Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2016

Moje zużycia 6 tygodni.



Magisterka oddana, czekam w stresie na obronę. Przyszedł czas na wyrzucenie śmieci, co na blogu oznacza denko. Produktów jednak jest tyle, że podzieliłam je na pół. Dzisiaj przychodzę z pierwszą częścią, czyli od ostatniego denka - od połowy kwietnia do końca maja, następne będzie z ostatnich dni maja i czerwca.
Dziś postaram się tak krótko, jak tylko się da, by te denka nie męczyły zarówno mnie, jak i odbiorców.


Standardowo zacznę od produktów kąpielowych. 
Kąpiel solankową z Apteczki Babuni możecie znać z poprzedniego wpisu, gdzie wypowiadałam się o niej w samych superlatywach, głównie ze względu na zapach.
Dwa żele Palmolive służyły mi głównie do uzupełniania mydła do mycia rąk. Oba były tanie i ciekawie pachniały, mleko i miód uwielbiam zimą, teraz nieco mnie męczy, natomiast ten mniejszy jest genialny!
Widzicie też moją ulubioną wersję żelu Le petit Marseiliais, nie jest on bardzo gęsty, dlatego duża butla wystarczyła mi na około 3 tygodnie. Każdy z powyższych jest godny uwagi, spełnia swoje zadanie.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Denko marca i połowy kwietnia | L'oreal, Caudalie, Sylveco i inne

Czas na kolejny projekt denko. Zapraszam!


Niedawno podsumowałam te wszystkie zimowe żele w jednym poście. Wszystkie polubiłam ze względu na zapach i niską cenę. Isanę nawet tak bardzo, że zużyłam również mydełko do rąk.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Sylveco | wygładzający peeling do twarzy


Bardzo cieszy mnie fakt, gdy polskie marki kosmetyków się rozwijają, tworzą ciekawe produkty podążając za pielęgnacyjnymi trendami. Gdy dodatkowo kosmetyki mają składy bez zarzutu i są w atrakcyjnych cenach, to jestem kupiona! A raczej one są kupowane przeze mnie :)

Jedną z takich marek jest Sylveco. Polecałam Wam już ich krem pod oczy, który bardzo polubiłam oraz płyn do płukania jamy ustnej. Dobrze sprawdzały mi się również pomadki. Niestety dobrą passę przerwało stosowanie przeze mnie wygładzającego peelingu do twarzy. Zapraszam do recenzji, w której postaram się wytłumaczyć, dlaczego ten produkt zupełnie nie przypadł mi do gustu. 

wtorek, 9 lutego 2016

Denko - grudzień i styczeń

Czy wy też tak macie, że największy porządek panuje u Was podczas sesji? Albo kiedy macie mnóstwo rzeczy do zrobienia? Nie wyobrażam sobie w takich chwilach większych przyjemności od sprzątania :). Ponieważ od dwóch miesięcy nie było denka, a sesja w trakcie, zapraszam na przegląd zużytych produktów na przełomie grudnia i stycznia. Uwaga! Sporo tego :)



poniedziałek, 21 grudnia 2015

DENKO | ESTEE LAUDER, ARTDECO, DOVE, SYLVECO, EOS

Nie planowałam osobnego posta z listopadowym denkiem, bo opakowań jest stosunkowo niewiele. Jednak grudniowa torba zaczęła mi się zapełniać w trybie tak ekspresowym, że zrobiłam na szybko zdjęcia listopadowych zużyć i publikuję je właśnie dziś. Zapraszam na garść minirecenzji.

Tym razem zaczniemy od kolorówki, bo mam tu kilka ciekawych zużyć. 

Skończyłam maskarę Estee lauder Sumptous Infinite, która dodaje objętości rzęsom. Delikatnie je wydłuża i mocno pogrubia. Zwykle szukałam tych wydłużających tuszy, ale albo był to błąd, albo znalazłam godną swojej ceny maskarę. Tę miniaturkę dorwałam kiedyś podczas zakupów w Sephorze, na szczęście w listopadzie była również dostępna w perfumerii Douglas, w komplecie z czarną kredką, więc mam zapas :) W ogóle polecam kupowanie miniatur luksusowych tuszy, bo jest to bardziej opłacalne niż zakup pełnowymiarowego opakowania. 

Drugim produktem jest baza pod cienie Artdeco, która u mnie sprawdza się wyśmienicie. Jedynie żałuję, że nie wyrównuje kolorytu powieki. Nie da się jej chyba zużyć w całości, szczególnie, że po pewnym czasie gęstnieje, staje się gumiasta i jej używanie nie jest przyjemne. Pewnie jeszcze bym jej używała, ale podobnie skorzystałam z oferty miesiąca w Douglasie i wymieniłam na lepszy model :)

Od jakiegoś czasu testuję również miniatury trzech kroków Clinique. Do zakupów dostałam też próbki innych produktów. Używam większego opakowania DDMG, ale jakoś mnie do siebie nie przekonuje. Bardziej przemawia do mnie DDML, który widzicie na zdjęciu, jako serum pod krem. Najlepiej sprawdził się jednak krem. Mimo wszystko, chyba nie skuszę się na zakup pełnowymiarowych butelek.

Ostatnia na zdjęciu jest gąbeczka do nakładania podkładu Ebelin z drogerii DM. Był to pierwszy tego typu produkt u mnie i przez nią nie polubiłam tego sposobu aplikacji. Była twarda, chłonęła sporo podkładu, ale jak już chciało mi się nią bawić, efekt był zadowalający. Ciężko było ją domyć i na zdjęciu widzicie, że jest już mocno brudna, a używałam jej stosunkowo rzadko. Na szczęście jest niedroga, więc każdy może ją wypróbować na własnej skórze.  

sobota, 7 listopada 2015

Denko października - m.in. Sylveco, Lush, MAC, Fitomed, Isana.


Po kilku naprawdę intensywnych dniach przychodzę do Was z denkiem października. Jeśli jesteście ciekawe, jakie zdanie mam o widocznych wyżej kosmetykach, zapraszam do czytania !

Wprowadziłam następujące oznaczenia przy nazwie produktów:
kolorem zielonym oznaczyłam kosmetyki, po które sięgnę ponownie,
kolorem żółtym typowe średniaki, do których może kiedyś wrócę,
kolorem czerwonym produkty, które się u mnie nie sprawdziły.

piątek, 16 października 2015

Polecam: Sylveco - łagodzący krem pod oczy.



Kiedyś pisałam Wam, że niezbyt regularnie sięgam po kremy pod oczy. Jednak, kiedy zaczęłam codziennie używać korektora w tę okolicę, taka konieczność zaistniała. Kiedyś... Cofnęłam się do historii bloga i okazało się, że mój poprzedni, a zarazem pierwszy krem pod oczy, zużyłam w październiku ubiegłego roku. Z tym codziennym stosowaniem nadal nie jest idealnie, ale jestem na dobrej drodze. Łagodzący krem pod oczy marki Sylveco towarzyszył mi w pielęgnacji twarzy okrągły rok- trochę z mojego lenistwa, trochę z jego pojemności. Opakowanie jest dwa razy większe niż tych, które zwykle się spotyka w drogeriach (ma aż 30 ml), a kosztuje około 30 zł, cena na każdą kieszeń !
Zapraszam do przeczytania pełnej recenzji !

czwartek, 8 października 2015

Ulubieńcy ostatnich tygodni :)

Ostatnio trochę narzekałam na posty z pustymi opakowaniami, więc dziś, dla balansu - ulubieńcy. Pisanie o produktach, które się sprawdzają, to sama przyjemność. Niektóre z tych rzeczy, to nowości i odkrycia września, inne są ze mną już długo.Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś, co Was zainspiruje do zakupów. Tak, uwaga! Będę kusić.


wtorek, 6 października 2015

Sierpniowo-wrześniowe denko.

Bardzo lubię oglądać posty z denkiem lub nowościami na innych blogach, jednak mnie takie posty u mnie zaczynają męczyć. Mam wrażenie, że więcej wnoszą recenzje kosmetyków, niż pokazywanie pustaków, szczególnie w takiej ilości. No i to trzymanie siatek z niepotrzebnymi rzeczami... Dajcie znać, co o tym sądzicie, na pewno wezmę pod uwagę Wasze zdanie. Tak czy siak, skoro już zbierałam, zapraszam, być może po raz ostatni w takiej formie, na denko ostatnich dwóch miesięcy.


Najwięcej mam, jak zawsze, produktów do kąpieli: 
Arganowy krem pod prysznic BingoSpa dorzuciłam kiedyś do zamówienia on-line. Wielokrotnie wspominałam, że żele między sobą nie bardzo się różnią i zachęcałam do kupowania np. taniej jak barszcz Isany. Zmieniam zdanie! Ten odradzam wszystkim. Już sam zapach był nie do zniesienia, a w połączeniu z uczuciem niedomycia, jakie pozostawiał po sobie uważam go za kit roku.

Co innego żele od Lirene, wróciłam do nich roku i nie zawiodłam się! Kusząca gruszka miała niesamowity, słodki, prawdziwy zapach, a żel z oliwką w wersji różowej to totalny hicior. Co prawda, konsystencja w niczym oliwki nie przypomina, bo to gęsty, przez co bardzo wydajny, żel, tak jej właściwości są już wyczuwalne. Skóra jest gładka i przyjemna w dotyku, a zapach... chciałabym by tak pachniały moje ubrania. Jest delikatny, otulający, z nutą słodyczy.

Blubel od Ziaji to również powrót po kilku latach. Kiedyś tak je lubiłam, że kupowałam non stop, jedynie zmieniając zapachy. Zapomniałam już, że są bardzo rzadkie (ale to w końcu mydło, a nie żel) i teraz wolałabym ich używać jako mydło do rąk. Zapach jest w porządku, a w parze z przystępną ceną - konsumenci często po nie sięgają. Jeśli o mnie chodzi, to jakoś ostatnio wolę gęste produkty.

czwartek, 14 maja 2015

Jeśli lubisz kosmetyki Sylveco, ta informacja jest dla Ciebie!


Wydaje mi się, że kosmetyków Sylveco nie muszę nikomu przedstawiać. Mimo, że są  dość trudno dostępne, zrobiły furorę. Trudno się dziwić - naturalne, proste składy, przepiękna szata graficzna (producent zadbał o detale, każdy produkt zapakował dodatkowo w kartonik), w dodatku to produkowane w Polsce i sprzedawane w dość niskiej cenie ... Przynajmniej na razie.

wtorek, 31 marca 2015

O KOCIE W WORKU, CZYLI O PUDEŁKACH DO SUBSKRYPCJI

Dziś chcę Wam opowiedzieć o mojej przygodzie z trzymiesięczną subskrypcją pudełek ShinyBox. Miałam zamiar nie pokazywać Wam tych kosmetyków w osobnym poście, jednak gdy w rozmowach z moimi koleżankami wychodziło, że dany produkt mam z ShinyBoxa, większość patrzyła na mnie z rozdziawionymi ustami. Z racji, że wiele z nich czytuje moje blogowe wypociny, zdecydowałam się ten temat poruszyć. 
Na rynku mamy dwie najbardziej znane firmy oferujące sprzedaż w takiej formie. To BeGlossy oraz ta, na którą zdecydowałam się ja, czyli ShinyBox. 


Zacznijmy od wyjaśnienia tytułu. Decydując się na zakup pudełek, w większości przypadków nie wiemy, co znajdziemy w paczce. Zamówić można na kilka sposobów: jednorazowo (wówczas cena jest wyższa), w subskrypcji (którą w każdej chwili można przerwać) oraz w pakietach na dany okres czasu (3,6 lub 12 miesięcy). Ta forma zakupu kosmetyków jakoś nigdy szczególnie mnie nie kusiła. Przez chwilę śledziłam fascynację dziewczyn zawartością, oglądając tzw. open boxy, jednak uważałam, to trochę za stratę pieniędzy. Za pudełko płacimy około 50 zł, czyli kwotę, za którą można już kupić dobrej jakości kosmetyk, a tu kupujemy kota w worku, więc nie rozumiałam tego fenomenu. Jedno dobre, że wartość paczki to zawsze więcej (czasem nawet 3-4-krotnie) niż musimy zapłacić, a kosmetyków jest kilka, czyli większe prawdopodobieństwo, że chociaż jeden nam podpasuje.
Dlaczego więc zmieniłam zdanie i się zdecydowałam?
Powód jest prosty. Zobaczyłam zawartość listopadowego Shiny i oniemiałam. Uwielbiam markę Organique, a w pudełku umieszczono pełnowymiarowy peeling marki, na który raczej nigdy bym się nie zdecydowała, ponieważ kosztuje prawie 70 zł. A więc jego cena już przekroczyła cenę pudełka, a oprócz niego było też kilka innych fajnych produktów. Na szczęście pudełko po ujawnieniu zawartości było jeszcze dostępne. Cena jednego pudełka to 59 zł, a trzech- 139 zł. Stwierdziłam, że pakiet jest najbardziej opłacalny, kliknęłam i potem już tylko niecierpliwie czekałam.
Teraz zapraszam na prezentację pudełek, a na końcu znajdziecie ogólne podsumowanie.