poniedziałek, 2 czerwca 2014

Pielęgnacyjne Majowe Denko # 3/2014


Mój ulubiony miesiąc dobiegł końca. Mam wrażenie, że dopiero była majówka, ale niestety czas goni niemiłosiernie. Maj, podobnie jak poprzedni miesiąc, był obfity w zużycia, więc podobnie jak w zeszłym miesiącu pojawią się dwa posty denkowe. Jeśli macie ochotę zobaczyć co zużyłam, to zapraszam do dalszej części posta. Bez zbędnego gadania przechodzę do sedna. Zaczynamy!

1. Kąpiel i prysznic: 


1. Żel pod prysznic Yves Rocher o zapachu orzechów makadamia.
Do konsystencji ani zapachu nie mogę się przyczepić, są przyjemne, ale coś mi w nim nie pasowało. Nada się raczej na zimowe miesiące. Więcej o nim pisałam tutaj.

2. Zawsze jak dostaję jakieś miniaturki do zakupów to od razu się cieszę. A potem lądują zapomniane w szafce. Staram się opróżniać zapasy, więc w denkach będą co jakiś czas pojawiać się jakieś próbki.

Żel pod prysznic Essence of beauty o zapachu citrus coconut.
Nigdy nie miałam tak obrzydliwie śmierdzącego żelu. Zapach kokosa lubię, zapach cytrusów także, ale to połączenie to totalna klapa. W opakowaniu jeszcze da się go znieść, ale kąpiel to była katorga.

3. Płyn do higieny intymnej Ziaja- profilaktyka infekcji, rumianek.
Odświeżał, przyjemnie pachniał. Poręczna butelka, zabierałam ją ze sobą na wyjazdy.

4. Płyn do kąpieli Isana o zapachu golden glamour. 
Już pisałam, że dzięki blogom poznałam i polubiłam marki własne Rossmana. I wciąż mam ochotę na testowanie! Za niecałe 4,50 w promocji (butla 750ml) skusiłam się na pierwszy płyn do kąpieli Isana. Zapach przyjemny, ale w wannie niewyczuwalny, dość słabo wydajny, ale za taką cenę można wybaczyć. To była edycja limitowana.

5. Żel pod prysznic Lirene, soczyste winogrona.
Gęsty żel, więc był też bardzo wydajny. Delikatny, przyjemny zapach. Kupiłam podczas zakupów spożywczych w Biedronce, miał kosztować 6 zł, a przy kasie okazało się, że jest promocja i zapłaciłam 2,99. Nie muszę chyba dodawać, że wróciłam po inny zapach:)?

6. Żel pod prysznic Kamill, kokosowo-śmietankowy. 

Zapach słodki, wręcz mdły, konsystencja lejąca. Zużyłam głównie do golenia nóg, bo zapach mnie irytował.

2. Pielęgnacja włosów:



1. Szampon normalizujący Radical Med, z kompleksem zmniejszającym aktywność gruczołów łojowych.
Po zużyciu butelka została wyrzucona, więc cieszę się, że sfotografowałam go po zakupie.
Miałam kiedyś szampon firmy Radical, właśnie wersję fioletową do włosów przetłuszczających się i byłam zadowolona. Podczas zakupów zauważyłam podobny, z tym samym przeznaczeniem, ale w białej, nieprzezroczystej butli, z napisem Radical Med. Do dziś nie wiem, czy to ten sam produkt ( jeśli ten sam to dobry chwyt marketingowy, od razu podskoczyła cena:), czy jednak ma silniejsze działanie.
Z przetłuszczaniem włosów walczę jak mogę. Nie zauważyłam, żeby mi w tym pomógł (ale stawiam racjonalne wymagania- raczej żaden szampon mi w tym nie pomoże), ale nie utrudnił. Dobrze się pienił, pachniał ziołowo, (lubię takie zapachy szamponów), a moja włosy nawet bez użycia odżywki wyglądały po nim dobrze. Na razie nie kupię ponownie, bo walczę z zapasami, ale kiedyś przy okazji jak najbardziej.



2. Suche szampony.
Słyszałam o tych produktach dużo, jednak sądziłam, że jedynym ratunkiem, by moje włosy wyglądały dobrze, jest ich codzienne mycie. Kiedy jechałam na Sylwestra autokarem do Francji, stwierdziłam, że zaryzykuję. Co prawda minęło od tego czasu dopiero pół roku, ale nie wyobrażam sobie, jak mogło ich wcześniej nie być w mojej łazience! Idealne, gdy ma się 10 minut, żeby wyszykować się i wyjść.
Dla mnie to ratunek, bo staram się myć włosy co dwa dni. Drugiego dnia rano używam suchego szamponu i nie ma śladu po nieświeżych włosach. Spokojnie można by zostawić je nawet rozpuszczone, ale ja po prostu nie czuję się komfortowo, więc je upinam.

Batiste - chyba najbardziej znana firma, mająca w ofercie suche szampony. Wybrałam wersję tropikalną, bo podoba mi się ten zapach. Od początku do końca jego używanie było przyjemnością. Nie wiem od czego to zależy, ale raz nie zostawia po sobie śladu, innym razem biały nalot trzeba było wyczesać, jednak nie jest to uciążliwe. Jego stosowanie jest szybkie, proste i przyjemne. Mam już kolejną butelkę, a po niej będą inne. Spróbuję też innych zapachów. Stacjonarnie dostępne w drogerii Hebe za około 15 zł.

Klorane -  to właśnie go kupiłam jadąc do Francji, bo był dostępny w małym opakowaniu. Podobnie jak w przypadku Batiste nie mam się do czego przyczepić. Wydaje mi się jednak, że zużywa się go mniej, czyli ma lepsze działanie odświeżające. Zapach jest bardzo delikatny. Oba oceniam na piątkę, jednak duże opakowanie Klorane kosztuje około 35 zł (Hebe, Superpharm). Jak będzie jakaś promocja to chętnie kupię, póki co będę wierna poprzednikowi.

3. Pielęgnacja twarzy: 



1. Tonik Avon solutions, freshest pure.
W pielęgnacji mojej twarzy pisałam, że to typowy średniak. Używając go dłużej, regularniej bardzo się polubiliśmy. Dla mnie tonizowanie jest obowiązkowym etapem pielęgnacji twarzy ! Jeśli szukacie odświeżającego płynu to warto spróbować.

2. Mleczko do demakijażu Avon, conditioning eye makeup remover lotion.
Mama zamówiła je omyłkowo, chociaż obie nie lubimy mleczek. Robiłam wszystko byleby się skończyło przed upływem daty ważności. Używałam je nawet do zmywania swatchy przy przygotowywaniu postów na bloga. W końcu się udało! Wydaje mi się, że jeśli lubicie mleczka, (czy w dobie płynów micelarnych tacy ludzie jeszcze istnieją??) to powinno się sprawdzić. Nie zostawia tłustej warstwy na twarzy. Nie wiem jak się sprawdza do demakijażu oczu, bo nie stosowałam go w ten sposób.

3. Woda termalna, La Roche-Posay.
Pierwsza moja woda termalna. Dostałam do wypróbowania od siostry mojego chłopaka. Sprawdziła się świetnie kojąc moje uczulenie na szyi, sprawdzała się w ciepłe dni. Kupiłam większe opakowanie, czeka jednak na prawdziwe upały, a teraz zdradzam ją z wodą różaną, o której pisałam w poprzednim poście. Jeszcze nie wiem, co moja cera lubi bardziej.

4. Inne zużycia, śmieciuchy :) :



Dezodorant Lady Speed Stick kupiłam latem zeszłego roku. Skusił mnie przepiękny zapach kwiatu jabłoni. Zaczęłam używać i zachwyciło mnie, że kiedy się ruszałam, czułam go na sobie. To jakaś nowość, bo nigdy nie miałam antyperspirantu, o tak intensywnym zapachu. Jednak po kilku dniach upałów okazało się, że nie spełnia swojego podstawowego zadania. Warto wspomnieć, że praktycznie nie mam problemów z potliwością. Teraz, nawet jak wracam z biegania, to nie mam mokrych śladów na koszulce. Latem jednak niestety jest mniej różowo. Stwierdziłam, że to bubel i odstawiłam. Wróciłam jakoś późną jesienią i na zimne miesiące jest dla mnie idealny. Także dla mało wymagających w kwestii ochrony spisze się na pewno. Cieszę się, że skończył się akurat przed latem. Teraz używam antyperspirantu Vichy 48H, po lecie chętnie do niego wrócę. Zdarzyło się, że sztyft zostawiał białe plamy na bluzkach, więc trzeba być cierpliwym i poczekać trochę aż się wchłonie.



1. Chusteczki do demakijażu Be Beauty.
Dobre i tanie. Wydaje mi się, że są dostępne jedynie sezonowo. Do codziennej pielęgnacji chusteczki to dla mnie za mało, ale w celu odświeżenia, na siłowni czy w podróży, to niezbędny produkt.

2. Mydło w płynie Isana, mleko i miód.
Ponownie - dobre i tanie. Cała rodzina używa do mycia rąk i jest zadowolona, Nikt by się nie spodziewał, że kosztuje niecałe 3 zł.

3. Maska kojąca z glinką różową, Ziaja. 
Maseczki Ziai bardzo lubię, nie wiem dlaczego tej wersji używałam pierwszy raz. Pozytywne wrażenia, pozostawia skórę nawilżoną i gładką, jest delikatna. Saszetka starcza na 2/3 użycia. Polecam!

4. Próbka płynu złuszczającego, Clinique.
Wciąż zastanawiam się, czy kupić pełnowymiarowe opakowanie, więc często przy zakupach w Sephorze, pytam o jego próbkę. Wydaje mi się, że jednak cena jest przesadzona. To chyba zwykły, alkoholowy tonik.

5. Odżywcza maseczka z miodem, Nivea.
Pozostawia tłustą warstwę na skórze, więc mimo iż producent sugeruje jedynie wytarcie nadmiaru wacikiem, czuję, że muszę umyć po niej twarz. Już chyba do niej nie wrócę.

6. Maseczka samowchłaniająca z wyciągiem z wiśni z Barbados, Lirene.
Nadmiar również usuwamy wacikiem lub wklepujemy w skórę, jednak po niej mam przyjemniejsze odczucia. Po wypróbowaniu kupiłam jeszcze kilka saszetek. Zapach przyjemny, delikatny, ale nie liczcie że poczujecie wiśnię;)

7. Płatki kosmetyczne, Cleanic.
Niezbędnik każdej kobiety, mężczyźni także używają. Nie rozwarstwiają się, nie pozostawiają kłaczków na skórze. Mi odpowiadają.


Ufff, w ten oto sposób dobrnęliśmy do końca pierwszej części. Jak tam Wasze majowe zużycia?

Pozdrawiam i do usłyszenia już wkrótce!
Milka:)