene skradł moje serce. Dzięki swojej gęstej konsystencji był wydajny, dobrze się pienił i cudownie pachniał. Pamiętam, że używałam ich też w zeszłym roku i byłam równie zachwycona.
Płyn do higieny intymnej Facelle pojawia się na blogu już nie pierwszy raz. Jest tani, delikatny, skuteczny i dobry.




