Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2016

Moje zużycia 6 tygodni.



Magisterka oddana, czekam w stresie na obronę. Przyszedł czas na wyrzucenie śmieci, co na blogu oznacza denko. Produktów jednak jest tyle, że podzieliłam je na pół. Dzisiaj przychodzę z pierwszą częścią, czyli od ostatniego denka - od połowy kwietnia do końca maja, następne będzie z ostatnich dni maja i czerwca.
Dziś postaram się tak krótko, jak tylko się da, by te denka nie męczyły zarówno mnie, jak i odbiorców.


Standardowo zacznę od produktów kąpielowych. 
Kąpiel solankową z Apteczki Babuni możecie znać z poprzedniego wpisu, gdzie wypowiadałam się o niej w samych superlatywach, głównie ze względu na zapach.
Dwa żele Palmolive służyły mi głównie do uzupełniania mydła do mycia rąk. Oba były tanie i ciekawie pachniały, mleko i miód uwielbiam zimą, teraz nieco mnie męczy, natomiast ten mniejszy jest genialny!
Widzicie też moją ulubioną wersję żelu Le petit Marseiliais, nie jest on bardzo gęsty, dlatego duża butla wystarczyła mi na około 3 tygodnie. Każdy z powyższych jest godny uwagi, spełnia swoje zadanie.

sobota, 7 listopada 2015

Denko października - m.in. Sylveco, Lush, MAC, Fitomed, Isana.


Po kilku naprawdę intensywnych dniach przychodzę do Was z denkiem października. Jeśli jesteście ciekawe, jakie zdanie mam o widocznych wyżej kosmetykach, zapraszam do czytania !

Wprowadziłam następujące oznaczenia przy nazwie produktów:
kolorem zielonym oznaczyłam kosmetyki, po które sięgnę ponownie,
kolorem żółtym typowe średniaki, do których może kiedyś wrócę,
kolorem czerwonym produkty, które się u mnie nie sprawdziły.

czwartek, 8 października 2015

Ulubieńcy ostatnich tygodni :)

Ostatnio trochę narzekałam na posty z pustymi opakowaniami, więc dziś, dla balansu - ulubieńcy. Pisanie o produktach, które się sprawdzają, to sama przyjemność. Niektóre z tych rzeczy, to nowości i odkrycia września, inne są ze mną już długo.Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, co Was zainspiruje do zakupów. Tak, uwaga! Będę kusić.


czwartek, 4 czerwca 2015

Denko maja w formie in and out | 05/2015

Jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć różowym bzem i pachnącymi konwaliami, a to już koniec mojego ulubionego miesiąca. Tak jak i czasu, tak pustych opakowań, nie zatrzymam, więc czas na denko! Produktów jest mniej niż w ostatnich miesiącach, więc chciałabym zaprezentować je w nieco innej formie. Pokażę, co zużyłam w maju oraz czym dany kosmetyk zastąpiłam. Zapraszam!


W maju kąpiele umilał mi żel pod prysznic z Biedronki. Skusiłam się na niego pierwszy raz i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ma delikatny, kremowy zapach i taką samą konsystencję. Jeśli lubicie żele Dove, a akurat nie możecie trafić na jakąś promocję, to polecam. Można pokusić się o stwierdzenie, że to ich budżetowa wersja. 

Skończył mi się jakoś w połowie miesiąca, więc dla odmiany sięgnęłam po coś owocowego. Wybrałam znany mi wcześniej produkt Lirene. Lubię jego zapach, na uwagę zasługuje również wydajność. 


Nie wiem która to już zużyta butelka Batiste, jednak pierwsza w wersji wild. Póki co, to drugi zapach, który przypadł mi do gustu. (Pierwszym i najlepszym wciąż pozostaje wersja tropikalna:). Lubię i polecam, co tu dużo mówić. Działa!

Kolejnej butelki nie kupiłam tylko dlatego, bo natknęłam się na promocję na Isanę. Miałam go już wcześniej i wtedy jakimś cudem stwierdziłam, że daje rade. Nie wiem czy coś w nim zmienili, bo nie da się go używać. Niedługo pojawi się recenzja, to napiszę o co chodzi.



Po jakiś 5/6 miesiącach udało mi się zużyć odżywkę do włosów Mrs. Potter's. Początkowo ją uwielbiałam, wylądowała nawet w ulubieńcach stycznia i w sumie do ostatniej kropli była dobra. Jednak wyraźnie czuć, że włosy się przyzwyczaiły do jej działania. Chętnie kupię ją ponownie lub skuszę się na inną wersję, jednak raczej w parze z inną, bo 500 ml to naprawdę ogrom. 

Z powodu gabarytów sięgnęłam po mniejszą, osławioną już Garnier Ultra doux. Pierwszy raz mam ją w łazience, bo w sumie od jej poprzedniczki zaczęłam przygodę z odżywkami do włosów. Dam znać, jak się u mnie sprawuje!


Do twarzy zużyłam mojego wieloletniego ulubieńca. To żel-krem do mycia twarzy z Nivea. Jest niezawodny, kiedy borykam się z przesuszoną cerą. Lubię używać go rano, mam wówczas wrażenie, że nie muszę nakładać kremu. To pewnie złudne działanie parafiny na początku składu, jednak nie zauważyłam, by mojej cerze szkodziła. Na pewno kupię go jeszcze nie raz,

ale z racji, że teraz staram się używać bardziej naturalnych kosmetyków, póki co skusiłam się na żel marki DeBa BioVital. Konsystencja diametralnie różna, ale póki co jest wporządku. 



W dniu wesela koleżanki, przed wyjściem zrobiłam sobie nawilżającą maseczkę z Ziaji. Lubię te saszetki i co jakiś czas do nich wracam.

Nie kupiłam kolejnych, bo muszę skończyć otwarte produkty. Wyciągnęłam bardzo fajną maskę marki Palmers i w czerwcu postaram się używać jej regularnie.



W ramach akcji minimalizowania ilości używanych przeze mnie kosmetyków, skończyłam peeling do stóp, również z Biedronki. Ma bardzo ostre drobiny, więc nie używajcie na inne części ciała. Jego niska cena zachęca do próbowania, ale póki co wystarczy mi...

Peeling do ciała, w końcu kto zabroni używać go również do stóp? Aktualnie na wannie stoi Wellness&Beauty. Ma nieziemski zapach, czuję się jakbym była na wakacjach i eleganckie opakowanie ! Moja marka do tej marki rośnie. Chcecie żebym napisała o nim więcej?



Kremy do rąk to moje małe uzależnienie. Tu minimalizm nie obowiązuje, muszę mieć jeden na biurku, jeden w torebce i zwykle jeden jeszcze gdzieś :) Teraz zużyłam produkt Nuxe, który również miał swoje pięć minut w ulubieńcach. Naprawdę wart uwagi, choć nieco drogi krem.

Jego miejsce w torebce zajął krem w pięknym opakowaniu (czy tylko ja zwracam na to uwagę!?) z The Body Shop, a że dla mnie to raczej bubel, dołożyłam jeszcze Ziaję, którą po pierwszych aplikacjach jestem oczarowana.



Kilka dni temu pisałam Wam o moim pierwszym spotkaniu z samoopalaczem. Postawiłam na tani Sunozon. Zachwycona nie jestem, więc zamiast kolejnego, sięgnęłam po produkty korygujące koloryt.

Zdecydowałam się za to na produkt Gosh, który zapewnia delikatną opaleniznę od razu po nałożeniu. Liczę, że dzięki temu otrzymam miły oku efekt, bez plam. Zaś krem CC Bielendy wyciągnęłam z szafy, bo jak skusiłam się na niego kilka miesięcy temu, to było już za późno na pokazywanie nóg. Byłabym nim zachwycona, gdyby nie widoczne w słońcu drobinki. Także na ręce i dekolt- nie, za to na nogi - jak najbardziej. Marzą mi się jeszcze rajstopy w sprayu, ale rozsądek mówi mi, że powyższe produkty to i tak zbyt dużo. 



Również po kilku miesiącach zużyłam zmywacz do paznokci Donegal o żelowej konsystencji. Produkt fajny, jednak trzeba go sporo wylewać na płatek i lubi z niego spływać.

Postawiłam więc teraz na klasykę, zwykły płynny zmywacz z Essence.


I dotarliśmy wspólnie do ostatniego produktu, jakim jest puder. Jak widzicie jeszcze trochę Max Factora w opakowaniu zostało, ale mam już dość męczenia się z nim. Napiszę o nim kilka słów w kolejnym poście, bo mieliśmy dziwną relację i chciałabym o niej opowiedzieć.

W tej kategorii niczego nie dokupowałam, bo pudrów mam jeszcze kilka. Najczęściej używam tego z M.A.C, który jest w mojej kosmetyczce od 8 miesięcy, a zużycia niemal nie widać. 

Trzymajcie za mnie kciuki, bo wpadłam w wir sesji! Ps. A jak Wasze denka?:)


Milka:)

środa, 27 maja 2015

Czy są ze mną czytelnicy z Trójmiasta? | MAC!


Dziś będzie krótko i radośnie!

Czy są ze mną czytelnicy z Trójmiasta? Jeśli tak, to mam dla Was rewelacyjną wiadomość!
Nie wiem jak wy, ale ja od co najmniej 2 lat czekałam na otwarcie salonu MAC w Trójmieście. Mówiło się, że w otwierającej się wówczas gdyńskiej Rivierze znajdziemy ten sklep, niestety, była to plotka. Wczoraj, po zajęciach na uczelni, koleżanka wyciągnęła mnie na kawę do Galerii Bałtyckiej, przechodzimy koło Dauglasa, a tam...

Pokaźnej wielkości stoisko z kompletnym asortymentem (łącznie z nową limitowaną edycją) marki MAC. Tym bardziej byłam zdziwiona, bo nie wiedziałam o tym wcześniej. Stoisko istnieje od 4 dni, a ja jestem niesamowicie zadowolona, że teraz będę miała do nich stacjonarny dostęp. Do tej pory wszystkie produkty tej marki były dla mnie pamiątkami z podróży :)


W tej samej galerii, w Sephorze, mamy też w końcu całą szafę marki Urban Decay. Cały czas myślę o jednej z palet oraz o bazie pod cienie. Jak tylko nadarzy się okazja, chętnie się zaopatrzę:)

Trójmiasto - cudownie ! Ostatnim sklepem, na który niesamowicie bym się ucieszyła to Phenome. Nic chyba więcej mi do szczęścia nie potrzeba. A tak naprawdę... Po co komu kosmetyki, jak się mieszka nad morzem ! :)


Uczciłam otwarcie stoiska MAC zakupem pierwszej pomadki tej marki. Mam natomiast ochotę na dobry podkład i tu mam nadzieję, że mi pomożecie. Używam aktualnie studio fix, ale jest dla mnie zbyt widoczny na skórze i trzeba się nieźle namachać, żeby dobrze wyglądał. Zastanawiam się nad pro longwer albo matchmaster. Możecie mi coś polecić?

Milka;)

wtorek, 3 marca 2015

CO MI SIĘ SKOŃCZYŁO W LUTYM? | # DENKO 2/2015


Tym razem bez zbędnych wstępów zapraszam Was na comiesięczne denko. Kto nie lubi tego rodzaju postów, zapraszam na kolejne, a jeśli lubicie to zróbcie sobie herbaty i przeglądajcie. Krótkich recenzji czas start!

sobota, 31 stycznia 2015

ULUBIEŃCY STYCZNIA | # 1 / 2015


Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że minął mi zakupowy szał. Nie kuszą mnie promocje, coraz rozważniej dobieram pielęgnację i praktycznie nie dokupuję kolorówki. Wiem, co lubi moja cera i staram się jej słuchać. Często na pełne recenzje nie ma czasu (choć przyznajcie, że ostatnio wzięłam się za siebie i nadrabiam!), dlatego też, chciałabym częściej przychodzić do Was z postami o ulubieńcach. Ostatni raz mogliście przeczytać o nich w maju. Teraz zapraszam na przegląd kosmetyków, które zachwyciły mnie w minionym miesiącu. 

czwartek, 29 stycznia 2015

Kilka dobroci przywiezionych z Pragi. # ZAKUPY 1/2015


Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, że Sylwestra spędziłam w Pradze. Tutaj pisałam o tym więcej i zachęcałam do odwiedzenia tego miasta. Oczywiście nie obyło się bez zakupów kosmetycznych. Jeśli macie ochotę obejrzeć, na co się skusiłam, zapraszam do czytania!

środa, 18 czerwca 2014

Moja wakacyjna lista marzeń ;)

Czy też tak macie, że mimo sporego zbioru kosmetyków, ciągle coś nowego przykuwa Waszą uwagę? Błagam, powiedzcie, że nie jestem odosobniona! Moje zakupy są często spontaniczne i nie zawsze do końca przemyślane. Są jednak rzeczy, na które nie mogę sobie od razu pozwolić. Ze względu na ich wysoką cenę, albo z powodu braku łatwej dostępności produktu. Lubię sobie wtedy o nich pomarzyć i cieszyć się chwilą, kiedy uda mi się je z wykreślić z listy zachcianek. 
Dzisiaj chciałabym się z podzielić moją listą marzeń. Będę bardzo szczęśliwa, jeśli chociaż w część z nich uda mi się zaopatrzyć na wakacjach. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do zapoznania się, co na niej widnieje:

Źródło

Podczas ostatnich zakupów w Douglasie dostałam próbkę tego podkładu w odcieniu 1N1. Używałam jej przez cały tydzień i jestem zachwycona! Jest delikatny, lekki i charakteryzuje się słabym kryciem. Jednak ujednolica tak niesamowicie, jakbym miała bardzo kryjący produkt na twarzy, albo idealną cerę. Nie wiem jak to możliwe, naprawdę! To typowy produkt na lato, więc wątpię, żebym sobie na niego pozwoliła w tym roku. Mam jeszcze kilka podkładów do wykończenia, a jego cena jest zaporowa- 165 zł.Nie mniej, musiałam go umieścić na tej liście, by o nim pamiętać. Może kiedyś wykreślę go z listy marzeń? (ale wcześniej pewnie jeszcze kilka razy, zanim wydam takie pieniądze na podkład, upewnię się, że wybrałam dobry odcień). Wczoraj dowiedziałam się o istnieniu w Trójmieście outletu tej marki. Na pewno tam zajrzę, choć wątpię bym znalazła w nim takie cuda.

Źródło

Jak je pierwszy raz zobaczyłam w Sephorze, przepadłam. Od razu rzuca się w oczy jego piękne tłoczenie, w postaci kwiatka. Wtedy powiedziałam resztkom swojego rozumu: "Daj spokój, dostępne są tylko 4 odcienie, na pewno nie dopasujesz koloru". Nie muszę mówić, że dopasowałam? 04 plum pop jest idealny. Jako, że akurat w Sephorze jest 15% zniżki, sądzę że w przeciągu kilku dni będzie mój. Jego cena regularna to 135zł

źródło

Mydło Aleppo z Organique (12-15% zawartości oleju laurowego). Mówią, że to mydło jest idealne do mycia twarzy. Naturalne, delikatne, działa odkażająco, przeciwzapalnie i nawilżająco. Chcę sprawdzić, o co tyle szumu. Po prostu. Za kostkę ponad 200g trzeba zapłacić niecałe 40 zł. Mam nadzieję, że w ciągu kilku dni znajdzie się w mojej łazience. 

Źródło
Nuxe - suchy olejek z drobinkami. Kosmetyk legenda. Nigdy mnie do niego nie ciągnęło, nawet widziałam na półkach w drogerii, ale omijałam szerokim łukiem. Ostatnio przeżywam fascynację olejkami, więc w końcu dotknęłam testera. Poczułam zapach, zobaczyłam drobinki na skórze, poczułam nawilżenie i dosłownie trzeba było mnie trzymać, żebym nie wyszła z nim z drogerii. Prawdopodobnie zdecyduję się na zestaw w Super Pharm w skład którego wchodzi 50 ml olejku z drobinkami, 10 ml standardowego i jeszcze jakaś miniaturka kremu. Za całość trzeba zapłacić 90zł.

Źródło
Z powyższego zestawu ciągnie mnie do odżywki w sprayu. Koleżanka twierdzi, że pomogła jej w zmaganiach z przetłuszczaniem włosów. Dzięki niej myje je nie codziennie, a co dwa dni. Lepszej rekomendacji nie mogłam usłyszeć. Czekam na promocję, bo nie chce płacić za nią 45 złotych.

Źródło

Mam dość długie i czarne rzęsy. Jednak która z nas nie marzy o rzęsach długich do nieba:)? Wystarczy wpisać nazwę tej odżywki w internecie, by zobaczyć kolejne opisy efektów jej działania u dziewczyn. Zawiera składnik aktywny, który wydłuża fazę wzrostu rzęs. Pamiętam, jaki był szał na pierwsze odżywki z tym składnikiem. Kosztowały jakieś 200-300zł. Ta jest tak samo dobra i znalazłam ją w aptece Gemini za niecałe 50zł. Ponieważ prawdopodobnie niedługo będę robić tam większe zamówienie, być może też trafi do mojego koszyka. 

Źródło
Tę firmę od dziecka pamiętam ze stoisk na Jarmarku Dominikańskim. Zaczepiali przechodniów, pokazywali magiczne właściwości tarki do stóp. Nie lubię takiego zachowania, więc omijałam ich szerokim łukiem. Po kilku latach zobaczyłam, że oferują szklane pilniczki w niewysokiej cenie, więc się skusiłam. Byłam tak zadowolona, że czekałam na kolejny Jarmark, bo szybko mi się zbił. Wtedy kupiłam także tarkę (strzał w dziesiątkę, każdy w domu ma swoją). Teraz też czekam na stoisko, bo produkty są ciężko dostępne. Ten krem miałam w zeszłym roku i był bardzo przyjemny. Nie wiem, czy skuszę się na ten, czy na inny. Na pewno podejdę i sprawdzę, co oferują. Kosztuje 13zł.

Źródło

Celia, to kolejna marka oferująca ciężkie do zdobycia perełki. O ich nowych kredkach usłyszałam w filmiku callmeblondieee, a że pomadki w kredce uwielbiam chciałabym, żeby i jakaś z powyższych trafiła do mojej kolekcji. Opakowanie nie zachwyca, jednak produkt jest ponoć godny uwagi. Pomadkę-błyszczyk po wielu trudach, dostałam w zeszłym roku na Jarmarku, więc liczę, że w tym roku będę miała szczęście do nich. Zobaczymy. Wydaje mi się, że kosztują około 10 zł. 

http://www.maccosmetics.pl/
Skoro to wakacyjna lista marzeń, nie mogło zabraknąć produktów marki MAC. Liczę, że uda mi się na kilka dni wyrwać z pracy i odwiedzić znajomych w Warszawie czy Poznaniu i przy okazji zrobić małe zakupy w tym sklepie. Rzecz, na którą zdecyduję się na pewno to osławiony korektor, który kryje dosłownie wszystko i utrzymuje się na twarzy cały dzień. Kosztuje 77 zł.

http://www.maccosmetics.pl/
Zastanawiam się nad zakupem pudru. Ponoć są tak wydajne, że starczają na pół roku. Nigdy nie miałam. Jeszcze nie wiem na jaki się zdecyduję, na zdjęciu to Studio Fix, jeden z najbardziej popularnych. Trochę liczę, że trafię na miłe panie obsługujące, które pomogą mi dobrać wykończenie i odcień. 

http://www.maccosmetics.pl/
Jako, że jestem fanką róży do policzków, na mojej liście długo widniał Well dressed. Wydaje mi się, że znalazłam ideał w marce Clinique, więc mam nadzieję, że nie stracę głowy i nie kupię kolejnego. Mam zamiar jednak przejrzeć ofertę marki i wyszukać czegoś ekstra. Może będzie to idealna czerwień? Oczywiście jest opcja, że wyjdę tylko z korektorem pod oczy, bo reszta produktów, to moje typowe zachcianki, 'no bo skoro już tu jestem...'

Źródło
Jeśli będę w Warszawie, na pewno odwiedzę Bath&Body Works. Mam nadzieję, że będą jeszcze wyprzedaże, bo ceny regularne przyprawiają o zawrót głowy. Jednak chętnie wejdę i powącham te wszystkie cudowności.

Źródło
W Trójmieście nie mamy niestety sklepu Phenome. Na wakacjach też nigdy do niego nie zaglądałam, bo mnie nie ciągnęło. Teraz o marce wiem trochę więcej, chętnie przyjrzałabym się ich kosmetykom z bliska. Składy niesamowicie kuszą, ceny zaś do przyjemnych nie należą. 

Źródło
Wiecie, że nigdy nie używałam rosyjskich kosmetyków? O tym mydle usłyszałam mniej więcej w tym samym czasie, co o Savon noir i od tamtej pory mam ochotę je zamówić. Co prawda, raczej nie planuję na razie zakupów on-line, ale nigdy nic nie wiadomo :) Zapach kwiatowy idealnie sprawdziłby się na letnie miesiące. Cena to 50zł.

Źródło

Ostatnia rzecz, w sumie niekosmetyczna, to kominek. Trochę już mnie irytuję, że wszystkie blogerki palą woski Yankee Candle malując przy tym paznokcie lakierami Essie. Jednak od kiedy otworzyli stoisko YC w Gdyńskiej Rivierze, kominkom przyglądam się z podziwem. Niedawno wprowadzili je też do oferty Organique, więc kurka coś w tym musi być! Nawet jeśli nie będę miała ochoty na palenie wosków, będzie piękną ozdobą na półce. 


Tak prezentuje się moja whishlista. Oczywiście, gdybym chciała wszystko kupić, to zapłaciłabym całkiem sporo, nawet rozkładając koszty na całe trzy miesiące wakacji. Są to jednak rzeczy o których myślę, dłużej lub krócej i chciałam się nimi z Wami podzielić. Mam nadzieję, że kilka z powyższych pozycji uda mi się zrealizować w najbliższym czasie.
Wy też macie takie swoje listy marzeń?

Ps. Ponieważ pokazuję Wam produkty o których marzę, nie mogłam zrobić im zdjęcia. W podpisie każdego z nich znajdziecie źródło.


Pozdrawiam,
Milka:)