wtorek, 3 czerwca 2014

Kolorowe majowe denko :)



Aż się boję, co może pomyśleć o mnie człowiek, który czyta mój projekt denko. Że ta nie robi nic innego, tylko przesiaduje w łazience i się maluje. Uwierzcie, że nie mam problemu z wyjściem z domu bez makijażu i czasami mi się to zdarza. Po prostu dzięki temu, że zaczęłam prowadzić bloga, zmusiłam się do przeglądnięcia swoich kosmetyków i do zużywania tych, które już się kończą lub którym kończy się termin ważności. Jak widać dobrze mi idzie. 
Wczoraj mogliście zobaczyć część pielęgnacyjną, jeśli jeszcze jej nie widzieliście to zapraszam tutaj.
A dziś pokażę kolorówkę, która wylądowała w koszu w maju.


1. Krem BB, Garnier w odcieniu Light.
Nie rozumiem fenomenu tego typu produktów. Ni to krem, bo kiepsko nawilża, ni to podkład, bo słabo kryje. Kupiłam z ciekawości, użyłam kilka razy, potem leżał. W zeszłe wakacje używałam go do robienia 'samorobnych rajstop' (z podkładu, balsamu i kremu BB) i smarowałam tym nogi przed większymi imprezami. Od zeszłych wakacji go nie ruszałam, choć zostało jeszcze pół opakowania. Fajny produkt jeśli chce się go stosować do wyrównania kolorytu nóg, nawet solo, poza tym zastosowania nie widzę.
Termin przydatności po otwarciu zmusił mnie do wyrzucenia tubki.

2. Róż Inglot.
Wydaje mi się, że to odcień 82. Napisy trzymają się dobrze, ale to, co najważniejsze, czyli oznaczenie odcienia, się starło. Uwielbiałam ten kolor, jak widać wykończyłam w 99%. Był to piękny, brudny róż, raczej z tych chłodnych. Idealny na co dzień. Niestety mam zastrzeżenia, co do długości utrzymywania się na skórze. Całego dnia to on nie wytrzyma, ale ogólnie przyjemny produkt.

3. Puder rozświetlający Wibo. 
Kolejna rzecz znaleziona podczas porządków w łazience. Musiałam go kiedyś kupić szukając taniego pudru w kompakcie i przez przypadek wzięłam rozświetlający. Nie mniej chyba go lubiłam, bo zużycie spore. Użyłam na ręku i na prawdę ładnie się prezentuje. Specjalnie wybrałam się do Rossmana i zobaczyłam czy mają teraz jakiś odpowiednik. Znalazłam w firmie Lovely, a to w końcu jeden producent. Nie kupiłam, bo mam w swojej kosmetyczce puder rozświetlający z Sephory i chętnie do niego wrócę, jak tylko wyjdzie słońce.


4. Błyszczyk do ust AA Love&kiss.
Również miałam go bardzo długo i lubiłam używać latem. Wszystkie napisy się zdarły, więc nie wiem co to za odcień. Miał w sobie pełno brokatu i działał chłodząco ( miał niby powiększać usta:). Teraz nie wyobrażam sobie, że miałabym używać produktu do ust, który ma w sobie brokat, a szkoda bo mam jeszcze jeden w innym odcieniu.

5. Eyeliner w pisaku Essence I love punk. 
Był to mój pierwszy czarny eye liner, kupiony dwa, czy trzy lata temu. Pochodzi chyba z jakiejś limitki. Użyłam go zaledwie parę razy, bo dopiero dużo później przekonałam się, że mogę od czasu do czasu zrobić sobie kreskę na powiece;) Obecnie służą mi do tego żelowe kredki, więc tego produktu nie potrzebuję. Poza tym w porównaniu do nich, ten ma bardzo słabo czarny odcień. Wyrzucam, bo skoro mam lepsze to do tego na pewno nie wrócę. No i na pewno jest już przeterminowany.

6. Cień do powiek Sephora w odcieniu universal beige. 
Kupiłam rok temu w maju i używałam namiętnie. Na powiece praktycznie nie było go widać, stosowałam więc do zagruntowania korektora pod oczami. Sprawdzał się rewelacyjnie. Cienie tej firmy są godne polecenia, ale szukałabym raczej wyjątkowych odcieni, bo 39 zł za jeden cień to dość wysoka cena.

7. Błyszczyk do ust Oriflame daydream.
Kolor był tak intensywny, że to raczej pomadka w płynie. To był mój pierwszy tego typu produkt, bo używałam raczej transparentnych pomadek, lub jedynie ochronnych sztyftów. Strasznie wydajny, tej zimy i jesieni używałam praktycznie non stop, żeby już się skończył. Opakowanie dwa razy odcinałam, żeby wydobyć produkt do końca. Był bardzo gęsty, nakładałam pędzelkiem, bo inaczej byłoby ciężko. Są już niedostępne w katalogu, więc też musiał być w moich zbiorach od dawna.


8. Patyczki do korekty makijażu Lilibe.
Z racji, że akurat skończyłam opakowanie, stwierdziłam, że pokażę Wam ten przydatny gadget. Mam długie rzęsy, często maluję je w pośpiechu i gdzieś się odbiją. Są świetne do szybkich poprawek makijażu, sprawdzą się także do korekty lakieru do paznokci. Wcześniej kupowałam odpowiednik w Sephorze (6zł za 30 patyczków), więc ucieszyłam się, że wypuścił je też Rossman (72 patyczki za niecałe 3zł, są dostępne tylko w większych Rossmanach). Dużo wygodniejsze niż tradycyjne 'patyczki do uszu'. Polecam!



W maju zużyłam też trzy produkty do paznokci:

1. Zmywacz Bourjous.
To moja trzecia butelka tego zmywacza i ostatnia. Lubiłam go, bo po prostu nie śmierdzi, tak jak niektóre produkty. Niestety, zaczął mi strasznie wysuszać płytkę. Została mi resztka i tak stał, więc stwierdziłam że muszę go wykończyć. Od razu po użyciu musiałam wcierać w paznokcie oliwkę, bo nie mogłam wytrzymać. W dodatku kosztuje jakieś 13 zł, więc nie mało.

2. Przyspieszacz wysychania lakieru Avon. 
Nie zauważyłam, żeby coś przyspieszał. Był strasznie tłusty, zwykle przy malowaniu paznokci coś czytam i wszystkie książki, czy wykłady miały na sobie tłuste plamy. Po zmywaczu Bourjous był fajny, ale nie warto zaprzątać sobie nim głowy. Kolejny produkt przy którym musiałam się zmuszać, by zużyć.

3. Lakier do paznokci Maybelline 
Piękny koralowy odcień, dostałam 2 lata temu na urodziny. Wtedy ten kolor był bardzo modny, więc używałam całe lato. Był ważny po otwarciu 24 miesiące, więc użyłam go teraz kilkakrotnie na paznokcie u stóp, gdzie również ładnie się prezentował. Została resztka, zgęstniał i ląduje w koszu.


Ostatnia zużyta rzecz, nie należy w sumie ani do pielęgnacji, ani do kolorówki. 
To woda perfumowana Beyonce heat. Bardzo, bardzo lubię ten zapach. Do tego stopnia, że  jesienią i zimą używałam praktycznie tylko jej. Rano wody perfumowanej, a w ciągu dnia dodatkowo spryskiwałam się mgiełką. Jeśli nie znacie tego zapachu to koniecznie zapoznajcie się z nim będąc w drogerii lub perfumerii.

I to tyle zużyć. Poszło mi bardzo dobrze.
Mam teraz trochę nauki, bo za 3 tygodnie obrona, ale mam nadzieję, że niedługo uda mi się jakiś post dla Was przygotować.

Pozdrawiam,
Milka;)