Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja cery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja cery. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2016

Nivea | Pielęgnujący płyn micelarny.


Nie ma dnia, bym nie użyła płynu micelarnego. To dla mnie podstawa demakijażu (często jedyny produkt, którego używam do tego celu). Służy mi również w celu odświeżenia buzi po przebudzeniu, czasami również podczas dnia. Dlatego z ochotą zgodziłam się wziąć udział w kampanii Nivea i przetestować najnowszy pielęgnujący płyn micelarny. Wybrałam wersję do cery normalnej i mieszanej, ale w drogerii dostaniecie również tę do cery suchej.


Płyn zamknięty jest w wygodnej 200 ml butelce z zamknięciem na klik. Konsystencja typowa dla tego typu produktów, płyn nie posiada zapachu.

Lubię gdy demakijaż jest szybki i skuteczny i tych dwóch cech szukam, jeśli testuję nowy produkt. Nivea spełnia swoje zadanie, choć nie pobiła moich ulubieńców w tej dziedzinie. Należy użyć nieco więcej wacików niż zwykle i trochę dłużej przytrzymać go na oku, ale daje sobie radę ze zmyciem pełnego, niewodoodpornego makijażu. Nie podrażniła też moich oczu, co jest bardzo ważne, ponieważ noszę soczewki kontaktowe.

W kwestii odświeżania cery radzi sobie dobrze. Skóra jest ukojona, nie ma uczucia szczypania czy ściągnięcia, jednak obietnica producenta, co by płyn miał mieć właściwości nawilżające, jest nieco na wyrost. Szczególnie że trzymamy go na skórze maksymalnie kilkadziesiąt sekund. 


Produkt zużyję z przyjemnością, polecam Wam jego przetestowanie, jeśli lubicie sięgać po nowości, jednak jak zużyję butelkę do końca, wrócę do swoich ulubieńców od Garniera i Biodermy,

Pozdrawiam,
Kamila:)

niedziela, 17 kwietnia 2016

Sylveco | wygładzający peeling do twarzy


Bardzo cieszy mnie fakt, gdy polskie marki kosmetyków się rozwijają, tworzą ciekawe produkty podążając za pielęgnacyjnymi trendami. Gdy dodatkowo kosmetyki mają składy bez zarzutu i są w atrakcyjnych cenach, to jestem kupiona! A raczej one są kupowane przeze mnie :)

Jedną z takich marek jest Sylveco. Polecałam Wam już ich krem pod oczy, który bardzo polubiłam oraz płyn do płukania jamy ustnej. Dobrze sprawdzały mi się również pomadki. Niestety dobrą passę przerwało stosowanie przeze mnie wygładzającego peelingu do twarzy. Zapraszam do recenzji, w której postaram się wytłumaczyć, dlaczego ten produkt zupełnie nie przypadł mi do gustu. 

poniedziałek, 21 marca 2016

DeBa Bio Vital - żel do mycia twarzy


Mimo, że staram się do tego zmuszać, z trudem przychodzi mi używanie żelu do mycia twarzy. Wieczorem najczęściej jestem już zmęczona, więc stwierdzam, że płyn micelarny wystarczy. W związku z tym dużo czasu zajmuje mi zużycie opakowania tego typu kosmetyków. Nie sądziłam jednak, że aż tak długo! Sprawdziłam i egzemplarz, który dziś zdenkowałam, był moim towarzyszem przez okrągłe 10 miesięcy. Gdyby nie denko w formie in and out, nie zdałabym sobie z tego sprawy. 

Czy to znaczy, że miałam do czynienia z kiepskim produktem?
Wręcz przeciwnie! Jeśli chcecie znać szczegóły, to zapraszam dalej.

niedziela, 15 listopada 2015

Ava | Serum - żel pod oczy z zielem świetlika


Raptem miesiąc temu opisywałam krem pod oczy z Sylveco, który bardzo polubiłam, a już dziś przychodzę z kolejną recenzją produktu pod oczy. Tym razem kosmetyk ma żelową formułę, wzbogaconą zielem świetlika. Dlaczego tak szybko zdecydowałam się na recenzję? Albo jestem nim zachwycona, albo, niestety, nie sprostał oczekiwaniom. Jeśli chcecie wiedzieć, jak jest naprawdę, zapraszam na jego recenzję!

piątek, 16 października 2015

Polecam: Sylveco - łagodzący krem pod oczy.



Kiedyś pisałam Wam, że niezbyt regularnie sięgam po kremy pod oczy. Jednak, kiedy zaczęłam codziennie używać korektora w tę okolicę, taka konieczność zaistniała. Kiedyś... Cofnęłam się do historii bloga i okazało się, że mój poprzedni, a zarazem pierwszy krem pod oczy, zużyłam w październiku ubiegłego roku. Z tym codziennym stosowaniem nadal nie jest idealnie, ale jestem na dobrej drodze. Łagodzący krem pod oczy marki Sylveco towarzyszył mi w pielęgnacji twarzy okrągły rok- trochę z mojego lenistwa, trochę z jego pojemności. Opakowanie jest dwa razy większe niż tych, które zwykle się spotyka w drogeriach (ma aż 30 ml), a kosztuje około 30 zł, cena na każdą kieszeń !
Zapraszam do przeczytania pełnej recenzji !

poniedziałek, 28 września 2015

Co sądzę o wodzie termalnej Uriage?

Dziś będzie o wodzie. 


Każdy z nas wie, jak ważna jest dla naszego organizmu. Dzięki niej również skóra dłużej zachowuje młodość, ale żeby kupować wodę w sprayu i to często za spore pieniądze, większości nawet się nie śniło. Ja również dość ostrożnie podchodziłam do tematu, ale że w zeszłym roku dostałam miniaturkę wody innej marki i byłam zadowolona, postanowiłam na ciepłe miesiące zakupić sobie najbardziej znaną w blogosferze wodę termalną Uriage. Za oknem coraz bardziej jesiennie, więc zapraszam na recenzję po kilku miesiącach stosowania.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Klasyk nad klasykami, czyli demakijaż z Biodermą


Niedługo na blogu pojawi się denko, a w nim między innymi kolejna butla chyba najbardziej popularnego płynu micelarnego na rynku. Czy warto wydać nieco więcej i kupić ten kosmetyk? Jeśli jesteście ciekawe mojego zdania, zapraszam do dalszego czytania.

czwartek, 21 maja 2015

Pharmaceris | Krem z 10% kwasem migdałowym - jak się u mnie sprawdził?

 

Wiele z Was pod ostatnim postem gratulowała mi tak dużego denka. To efekt tego, że staram się nie mieć kilku kosmetyków tego samego rodzaju. Następny otwieram dopiero, gdy poprzednik dobije dna. Chcę skrupulatnie kończyć wszystkie otwarte kosmetyki i minimalizować ich ilość. W ten sposób wróciłam do używanego w zeszłym roku kremu Pharmaceris z 10% zawartością kwasu migdałowego. Kurację przerwałam, bo przechodziłam kurację u kosmetyczki, a nie chciałam potęgować działania tym produktem. Na szczęście ważny jest 12 miesięcy po otwarciu, więc mogłam jeszcze do niego wrócić i już praktycznie dobił dna. Jeśli jesteście ciekawe, czy jestem zadowolona, zapraszam dalej.

niedziela, 1 marca 2015

ULUBIEŃCY LUTEGO | # 2 / 2015


W lutym sporo się u mnie działo, stąd też nie wiem kiedy minął mi ten czas.  Mimo, że to najkrótszy miesiąc, bez problemu mogę wybrać produkty, które mnie zachwyciły. Zapraszam na prezentację.

sobota, 28 lutego 2015

Klasyka walki z niedoskonałościami ~ Vichy Normaderm | żel do mycia twarzy


Nie wiem, czy też tak macie, ale dla mnie żel do mycia twarzy to kosmetyk, który zużywam bardzo powoli. Na co dzień z reguły wystarcza mi zmycie makijażu płynem micelarnym, a żelu używam kiedy chcę jeszcze mocniej doczyścić buzię. Dziś zapraszam Was na recenzję już niemalże kultowego produktu, bo czy jest ktoś kto nie słyszał nigdy o żelu do mycia twarzy Vichy Normaderm?   

środa, 18 lutego 2015

Jestem rozdarta - NUXE, woda micelarna z płatkami róży


Uwielbiam płyny micelarne. Właściwie nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania bez nich. Używam ich głównie do zmywania makijażu oczu, ale często również do całej twarzy. Rano fajnie odświeżają skórę, czasami z powodzeniem zastępują tonik.
Ponadto uwielbiam NUXE, na blogu wychwalałam już słynny balsam do ust tej marki. Kiedy więc w styczniu skończyłam genialny płyn micelarny Mixy sięgnęłam po wodę micelarną do demakijażu z płatkami róży właśnie od Nuxa. Czy jestem równie zadowolona?

niedziela, 11 stycznia 2015

Moje pierwsze serum do twarzy - Bioliq, Intensywene serum regenerujące.


Mimo, że w kosmetykach staram się od pewnego czasu utrzymywać minimalizm, czasami pojawiają się takie produkty, że ze zwyczajnej ciekawości się wyłamuję. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o istnieniu serum do twarzy, stwierdziłam, że to kolejny zbędny produkt. Jednak z biegiem czasu i pewnie pod presją (do znudzenia powtarzanej w radio) reklamy w połączeniu z promocją, zdecydowałam się na zakup pierwszego kosmetyku tego typu. Za intensywne serum rewitalizujące Bioliq zapłaciłam w promocji niewiele ponad 15 złotych. Czy po zużyciu całej buteleczki zmieniłam zdanie na temat potrzeby stosowania tego typu produktów? Tego dowiecie się z dalszej części posta.

piątek, 31 października 2014

Solidne nawilżenie - krem półtłusty tradycyjny | Fitomed

Od jakiegoś czasu kupując kosmetyki, zerkam na to, co mają w składzie. Dzięki temu poznałam wiele perełek kosmetycznych, na zakup których, pewnie bym się nie zdecydowała. Niewątpliwie jedną z nich jest krem półtłusty tradycyjny marki Fitomed


Niepozorne opakowanie, przypominające trochę kosmetyki z łazienki babci, kryje w sobie porządny, dobrze nawilżający krem. Skład spodoba się fankom ekokosmetyki, są tam praktycznie same składniki pochodzenia  roślinnego. Przez to, po otwarciu, musimy go zużyć w przeciągu 3 miesięcy. Nie ma on żadnych dodatków zapachowych, jednak mimo to, wyjątkowo intensywnie pachnie. Przy pierwszym kontakcie zapach ziół, mimo iż zupełnie naturalny, bez cienia sztucznizny, mi się nie spodobał. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że po kilku razach go polubiłam. 

 
Kupiłam go z zamiarem stosowania na noc i w tej roli sprawdził się rewelacyjnie. Po zastosowaniu redukował uczucie ściągnięcia cery, a rano skóra była ukojona i nawilżona. Mimo, że konsystencja należy do tych raczej lekkich, a nie gęstych i treściwych, nie ryzykowałabym używania go pod makijaż, ponieważ zostawia po sobie tłustą warstewkę, która dość długo się wchłania. 
Jedynym minusem może być jego dostępność, nie znajdziemy go w popularnych drogeriach. Ja swój zamawiałam na doz.pl i odbierałam w pobliskiej aptece. Kosztuje grosze, jakieś 10-12złotych.
Polecam!


Znacie ten krem? Możecie polecić mi inne produkty tej marki? Używałam także płynu różanego do twarzy, z którego nadal jestem bardzo zadowolona, a pisałam o nim w majowych ulubieńcach. Dajcie znać!

Pozdrawiam,
Milka:)

niedziela, 29 czerwca 2014

Rival de Loop - Nawilżające kapsułki pielęgnacyjne.


Fascynacja olejkami trwa u mnie w najlepsze i nic nie zapowiada, żeby miała się szybko skończyć. Używam ich na włosy, ciało, ale jakoś sceptycznie podchodziłam do stosowaniem ich do twarzy. Żeby przełamać lody, chciałam kupić coś taniego, łatwo dostępnego i o małej objętości. I tak wczoraj skończyłam tygodniową kurację kapsułkami: 
Rival de Loop Hydro

O produkcie:


Opakowanie:



7 kapsułek, każda zawiera 0,38 ml olejowej substancji, zapakowane w blistrze. Chyba każdemu kojarzą się z jakimiś produktem z apteki, na szczęście, te, w przeciwieństwie do leków używa się z przyjemnością:)

Kolor i zapach:



W niebieskiej kapsułce przypominającej rybkę mieści się bezbarwny olejek. Zapach jest bardzo delikatny, praktycznie niewyczuwalny.

Wydajność:



Używałam ich każdego dnia na noc. Kapsułka starcza na dokładne pokrycie całej twarzy i szyi, resztki które zostawały na dłoni wcierałam w paznokcie.

Skład:



Chwalą się na opakowaniu wyciągiem z miłorzębu japońskiego (który jest ostatni w składzie:) i witaminą E.
Nie będę się czepiać, bo najważniejsze jest to, że mogę go przeczytać na opakowaniu i zdecydować, czy mi to odpowiada, czy nie.

Moje odczucia:

Produkt nadaje się do używania na noc, bo pozostawia na twarzy tłustą warstwę i dość długo się wchłania. Bardzo lubiłam uczucie, które kapsułki zostawiały po sobie: redukowały uczucie ściągnięcia naskórka, po wstaniu z łóżka nie czułam potrzeby używania silnie nawilżającego kremu. Natomiast dopiero dziś zerknęłam, co one mają w składzie. Na pierwszym miejscu jest dimethicone, czyli silikon. Czyli, de facto, te kapsułki nie nawilżają naszej skóry, a dają złudne uczucie wygładzenia. Na szczęście, akurat ten składnik ma niski wskaźnik komedogenności, tylko u osób wyjątkowo wrażliwych na zapychanie powoduje zaskórniki lub nasilenie trądziku, ale wiadomo, lepiej uważać, niż leczyć. W przypadku silikonów, wrażenie nawilżenia pozostaje na skórze, dopóki go nie zmyjemy. Czyli to, że rano czułam że moja twarz jest w lepszej kondycji, znaczyło tyle, że nie tarłam skóry przez sen:) Po zastosowaniu żelu do mycia twarzy, toniku, czy czym tam przemywamy twarz rano, wszystko wraca do normy. Składniki kapsułki nie dochodzą do wnętrza skóry, ich działanie kończy się na pozostawieniu przyjemnego filtru na jej powierzchni. Na razie nie planowałam kupić ich ponownie, bo przekonałam się do naturalnych olei, ale byłam z nich zadowolona. Teraz trochę zwątpiłam w ich działanie. Takie kapsułki na pewno dobrze sprawdziłyby się do zabezpieczenia końcówek włosów, natomiast nie wiem, czy sięgnę po nie ponownie do twarzy. Co prawda, nie zauważyłam, by pogorszyły stan mojej cery, więc nie wątpię, że jeszcze kiedyś wylądują w moim koszyku.


Cena i dostępność:

5,99, drogerie Rossmann.


Jeśli nie jesteście pewne, czy spodoba Wam się sposób pielęgnacji cery olejami, to warto sięgnąć po ten produkt. Jeśli zaś przed kupnem skrupulatnie czytacie skład kosmetyków, nie ma po co po nie sięgać. Nie odpowiem bezpośrednio czy warto, czy nie, bo same najlepiej znacie potrzeby Waszej skóry i najlepiej osądzicie, czy takie kapsułki się Wam przydadzą czy będą zbędnym produktem.

Pozdrawiam
Milka;)

czwartek, 12 czerwca 2014

Dobry micel za niewielkie pieniądze - Garnier :)


Po ponad 3 miesiącach codziennego używania Płynu Micelarnego Granier Skin Naturals, udało mi się zużyć całą, ogromną (400 ml) butelkę. Zdaję sobie sprawę, że powiedziano i napisano o nim już sporo, jednak jeśli macie ochotę przeczytać, co ja mam na jego temat do powiedzenia zapraszam do przeczytania dzisiejszego posta.

O produkcie:




Opakowanie:

Płyn zamknięty jest w dużej 400 butelce wykonanej z grubego, solidnego plastiku. Jest odporna na zgniecenia, można ją swobodnie wrzucić do walizki, bez obawy, że coś nam się wyleje. Szata graficzna jest minimalistyczna, ładna czcionka, co bardzo mi się podoba. Najważniejsze informacje od razu rzucają się w oczy, bo znajdują się z przodu opakowania, z tyłu napisów nieco więcej. Znajdziemy skład produktu, opis działania i informację, jak długo produkt można przechowywać po otwarciu (6 miesięcy). Nie mam się do czego przyczepić.

Wygląd:

Jak na micel przystało konsystencja płynna. Produkt bezbarwny i bezzapachowy.

Wydajność:

Producent twierdzi, że wystarcza na 200 zastosowań. Dla mnie to było ponad 3 miesiące codziennego używania, zawsze wieczorem i czasami również rano. Na pewno ponad 100 aplikacji, czyli ponad 200 wacików. Jeśli ktoś używa płynów tylko do demakijażu oczu, starczy na wieki.

Moje odczucia:

Producent zaznaczył na opakowaniu, że to produkt 3 w 1, który

  • usuwa makijaż
  • oczyszcza
  • koi

Co ja o tym sądzę?

Nie używam kosmetyków wodoodpornych, z moim makijażem radzi sobie całkiem dobrze, narzekać nie mogę. Płyn nalewam na wacik, przytrzymuję przez chwile (dzięki temu, że nie trzeba pocierać jest delikatny dla rzęs), po czym schodzi ponad połowa tuszu, czynność powtarzałam, zwykle wystarczyła druga strona wacika, a nie kolejny i następny. Znam szybciej działające płyny, ale w tej cenie na razie nie znlazłam lepszego. 

Czy oczyszcza? No płyn micelarny nie ma nam dogłębnie oczyścić porów, jeśli chodzi o zmycie makijażu z twarzy, no to podobnie jak wyżej, radzi sobie przyzwoicie. 

Działanie kojące? Ciężko mi to ocenić. Nie mam wrażliwych oczu, czy zaczerwienień na twarzy, ten także mnie nie podrażnił. Nie zauważyłam, żeby skóra była jakoś szczególnie ukojona. Na pewno nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Poza tym zawsze używam tonika i to od niego takiego działania wymagam.

Cena i dostępność:

Znajdziecie je na pewno w Super-Pharm i Rossmanie. Koszt w cenie regularnej 18-22 zł, wczoraj widziałam, że w SP jest na nie promocja (11,99).

Podsumowując:

Duża butla starcza na długo, aż byłam zła, bo chciałam testować inne produkty. 
Opakowanie naprawdę estetyczne, przypadło mi do gustu. 
Skład jest krótki, użyty konserwant (polyaminopropyl biduanide) jest delikatny i dobrze tolerowany nawet przez wrażliwe skóry. Makijaż usuwa przyzwoicie, nie dużo gorzej od swoich wysokopółkowych kolegów. Jeśli jeszcze go nie znacie koniecznie wypróbujcie, jestem pewna że i u was się sprawdzi. Cena dodatkowo działa na jego korzyść.W szkole dostałby ode mnie mocną piątkę;) Teraz moją ciekawość zaspokajają produkty innych firm, ale do tego na pewno wrócę z racji niskiej ceny i dobrego działania.


Teraz mój miś z krzywą buźką macha na pożegnanie Wam i pustej butelce Garniera:)

Pozdrawiamy,
Milka I Miś;)

środa, 11 czerwca 2014

Nowości Ziaja ze sklepu agness !

Jeżeli tak jak ja, uwielbiacie nowości i lubicie być na bieżąco ze światem kosmetyków- ten post jest dla Was.
Jeżeli tak jak ja, uwielbiacie dobrą, tanią, polską firmę Ziaja - to już tym bardziej ten post jest dla Was.

Jeżeli chociaż raz odpowiedziałaś "TAK", zapraszam Cię do dalszej części posta :)


Markę Ziaja bardzo lubię. W swojej ogromnej ofercie ma wiele godnych uwagi produktów za przysłowiowe grosze. Wiadomo, nie wszystkie kosmetyki będą służyć każdemu, nie mniej warto przyjrzeć się ich ofercie. O Ziaja Pro już nie wspomnę, te kosmetyki są stworzone do użytku w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych! 

Od kilku dni w sprzedaży dostępna jest nowa seria kosmetyków, dedykowana cerze normalnej, tłustej i mieszanej. Zawiera hydrofilowy ekstrakt z liści z drzewa Manuka. Niezmiernie się ucieszyłam, gdy przy ostatnich zakupach dostałam próbki i ulotkę informującą o nowej serii.


W jej skład wchodzi aż 7 produktów:


1. Żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień / na noc:




Ten kosmetyk jakoś specjalnie nie przykuł mojej uwagi, ponieważ mam swoich ulubieńców w kwestii oczyszczania twarzy i do tego, niestety, spore zapasy w łazience. Będzie to na pewno dobry produkt dla tych, którzy uwielbiają proste rozwiązania i kosmetyki typu kilka w jednym.

2. Żel myjący normalizujący na dzień / na noc:




Dostałam próbkę tego żelu i już dziś mam zamiar wypróbować. Na 2 miejscu ma SLES, nie lubię takich żeli do codziennego stosowania, natomiast nie ma nic lepiej pieniącego się w połączeniu ze szczoteczką do mycia twarzy. Plus za opakowanie z pompką. Jeśli próbka mnie skusi, chętnie zastąpię nim mój Vichy Normaderm, którego jeszcze trochę mi zostało.

3. Tonik zwężający pory na dzień / na noc:


Toniki uwielbiam w każdej postaci, więc zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego opakowania bez próbowania. Opakowanie z atomizerem jest na pewno higieniczne, jednak ja zawsze nakładam tonik na wacik, co doda mi kilka dodatkowych sekund na jego przyzwoite zwilżenia. Podoba mi się zapach, który określiłabym jako ziołowo - mentolowy. Zobaczymy, co dalej. 

4. Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom:


Na zakup pełnowymiarowego opakowania zdecydowałam się po użyciu próbki. Pasta głęboko oczyszczająca? Spodziewałam się jakiegoś peelingu enzymatycznego czy maseczki, tymczasem ten produkt to mocny, gęsty peeling. Zawiera drobne, jednak dość ostre drobinki. Produkt nałożyłam na dłonie i przez chwile masowałam twarz, zostawiłam na moment na czas mycia zębów i spłukałam. Skóra była widocznie odświeżona i dobrze oczyszczona. Pierwsze wrażenie - jestem na tak! Dodatkowym plusem jest oczywiście cena (poniżej 10 zł).

 5. Krem nawilżający, balans korygująco - ściągający SPF 10:



Również otrzymałam próbkę i zamierzam użyć jej jutro rano, by sprawdzić, jak utrzymuje makijaż. Plus za brak parafiny w składzie i za to, że zawartość kryje się w higienicznej tubce. Produkt mnie zaciekawił i jeśli pierwsze wrażenie będzie tak pozytywne jak w przypadku pasty, chętnie kupię na jesienne miesiące ( na lato wybieram kremy z wyższym filtrem). 

6. Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc:


Nie wiem, czy dobrze mi się wydaje, ale to chyba pierwszy produkt Ziai z kwasami? Jeśli tak to oby tak dalej! Raczej nie skuszę się na jego zakup, ponieważ wiosną używałam kremu Pharmaceris z 10% kwasem migdałowym i chyba nawet to stężenie było dla mnie za niskie. Jeśli jednak chcecie zacząć przygodę z kwasami, to jak najbardziej ten produkt może się sprawdzić! Pharmaceris oferuje również krem 5%, jednak w cenie 4- krotnie wyższej, więc czemu by się nie skusić na Zaiaję? 

7. Reduktor zmian potrądzikowych, wysoka koncentracja substancji aktywnych:


To może być prawdziwy hit! Jak tylko skończy mi się sesja, przyjrzę się co ma w składzie. Nie ukrywam, że bardzo kusi mnie jego zakup.




Gdzie kupić? 
Produkty są dostępne od kilku dni, więc nie sądzę, by można je było znaleźć w Rossmanie, czy innej dużej drogerii. Proponuję poszukać w sklepach firmowych Ziai - Tu możecie sprawdzić czy znajduje się on w waszej okolicy. Jeśli nie, to chciałabym Wam polecić sklep agness, gdzie ja zaopatrzyłam się w te produkty. 
Niedawno dowiedziałam się, że niedaleko mojego domu znajduje się sklep (a właściwie punkt odbioru osobistego sklepu internetowego) z naturalnymi kosmetykami, ale i nie tylko. Znajdziemy tam asortyment ciężko dostępnych marek, takich jak np. gdyński Marion. W ciągu tych kilku dni skorzystałam z ich usług już trzy razy i mogę je Wam serdecznie polecić. Jak żałuję, że dopiero dowiedziałam się o ich istnieniu! I to zaledwie kilka kroków od mojego domu! Mam ten plus, że przy odbiorze osobistym, nie płacę za przesyłkę, ale produkty wysyłają na całą Polskę, więc nikt nie będzie miał problemu, by się w nie zaopatrzyć. A że ceny bardzo przystępne, polecam ! Kuszą mnie naturalne szampony i balsamy na wagę (kocham te produkty marki Organique), te zaś są kilkakrotnie tańsze. Moje zakupy ze sklepu agness możecie zobaczyć poniżej, a tymczasem zapraszam na ich stronę internetową i fanpage na facebooku: 

Sklep internetowy agness - http://www.agnesssklep.pl
Link do strony na facebooku - Polubcie koniecznie!



Życzę rychłej możliwości przetestowania nowości Ziai oraz przyjemnego korzystania ze sklepu internetowego agness,

Milka:) 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Zapomniany krem, Nivea Visage - make up starter



Korzystając z chwili przerwy w nauce, chciałabym Wam przedstawić moje zdanie o pewnym kremie od Nivea. Marka została stworzona ponad 100 lat temu, na rynku polskim także od niepamiętnych czasów. Nie wiem co mnie do niej ciągnie. Nie ma naturalnych składów, ma kilka lepszych i kilka gorszych produktów. Znam bardzo kiepskie i rewelacyjne. No i chyba sentyment z dziecięcych lat pozostał, także cieszę się kiedy wypuszcza nowości i chętnie je testuję.  W zeszłym roku zrobiło się głośno o kremie, a właściwie krem-żelu, który miał być przełomem w szybkim nawilżaniu cery dla osób, które zawsze rano mają za mało czasu :) Pomyślałam, że to coś dla mnie i kupiłam różową wersję do cery suchej i wrażliwej.

NIVEA VISAGE, Make up starter- fast absorbing cream.


Kupiłam, poużywałam, stwierdziłam, że nie dla mnie i odstawiłam na półkę. Kilka dni temu skończył mi się mój krem na dzień i odnalazłam Nivea w czeluściach łazienki. Jeśli jesteście ciekawi, czy zmieniło się moje zdanie na jego temat, to zapraszam do dalszej części recenzji.


poniedziałek, 31 marca 2014

Pod lupą: Kremy pod oczy (cz. 2)

Witam Was bardzo serdecznie!




Dziś zapraszam na drugą część sagi o tym, co kryje się w kupionych przeze mnie kremach pod oczy.
Czas na krem, który ma zmniejszać obrzęki i rozjaśniać cienie pod oczami. Kupiłam go w sklepie Ziaja dla Ciebie za około 8zł. Dodatkowo dostałam próbkę kremu do twarzy z tej serii, która także załapała się na zdjęcie:)
Przed Wami: Ziaja, seria Sopot rozświetlenie:


Dziś mija dokładnie tydzień, jak zaczęłam go stosować, rano i wieczorem. Ma lekką, dość wodnistą konsystencję, bardziej płynną niż Lirene. Cudów nie zdziałał, ale widzę zdecydowaną poprawę. Naturalnie mam duże, dość ciemne cienie pod oczami, obojętnie która jest godzina i bez względu na to, czy się wyśpię, czy nie. Krem ich nie zniwelował, ale są widocznie rozjaśnione. Aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia przed i po! Dodatkowo dobrze nawilża skórę, nie wchłania się jakoś bardzo szybko, ale przy cienkiej warstwie nie ma z tym problemu, nie podrażnia moich oczu i co dla mnie najważniejsze-dobrze utrzymuje korektor, nic się nie roluje;)
Teraz przejdźmy do meritum, czyli do składu. Na pierwszy rzut oka widzę wielką wadę- zawiera parabeny. Mój krem jest ważny do czerwca 2016 roku, czyli około 2,5 roku od produkcji, niestety nie dopatrzyłam się na opakowaniu, jak długo można go stosować po otwarciu (a to, z tego co wiem, obowiązkowa informacja). Żeby jednak nie zaczynać tak negatywnie- pierwszy plus- brak substancji zapachowych, coś dla alergików i tych, o wrażliwych oczach.


  • Aqua- woda, zawsze na pierwszym miejscu w kremach, w tych nawilżających jej zawartość może wynosić nawet 80%. Jest rozpuszczalnikiem dla substancji aktywnych, doraźnie działa nawilżająco chroniąc przed wysuszeniem.
  • Caprylic/Capric Trigliceride, czyli trójgliceryd kaprylowo-karynowy jest emolientem, powoduje wzrost lepkości kosmetyku, czyli wpływa na jego konsystencję, utrudnia odparowywanie wody, czyli pośrednie działanie nawilżające. 
  • Hydrogenated Coco-Glycerides-uworodniona mieszanina glicerydów z oleju kokosowego-emolient, składnik konsystencjotwórczy, umożliwia powstawanie emulsji.
  • Elaeis Guineensis (Palm) Oil- olej palmowy, plus za składnik naturalny, ten tłuszcz roślinny nadaje emulsjom pożądaną konsystencję.
  • Octyldodecanol-alkohol, emolient, jego zadaniem jest stabilizowanie emulsji, czyli zapobiega rozwarstwieniu się składników.
  • Glycerin- o glicerynie już pisałam, nawilża i moim zdaniem na tej pozycji może działać tylko pozytywnie.
  • Hesperidin Methyl Chalcone- jest to flawonoid, uzyskiwany z cytrusów. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych oraz zmniejsza ich przepuszczalność, wykazuje działanie tonizujące. Hesperydyna posiada także właściwości przeciwzapalne i to ona ma nam pomóc zredukować obrzęki i opuchliznę, czyli jest składnikiem aktywnym tego kremu.
  • Steareth-20- alkohol stearylowy, lizczba obok niego mówi nam ile moli tlenku etylenu jest do niego przyłączonych(im więcej tym substancja jest lepiej rozpuszczalna w wodzie), emulgator
  • Dipeptide-2- delikatnie wygładza pierwsze zmarszczki.
  • Palmitoyl Tetrapeptide-7- także działa przeciwstarzeniowo, poprzez styumulację syntezy kolagenu i elastyny w fobroblastach.
  • Cetearyl Glucoside- jest to substancja bardzo łagodna dla skóry, zmniejsza działanie drażniące innych składników, emulgator, stabilizator.
  • Cetearyl Alcohol- emolient.
  • N-Hydroxysuccinimide- kolejna substancja, która ma nam pomóc w walce z cieniami pod oczami. Przyspiesza usuwanie substancji odpowiedzialnych za powstawanie sińców pod oczami.
  • Chrysin- składnik naturalny, z grupy flawonoidów, aktywuje enzym odpowiedzialny za eliminację pigmentacji bilirubiny oraz żelaza (atom centralny hemoglobiny), co pomaga zmniejszyć cienie pod oczami. O tym składniku dużo szukałam w internecie i powiem, że nie wiem co o nim sądzić. Jest używany w kosmetyce stosunkowo od niedawna (3,4 lata), jest on również stosowany jako suplement dla kulturystów, którzy chcą zwiększyć masę mięśniową poprzez wzrost testosteronu, podobno poprzez zahamowanie syntezy estrogenów. W zakresie potencjalnej toksyczności przeprowadzano badania na rybach, gdzie małe stężenie chrysinu stymulowało toksyczność komórkową hamując syntezę DNA w komórkach wątroby. W badaniach na szczurach oraz na ludziach nie wykazano objawów ubocznych. Za to spowodował rewolucję, jeśli chodzi o zmiany fotostarzeniowe i pigmentacyjne. Od siebie mogę powiedzieć, że wydaje mi się iż w takiej ilości, jaką użyjemy nic złego nam nie zrobi, ponadto ciągle trwają różne badania, ale zdecydowanie wolę używać bardziej sprawdzonych składników.
  • Palmitoyl Oligopeptide- Stymuluję syntezę kolagenu i kwasu hialuronowego w skórze. 
  • Panthenol- O pantenolu też już pisałam, lubimy się:). Jeśli nie jest głównym składnikiem to jest humektantem (zapobiega wysychaniu), ale ogólnie działa cuda, nawilża, działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację naskórka. Same plusy.
  • Ceteareth-20 - emulgator, dodatkowo pełni rolę solubilizatora (kolejne mądre słowo ! :), a znaczy mniej więcej tyle, że umożliwia wprowadzenie do roztworu wodnego substancji, które trudno się w niej rozpuszczają (wyciągi roślinne, tłuszcze, kompozycje zapachowe).
  • Propylene Glycol- humektant, ogólnie substancja bardzo bezpieczna do stosowania na skórę, nawet w 50% stężeniu.
  • Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer- reguluje konsystencję kosmetyku, składnik warstwy okluzyjnej.
  • Isohexadecane- emolient.
  • Polysorbate 80- emolient, dobrze tolerowany przez skórę i błony śluzowe.
  • Tocopheryl Acetate- antyoksydant.
  • Sodium Polyacrylate-substancja stabilizująca emulsję, przedłuża trwałość.
  • Methylparaben- konserwant, co tu dużo pisać, kto nie słyszał o parabenach? :)
  • DMDM Hydantoin- konserwant, mówi się, że kosmetyków zawierających ten składnik nie powinny używać kobiety w czasie ciąży i laktacji.
  • Ethylparaben-parabenów ciąg dalszy.
Podsumować takie posty jest ciężko, bo de facto nie znam dokładnych ilości danego składnika w preparacie. Ten krem, pod wpływem składu wydaje mi się przeciętny, jak na kosmetyk drogeryjny. Producent nie chwali się naturalnym składem, a trochę naturalnych składników ma - to na plus. Zawiera substancje, które mają zmniejszać obrzęki, wiem, że wielu osobom nie pomaga, być może w zbyt małej ilości, jednak ja po kremach cudów bym się nie spodziewała, po nie to do gabinetów medycyny estetycznej :). No ale zawartość konserwantów mi się nie podoba. Wolę mieć krem, który muszę zużyć w krótszym czasie, ale nie wklepywać sobie w tak delikatną skórę niepotrzebnych substancji. Generalnie -nie chcę wydawać opinii, ja daję informacje, od Was zależy, jak je przyjmiecie. Tubkę zużyję do końca, bo podoba mi się efekt po tygodniu, chcę zobaczyć co dalej.

Jeśli interesuje Was, co kryje skład Waszych kosmetyków, a nie chce się Wam sięgać po fachową literaturę, mogę Wam polecić dwie, przydatne strony internetowe:
oraz

A jakie jest moje zdanie na temat składów?  Uważam, że we wszystkim trzeba zachować balans. Nie widzę potrzeby kupowania 100% naturalnych kosmetyków, które przy okazji są bardzo drogie i mają krótkie terminy ważności, ale dobrze jest wiedzieć czy substancja, która jest głównym składnikiem mojego produktu, jest szkodliwa. Jeśli tak, to z czystym sumieniem mogę ją zastąpić inną, bezpieczniejszą lub używać dalej ze świadomością, że jeśli coś złego narobi, to muszę mieć pretensje tylko do siebie. Warto też przyjrzeć się ofertom drogerii internetowych, które mają w swej ofercie półprodukty do samodzielnego wykonania kosmetyków (np. Biochemia Urody lub Mazidla.com) lub wykorzystać to, co mamy w kuchni lub w aptece. Myślę, że w przyszłości będą pojawiać się posty z serii : Zrób to sam:)


Tymczasem,
Do zobaczenia wkrótce!
Milka :)