Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

NIVEA - Repair & Targeted Care - szampon i odżywka



W zeszłym roku przez długi czas używałam aptecznych szamponów, które bardzo dobrze się u mnie sprawdzały. Dostałam jednak próbkę szamponu i odżywki Nivea Diamond Volume i wrażenie było tak pozytywne, że stwierdziłam, że niepotrzebnie przepłacam. Szamponu używam nadal, co kilka dni. Niedawno dostałam propozycję przetestowanie nowej linii produktów, na co ochoczo przystałam. Dziś zapraszam Was na moją opinię o tym duecie. Czy sprawdziły się u mnie tak dobrze jak Diamond Volume?

wtorek, 15 marca 2016

Krem wobec którego nie przejdziesz obojętnie...


... a jest nim... krem do rąk! Pomyślicie, że to przesada tak wychwalać produkt do pielęgnacji dłoni. Pewnie też bym tak zareagowała, gdybym nie znała zapachu tego produktu, którym właśnie mnie zauroczył i nie pozwolił pozostawić na półce w sklepie! Kupiłam go zaraz po premierze, kiedy to linia winogronowa marki Organique wzbogaciła się o kilka nowych produktów. Miało to miejsce akurat, jak byłam we Wrocławiu. Od tamtej chwili stał się stałym bywalcem mojej torebki i ktokolwiek poczuł jego zapach, pytał co tak pięknie pachnie! 


Moja skóra dłoni, zwłaszcza zimą, jest bardzo sucha, dlatego co do działania kremów do rąk, również mam wysokie wymagania. Ten spełnia je w 100%. Dobrze nawilża, szybko się wchłania. Nałożony grubszą warstwą może być stosowany na noc, jako kompres. 


W składzie znajduje się sporo składników aktywnych, ale w przypadku tej marki to norma. Produkt zaklasyfikowany jest jako kosmetyk przeciwstarzeniowy, który ma rozjaśniać przebarwienia i wyrównywać koloryt skóry. Na ten temat wypowiadać się nie mogę, ale nie sądzę, by ktoś szukał takiego działania w kremie do rąk.


Tubka zawiera 70 ml produktu, który należy zużyć w przeciągu 12 miesięcy i kosztuje 21,90zł. Jeśli w pobliżu Waszego domu nie ma salonu Organique, możecie go zakupić na stronie internetowej.

O innym kremie do rąk tej marki możecie poczytać tutaj.

Kamila :)

piątek, 26 lutego 2016

Dwa śmierdzioszki, które ratują skórę.


Lubię dobre perfumy, tanie odpowiedniki zawsze śmierdziały mi alkoholem i wolałam nie używać ich wcale, niż kupować tanie podróbki. Jednak w przypadku kosmetyków drogeryjnych: płynów czy żeli pod prysznic, nie jestem wybredna. Podoba mi się większość zapachów. Czasami mam ochotę na cytrusowe, czasami na kwiatowe, zawsze wracam do kremowego zapachu żeli Dove... ale generalnie mogę kupować w ciemno i z większą lub mniejszą przyjemnością zużyję buteleczkę. Kiedy zaczęłam używać naturalnych produktów, czasami brakowało mi dobrego zapachu, ale nie krzywiłam się ani przy czarnym mydle, ani przy bezzapachowych kremach. 
Schody zaczęły się, gdy postanowiłam wypróbować olejki do kąpieli. Dziś będę narzekać (ale tylko i wyłącznie na zapach), ale przede wszystkim polecać genialne produkty, w dwóch wersjach: budżetowej i tej nieco droższej. Dowiecie się, czy warto wydać kilka złotych więcej, czy można sięgnąć po najtańszą na rynku Isanę oraz w ogóle kiedy i po co sięgnąć po olejki. Mam nadzieję, że Was zainteresowałam i chętnie przejdziecie do dalszej części wpisu.

piątek, 11 grudnia 2015

Naturalna maseczka dla wygodnickich :) I wyniki mikołajkowego konkursu!


Dziś będzie post o maseczce. Zapraszam tych, którzy lubią produkty o dobrym składzie, ale niekoniecznie chcą się bawić w półprodukty, nawet tak proste do przygotowania jak maseczki glinkowe. Zapraszam!

niedziela, 15 listopada 2015

Ava | Serum - żel pod oczy z zielem świetlika


Raptem miesiąc temu opisywałam krem pod oczy z Sylveco, który bardzo polubiłam, a już dziś przychodzę z kolejną recenzją produktu pod oczy. Tym razem kosmetyk ma żelową formułę, wzbogaconą zielem świetlika. Dlaczego tak szybko zdecydowałam się na recenzję? Albo jestem nim zachwycona, albo, niestety, nie sprostał oczekiwaniom. Jeśli chcecie wiedzieć, jak jest naprawdę, zapraszam na jego recenzję!

wtorek, 3 listopada 2015

The Body Shop - krem do rąk moringa


To, że już kilkakrotnie recenzowałam na blogu kosmetyki marki The Body Shop, świadczy o tym, że naprawdę je lubię. Ich najmocniejszą stroną są oczywiście masła do ciała, na sezon zimowy idealne! W tym roku będę korzystać ze smoky poppy, które kupiłam już dawno, mimo że miałam spory zapas balsamów do ciała. Dlaczego? Zapach jest genialny, a niestety była to edycja limitowana. Nie mniej, wiem, że w regularnej sprzedaży znajdziecie zapach odpowiedni dla siebie. Dla mnie niekwestionowanym ulubieńcem przez około trzy lata była moringa, dlatego też przy jednej z wizyt w sklepie, zdecydowałam się na krem do rąk o tym zapachu. Tego, czy jestem zadowolona z jego działania, dowiecie się z dalszej części posta. Zapraszam!

poniedziałek, 26 października 2015

Serum pobudzające wzrost rzęs - nie mówię "nie", ale warto się zastanowić.


Naprawdę chciałabym, aby ten post opiewał w zachwyty nad tym kosmetykiem i był opatrzony zdjęciami pięknych firanek rzęs. Niestety, tak nie będzie. Co prawda, rzęsy urosły i tu nie mam nic do zarzucenia, ale chyba zbyt dużym kosztem... Zresztą oceńcie sami.

piątek, 16 października 2015

Polecam: Sylveco - łagodzący krem pod oczy.



Kiedyś pisałam Wam, że niezbyt regularnie sięgam po kremy pod oczy. Jednak, kiedy zaczęłam codziennie używać korektora w tę okolicę, taka konieczność zaistniała. Kiedyś... Cofnęłam się do historii bloga i okazało się, że mój poprzedni, a zarazem pierwszy krem pod oczy, zużyłam w październiku ubiegłego roku. Z tym codziennym stosowaniem nadal nie jest idealnie, ale jestem na dobrej drodze. Łagodzący krem pod oczy marki Sylveco towarzyszył mi w pielęgnacji twarzy okrągły rok- trochę z mojego lenistwa, trochę z jego pojemności. Opakowanie jest dwa razy większe niż tych, które zwykle się spotyka w drogeriach (ma aż 30 ml), a kosztuje około 30 zł, cena na każdą kieszeń !
Zapraszam do przeczytania pełnej recenzji !

poniedziałek, 28 września 2015

Co sądzę o wodzie termalnej Uriage?

Dziś będzie o wodzie. 


Każdy z nas wie, jak ważna jest dla naszego organizmu. Dzięki niej również skóra dłużej zachowuje młodość, ale żeby kupować wodę w sprayu i to często za spore pieniądze, większości nawet się nie śniło. Ja również dość ostrożnie podchodziłam do tematu, ale że w zeszłym roku dostałam miniaturkę wody innej marki i byłam zadowolona, postanowiłam na ciepłe miesiące zakupić sobie najbardziej znaną w blogosferze wodę termalną Uriage. Za oknem coraz bardziej jesiennie, więc zapraszam na recenzję po kilku miesiącach stosowania.

środa, 12 sierpnia 2015

PIANOTWORY, czyli obudź w sobie dziecko!


Nie zliczę, ile razy śmiałam się pod nosem widząc polskie tłumaczenia zagranicznych piosenek czy chociażby tytułów filmów. I to nie dlatego, że nasz język ojczysty jest ubogi, co to to nie! To raczej wina tłumaczących. Jednak w przypadku tego kosmetyku nazwa jest tak genialna i zabawna, że tylko i wyłącznie dla niej wrzuciłam ten produkt do koszyka. No, może też dlatego, że uwielbiam wszelkiej maści kąpielowe umilacze, a ten bez wątpienia do nich należy. Przed Wami PIANOTWORY do kąpieli!

wtorek, 11 sierpnia 2015

Klasyk nad klasykami, czyli demakijaż z Biodermą


Niedługo na blogu pojawi się denko, a w nim między innymi kolejna butla chyba najbardziej popularnego płynu micelarnego na rynku. Czy warto wydać nieco więcej i kupić ten kosmetyk? Jeśli jesteście ciekawe mojego zdania, zapraszam do dalszego czytania.

wtorek, 9 czerwca 2015

Max Factor Creme Puff - puder w kamieniu.



Niegdyś markę Max Factor darzyłam niezachwianym zaufaniem. Ze wszystkich używanych kosmetyków byłam zadowolona. Teraz moja sympatia trochę zmalała, jednak wciąż uważam, że ma kilka niepowtarzalnych perełek. Co prawda, firma należy do droższych marek drogeryjnych, jednak ich kultowy produkt - puder, który na rynku istnieje od 1953 roku, można kupić w drogeriach internetowych za niecałe 20 zł. Skusiłam się na niego w takiej promocji już wiele miesięcy temu i chciałabym napisać dziś o nim kilka słów.

niedziela, 31 maja 2015

Opalenizna w sprayu - SunOzon z Rossmanna



Nigdy nie używałam samoopalaczy, nie korzystam też z solarium. Pewnie więc nie kupiłabym tego produktu, gdyby nie ilości wesel, na jakie w tym roku jestem zaproszona. A ponieważ żaden urlop w międzyczasie się nie szykuje, postanowiłam zaryzykować i wypróbować sztuczną opaleniznę. Jeśli chcecie wiedzieć, czy pierwsze zetknięcie z samoopalaczem uważam za udane, zapraszam dalej.

czwartek, 21 maja 2015

Pharmaceris | Krem z 10% kwasem migdałowym - jak się u mnie sprawdził?

 

Wiele z Was pod ostatnim postem gratulowała mi tak dużego denka. To efekt tego, że staram się nie mieć kilku kosmetyków tego samego rodzaju. Następny otwieram dopiero, gdy poprzednik dobije dna. Chcę skrupulatnie kończyć wszystkie otwarte kosmetyki i minimalizować ich ilość. W ten sposób wróciłam do używanego w zeszłym roku kremu Pharmaceris z 10% zawartością kwasu migdałowego. Kurację przerwałam, bo przechodziłam kurację u kosmetyczki, a nie chciałam potęgować działania tym produktem. Na szczęście ważny jest 12 miesięcy po otwarciu, więc mogłam jeszcze do niego wrócić i już praktycznie dobił dna. Jeśli jesteście ciekawe, czy jestem zadowolona, zapraszam dalej.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Moja perełka ! I to nie jedna, a 15...gramów !


Pierwszym kosmetykiem do makijażu, który używałam i w sumie używam nadal, był puder w kompakcie.
(Etap błyszczyków dodawanych do gazet w podstawówce pominę:)
Nakładany oczywiście załączoną gąbeczką, bo o tym, że istnieją jakieś pędzle nawet nie śniłam. Było to jakoś na początku gimnazjum, czyli dokładnie dekadę temu.
I wierzcie lub nie, dużo później zorientowałam się, że pudry istnieją też w innych postaciach, że mamy nie tylko te w kamieniu, ale także sypkie lub w perełkach. Jak dowiedziałam się, że są różne warianty wykończenia (matujące, rozświetlające, wygładzające itp.), następnie, że są jeszcze bronzery i rozświetlacze, to już w ogóle był szok :).

Kiedy zaczęłam interesować się kosmetykami i posiadałam już pędzle do makijażu, to spodobały mi się meteoryty od Guerlain. Ciekawy kosmetyk, pięknie wyglądające, nie tylko opakowanie ale i same perełki. Byłaby to miłość idealna, gdyby nie cena. Tak więc nigdy nie zdecydowałam się na kupno.
W zeszłym roku dowiedziałam się o istnieniu podobnego produktu od KOBO. 



Minęło już kilka miesięcy, od kiedy popędziłam do Drogerii Natura, więc chętnych zapraszam na recenzję.