Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 czerwca 2014

Poszukując podkładu idealnego - Rimmel Wake me up



Każda cera wygląda lepiej z wyrównanym kolorytem i ukrytymi niedoskonałościami, więc jeśli tylko robię makijaż, zaczynam od nałożenia podkładu. Przychodzę więc z recenzją Rimmel'a, który jest moim letnim ulubieńcem od lat. Kończy mi się kolejna buteleczka, która została jeszcze po zeszłorocznych wakacjach. Dla mnie jest bardzo dobry i z chęcią do niego wracam. To w ogóle jeden z pierwszych podkładów, po które sięgnęłam. Oto przed Wami:

Rimmel Wake me up

O produkcie:



"Pierwszy podkład Rimmel, który pobudza cerę i sprawia, że promienieje blaskiem. Nadaje skórze nieskazitelny wygląd. Działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia. Zawiera peptydy i nawilżający kompleks witaminowy."

Opakowanie:



30 ml produktu zamknięte jest w zgrabnej, szklanej buteleczce z pompką. Nie jestem fanką pomarańczowego koloru, ale opakowanie prezentuje się nieźle. Z łatwością odnajdziemy je na półce w drogerii. Kształt mi się podoba, zwężenie butelki sprawia, że nie wypada z rąk. Pompka dobrze dozuje, da się wycisnąć tylko trochę. 

Odcień: 

Obecnie posiadam kolor 100 Ivory i jest on najjaśniejszy z sześciu dostępnych w drogeriach. Kiedyś używałam ton ciemniejszego (103 True Ivory), który w sklepie wydaje się bardziej zbliżony do mojej karnacji. Warto jednak wiedzieć, że po jakimś czasie stania na półce, ciemnieje w butelce. Nie zauważyłam, by na twarzy ciemniał po aplikacji, jednak trzeba liczyć się z tym, że po miesiącu użytkowania będzie ciemniejszy niż w dniu zakupu. W opakowaniu widoczne są połyskujące drobinki.

Zapach: 

Nie należy do przyjemnych, jednak czuć go tylko chwilę, przy aplikacji, więc dla mnie nie ma to za bardzo znaczenia.

Konsystencja:



Przy wypompowywaniu wydaje się, że konsystencja jest gęsta, jednak po chwili staje się bardziej lejąca. 

Efekt:


Moje odczucia:

To mój faworyt na lato! Jest lekki, dopasowuje się do cery, która po jego nałożeniu naprawdę wygląda na wypoczętą. Koloryt wyrównany, o efekcie maski nie ma mowy. Jednak nieskazitelny wygląd to trochę przesadzona obietnica producenta, gdyż należy raczej do tych średnio kryjących (wyprysków czy czerwonych plamek nie ukryje, nie obejdzie się bez korektora). Drobinki nie są widoczne na cerze w postaci brokatu, a jedynie delikatnie mienią się na słońcu. Jeśli komuś ten efekt się nie podoba, podkład wystarczy przypudrować. Ja najczęściej omiatałam twarz pudrem jedynie w strefie T, bo efekt rozświetlenia bardzo mi pasuje. Oczywiście bez zagruntowania trzyma się krócej, ale coś za coś, nie lubię matowej cery latem (płaskiego matu, nie chodzi mi to, żeby świecić się jak bombka:). Po aplikacji przez chwilę jest lepki i wilgotny, ale potem ładnie się stapia ze skórą i jest niewyczuwalny.
Podkład nawilżający? Dla mnie głupota, bo nawilżający ma być krem. Takie wrażenie może występować, ale to złudne uczucie poprzez silikon na drugim miejscu składu. (Powinny na niego uważać osoby ze skłonnościami do zapychania, ja do takich należę, ale nie zaobserwowałam pogorszenia stanu skóry). Nie podkreśla suchych skórek, nie ma uczucia ściągnięcia, nie zaobserwowałam też wysuszenia. Zawiera SPF 15, jednak jeśli używacie na dzień kremu z filtrem, to trzeba pamiętać, że filtry się nie sumują, chroni nas tylko ten najwyższy. Więc dla mnie obecność filtra nie decyduje o kupnie podkładu, ale fajnie że producent pomyślał.
Nie jest to produkt bez wad, ale uwielbiam go za to, jak prezentuje się na mojej twarzy i na pewno będę do niego wracać, dopóki nie znajdę mojego ideału :) .


Cena i dostępność: 

Jak kupiłam swoją pierwszą buteleczkę kosztował jakieś 30 zł, teraz ponad 40. Dostępny w każdej drogerii.

Podsumowując: 

Jeśli szukacie lekkiego, rozświetlającego podkładu warto przetestować. Nie zauważyłam, żeby negatywnie wpłynął na stan mojej cery, a to jest dla mnie najważniejsze, bo w działanie nawilżające, odmładzające czy odchudzające nie wierzę :))


A jacy są Wasi podkładowi ulubieńcy? Chętnie przeczytam w komentarzach, bo jak, wiecie uwielbiam testować różne nowe produkty.



Pozdrawiam,
Milka:)


środa, 18 czerwca 2014

Moja wakacyjna lista marzeń ;)

Czy też tak macie, że mimo sporego zbioru kosmetyków, ciągle coś nowego przykuwa Waszą uwagę? Błagam, powiedzcie, że nie jestem odosobniona! Moje zakupy są często spontaniczne i nie zawsze do końca przemyślane. Są jednak rzeczy, na które nie mogę sobie od razu pozwolić. Ze względu na ich wysoką cenę, albo z powodu braku łatwej dostępności produktu. Lubię sobie wtedy o nich pomarzyć i cieszyć się chwilą, kiedy uda mi się je z wykreślić z listy zachcianek. 
Dzisiaj chciałabym się z podzielić moją listą marzeń. Będę bardzo szczęśliwa, jeśli chociaż w część z nich uda mi się zaopatrzyć na wakacjach. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do zapoznania się, co na niej widnieje:

Źródło

Podczas ostatnich zakupów w Douglasie dostałam próbkę tego podkładu w odcieniu 1N1. Używałam jej przez cały tydzień i jestem zachwycona! Jest delikatny, lekki i charakteryzuje się słabym kryciem. Jednak ujednolica tak niesamowicie, jakbym miała bardzo kryjący produkt na twarzy, albo idealną cerę. Nie wiem jak to możliwe, naprawdę! To typowy produkt na lato, więc wątpię, żebym sobie na niego pozwoliła w tym roku. Mam jeszcze kilka podkładów do wykończenia, a jego cena jest zaporowa- 165 zł.Nie mniej, musiałam go umieścić na tej liście, by o nim pamiętać. Może kiedyś wykreślę go z listy marzeń? (ale wcześniej pewnie jeszcze kilka razy, zanim wydam takie pieniądze na podkład, upewnię się, że wybrałam dobry odcień). Wczoraj dowiedziałam się o istnieniu w Trójmieście outletu tej marki. Na pewno tam zajrzę, choć wątpię bym znalazła w nim takie cuda.

Źródło

Jak je pierwszy raz zobaczyłam w Sephorze, przepadłam. Od razu rzuca się w oczy jego piękne tłoczenie, w postaci kwiatka. Wtedy powiedziałam resztkom swojego rozumu: "Daj spokój, dostępne są tylko 4 odcienie, na pewno nie dopasujesz koloru". Nie muszę mówić, że dopasowałam? 04 plum pop jest idealny. Jako, że akurat w Sephorze jest 15% zniżki, sądzę że w przeciągu kilku dni będzie mój. Jego cena regularna to 135zł

źródło

Mydło Aleppo z Organique (12-15% zawartości oleju laurowego). Mówią, że to mydło jest idealne do mycia twarzy. Naturalne, delikatne, działa odkażająco, przeciwzapalnie i nawilżająco. Chcę sprawdzić, o co tyle szumu. Po prostu. Za kostkę ponad 200g trzeba zapłacić niecałe 40 zł. Mam nadzieję, że w ciągu kilku dni znajdzie się w mojej łazience. 

Źródło
Nuxe - suchy olejek z drobinkami. Kosmetyk legenda. Nigdy mnie do niego nie ciągnęło, nawet widziałam na półkach w drogerii, ale omijałam szerokim łukiem. Ostatnio przeżywam fascynację olejkami, więc w końcu dotknęłam testera. Poczułam zapach, zobaczyłam drobinki na skórze, poczułam nawilżenie i dosłownie trzeba było mnie trzymać, żebym nie wyszła z nim z drogerii. Prawdopodobnie zdecyduję się na zestaw w Super Pharm w skład którego wchodzi 50 ml olejku z drobinkami, 10 ml standardowego i jeszcze jakaś miniaturka kremu. Za całość trzeba zapłacić 90zł.

Źródło
Z powyższego zestawu ciągnie mnie do odżywki w sprayu. Koleżanka twierdzi, że pomogła jej w zmaganiach z przetłuszczaniem włosów. Dzięki niej myje je nie codziennie, a co dwa dni. Lepszej rekomendacji nie mogłam usłyszeć. Czekam na promocję, bo nie chce płacić za nią 45 złotych.

Źródło

Mam dość długie i czarne rzęsy. Jednak która z nas nie marzy o rzęsach długich do nieba:)? Wystarczy wpisać nazwę tej odżywki w internecie, by zobaczyć kolejne opisy efektów jej działania u dziewczyn. Zawiera składnik aktywny, który wydłuża fazę wzrostu rzęs. Pamiętam, jaki był szał na pierwsze odżywki z tym składnikiem. Kosztowały jakieś 200-300zł. Ta jest tak samo dobra i znalazłam ją w aptece Gemini za niecałe 50zł. Ponieważ prawdopodobnie niedługo będę robić tam większe zamówienie, być może też trafi do mojego koszyka. 

Źródło
Tę firmę od dziecka pamiętam ze stoisk na Jarmarku Dominikańskim. Zaczepiali przechodniów, pokazywali magiczne właściwości tarki do stóp. Nie lubię takiego zachowania, więc omijałam ich szerokim łukiem. Po kilku latach zobaczyłam, że oferują szklane pilniczki w niewysokiej cenie, więc się skusiłam. Byłam tak zadowolona, że czekałam na kolejny Jarmark, bo szybko mi się zbił. Wtedy kupiłam także tarkę (strzał w dziesiątkę, każdy w domu ma swoją). Teraz też czekam na stoisko, bo produkty są ciężko dostępne. Ten krem miałam w zeszłym roku i był bardzo przyjemny. Nie wiem, czy skuszę się na ten, czy na inny. Na pewno podejdę i sprawdzę, co oferują. Kosztuje 13zł.

Źródło

Celia, to kolejna marka oferująca ciężkie do zdobycia perełki. O ich nowych kredkach usłyszałam w filmiku callmeblondieee, a że pomadki w kredce uwielbiam chciałabym, żeby i jakaś z powyższych trafiła do mojej kolekcji. Opakowanie nie zachwyca, jednak produkt jest ponoć godny uwagi. Pomadkę-błyszczyk po wielu trudach, dostałam w zeszłym roku na Jarmarku, więc liczę, że w tym roku będę miała szczęście do nich. Zobaczymy. Wydaje mi się, że kosztują około 10 zł. 

http://www.maccosmetics.pl/
Skoro to wakacyjna lista marzeń, nie mogło zabraknąć produktów marki MAC. Liczę, że uda mi się na kilka dni wyrwać z pracy i odwiedzić znajomych w Warszawie czy Poznaniu i przy okazji zrobić małe zakupy w tym sklepie. Rzecz, na którą zdecyduję się na pewno to osławiony korektor, który kryje dosłownie wszystko i utrzymuje się na twarzy cały dzień. Kosztuje 77 zł.

http://www.maccosmetics.pl/
Zastanawiam się nad zakupem pudru. Ponoć są tak wydajne, że starczają na pół roku. Nigdy nie miałam. Jeszcze nie wiem na jaki się zdecyduję, na zdjęciu to Studio Fix, jeden z najbardziej popularnych. Trochę liczę, że trafię na miłe panie obsługujące, które pomogą mi dobrać wykończenie i odcień. 

http://www.maccosmetics.pl/
Jako, że jestem fanką róży do policzków, na mojej liście długo widniał Well dressed. Wydaje mi się, że znalazłam ideał w marce Clinique, więc mam nadzieję, że nie stracę głowy i nie kupię kolejnego. Mam zamiar jednak przejrzeć ofertę marki i wyszukać czegoś ekstra. Może będzie to idealna czerwień? Oczywiście jest opcja, że wyjdę tylko z korektorem pod oczy, bo reszta produktów, to moje typowe zachcianki, 'no bo skoro już tu jestem...'

Źródło
Jeśli będę w Warszawie, na pewno odwiedzę Bath&Body Works. Mam nadzieję, że będą jeszcze wyprzedaże, bo ceny regularne przyprawiają o zawrót głowy. Jednak chętnie wejdę i powącham te wszystkie cudowności.

Źródło
W Trójmieście nie mamy niestety sklepu Phenome. Na wakacjach też nigdy do niego nie zaglądałam, bo mnie nie ciągnęło. Teraz o marce wiem trochę więcej, chętnie przyjrzałabym się ich kosmetykom z bliska. Składy niesamowicie kuszą, ceny zaś do przyjemnych nie należą. 

Źródło
Wiecie, że nigdy nie używałam rosyjskich kosmetyków? O tym mydle usłyszałam mniej więcej w tym samym czasie, co o Savon noir i od tamtej pory mam ochotę je zamówić. Co prawda, raczej nie planuję na razie zakupów on-line, ale nigdy nic nie wiadomo :) Zapach kwiatowy idealnie sprawdziłby się na letnie miesiące. Cena to 50zł.

Źródło

Ostatnia rzecz, w sumie niekosmetyczna, to kominek. Trochę już mnie irytuję, że wszystkie blogerki palą woski Yankee Candle malując przy tym paznokcie lakierami Essie. Jednak od kiedy otworzyli stoisko YC w Gdyńskiej Rivierze, kominkom przyglądam się z podziwem. Niedawno wprowadzili je też do oferty Organique, więc kurka coś w tym musi być! Nawet jeśli nie będę miała ochoty na palenie wosków, będzie piękną ozdobą na półce. 


Tak prezentuje się moja whishlista. Oczywiście, gdybym chciała wszystko kupić, to zapłaciłabym całkiem sporo, nawet rozkładając koszty na całe trzy miesiące wakacji. Są to jednak rzeczy o których myślę, dłużej lub krócej i chciałam się nimi z Wami podzielić. Mam nadzieję, że kilka z powyższych pozycji uda mi się zrealizować w najbliższym czasie.
Wy też macie takie swoje listy marzeń?

Ps. Ponieważ pokazuję Wam produkty o których marzę, nie mogłam zrobić im zdjęcia. W podpisie każdego z nich znajdziecie źródło.


Pozdrawiam,
Milka:)

sobota, 3 maja 2014

Ogromne kwietniowe denko cz. 2 - kolorówka.

W kwietniu zużyłam tak wiele kosmetyków, że aż sama w to nie wierzę. Oczywiście, jest to efekt zużyć z kilku poprzednich miesięcy oraz tego, że skrupulatnie przeglądam moje zbiory, zużywam rozpoczęte buteleczki i nie otwieram kolejnych, aż nie skończę poprzednich. Nie do końca tyczy się to kolorówki, bo nie wyobrażam sobie używać jednej szminki przez dwa miesiące, ale staram się nie mieć otwartych czterech tuszy do rzęs.
Kosmetyki pielęgnacyjne, które zużyłam prezentowałam Wam wczoraj. Jeśli jeszcze nie czytałyście posta, to odsyłam : Kosmetyki pielęgnacyjne zużyte w kwietniu.

Teraz zapraszam na kolorówkę:


1. Podkład MaxFactor: Face finity All day Flawless:

Max Factor to moja ulubiona marka drogeryjna. Ani razu mnie nie zawiodła. Podkład 3 w 1 stał się ulubieńcem od pierwszego użycia. Zapewnia solidne krycie, choć opis, że jest to baza, korektor i podkład w jednym, jest trochę przesadzony. Jednak kiedy zostało mi około 1/4 opakowania zaczęłam mieć z nim problem. W okolicy między brwiami, nie chciał się stapiać ze skórą i zostawał na skórkach. Nie wiem czy to wina, że nie zawsze wstrząsałam go przed użyciem, czy tego że zaczęłam używać kremu z kwasami i skóra delikatnie się przesuszyła.
Plus za SPF 20. 


Odcienń 47 NUDE jest najjaśniejszym dostępnym i wpada w żółte tony. Mimo że zaczął być problematyczny, kupiłam kolejną buteleczkę. Tym razem odcień ciemniejszy 55 BEIGE. Jest tylko nieznacznie ciemniejszy, różnica jest praktycznie niewidoczna, ale jest bardziej neutralny, nie ma żółtych czy różowych tonów i na tym mi zależało. Jeśli nie potrzebujecie mocnego krycia, to na lato polecam lżejsze podkłady, ale ten jest godny polecenia i śmiało mogę go nazwać swoim ulubieńcem.

2. Korektor Mabelline: Drem Lumi Touch:

Choć wszystkie napisy się zdarły miałam odcień 02. Używałam jedynie pod oczy, bo na niedoskonałości się nie nadaje. Bardzo dobry produkt, dający średnie krycie. Delikatne drobinki mają rozświetlać spojrzenie, ale zupełnie nie widać ich po aplikacji. Skusiłabym się ponownie, szczególnie, że była ostatnio promocja w Rossmanie, ale mam nadzieję, że już w przyszłym miesiącu będę w Warszawie i przywiozę sobie Pro longwear'a z MAC.

3. Tusz do rzęs Maybelline: The Colossal Volume Express - smoky eyes:


Zawsze chciałam wypróbować, wiec jak kończył mi się stary tusz, z radością się go zakupiłam. Niestety, dla mnie to totalny niewypał, mimo że moje rzęsy nie są problematyczne. Z natury są długie i czarne, ale proste. 
Szczoteczka jest za duża, więc ciężko wytuszować rzęsy w kącikach. Zamiast pogrubiać zostawiał małe kuleczki tuszu przyklejone do rzęs. Lubię bardzo czarne tusze, a ta czerń była standardowa i miałam wrażenie, że wieczorem bladła. Na szczęście się nie osypywał. Nie wrócę do niego, żałuję wydanych pieniędzy.

4. Tusz do rzęs L'Oreal: Volume million lashes - extra black:

Oto wspomniany ulubieniec! Szczoteczka też jest duża, więc początkowo na nią psioczyłam. Jednak żaden tusz tak cudownie nie unosi, pogrubia i wydłuża moich rzęs. Nie wiem czy jest duża różnica w odcieniu czerni między tym, a oryginalną wersją, dlatego też długo wahałam się na jaki skusić się teraz. Wygrała moja chęć testowania. Zostałam przy Million lashes, jednak zdecydowałam się na zapachową nowość- so couture.

5. Pomadka Yves Rocher: Repair lip butter z masłem Shea: 

Ostatnio słychać tylko o cudownych masełkach Nivea czy Carmexach, tymczasem YR daje nam niesamowity produkt o dobrym składzie i niesamowitym zapachu, w dobrej cenie. Usta są długotrwale nawilżone, a nie jedynie pokryte tłustą warstwą. Nadaje się jako baza pod lub na pomadkę, samodzielnie prawie jej nie widać, co dla niektórych będzie plusem, dla innych, minusem. Kosztuje 10zł, jest wydajna i jeśli jeszcze o niej nie słyszeliście, warto odwierdzić YR i chociaż zobaczyć testery. Są także inne wersje zapachowe.

6. Balsam do ust Eveline: Soft Bio SOS dla bardzo suchych, spierzchniętych ust:

Totalna klapa. Nie lubiłam tłustej warstwy, jaką pozostawiał na ustach. Wiśniowy zapach był przyjemny tylko podczas odkręcania nakrętki, potem po prostu odpychał. Zapach można przeboleć, gdyby działanie było dobre, ale nie zauważyłam, żeby usta jakoś specjalnie mi dziękowały. W dodatku produkt był gorzki. Nie chcąc go wyrzucić, natłuszczałam nim suche kostki i do tego się nadawał, właśnie dzięki warstwie, którą pozostawiał, a której nie lubiłam na ustach. Jeśli szukacie czegoś, co sprawi że wasze usta nie będą popękane, to zdecydowanie nie polecam! Idźcie lepiej po pomadkę do YR.



Z kolorówki to tyle. Jestem pod ogromnym wrażeniem ilości kosmetyków, jakie udało mi się zużyć w kwietniu. Myślę, że kolejne denka, nie będą tak obfite, bo teraz pilnuję się i otwieram produkty, dopiero po skończeniu poprzednich. Poza tym, w wakacje daję buzi odpocząć i staram się ograniczać ilość nakładanych na nią kosmetyków.


Jak tam wasze zużycia? Skrupulatnie trzymacie się planów i dokańczacie resztki czy buszujecie na promocjach w drogeriach?

Pozdrawiam,



Milka:)