środa, 9 lipca 2014

Czerwcowe denko # 4/2014


Wracam po dłuższej nieobecności spowodowanej zakończeniem spraw na uczelni ( w zeszły piątek miałam obronę, licencjat na 5! :) i kilkoma osobistymi sprawami. Ale jestem i zapraszam na krótkie recenzje produktów, które udało mi się skończyć w czerwcu. Zaczynamy!





Wyjątkowo zacznę od kolorówki. Skończyłam:

Podkład Rimmel Wake Me Up, który jest jednym z moich letnich ulubieńców. Rozświetla, przy czym wygląda bardzo naturalnie. pisałam więcej TUTAJ.

Puder w kompakcie Sephora (20 clear light) - czy wy też tak macie, że początkowo używając jakiegoś produktu, pochopnie stwierdzacie, że to hit i najlepszy produkt, który używaliście w danej kategorii? A jak dochodzi do połowy opakowania, to jest już tylko gorzej? Tak było z tym pudrem. Ogólnie całkiem w porządku, dobrze matowił i wyglądał naturalnie, ale po czasie zaczął być mocno widoczny na twarzy. Mam teraz jego odpowiednik w nowym opakowaniu, ale jak skończę to już nie wrócę, a wybiorę puder mineralny.

Puder w kompakcie Oriflame - Giordani Gold w odcieniu Medium. To moje małe oszustwo, bo zużyłam go już jakiś czas temu, a w pięknej puderniczce trzymałam pojedynczy cień z jakiejś paletki. Teraz włożyłam go do mniejszego opakowania, więc opakowanie ląduje w koszu. Puder bardzo lubiłam, zużyłam pełne dwa opakowania i umieszczam go, bo chcę zapamiętać odcień, by kiedyś do niego wrócić. Nie przepadam za kosmetykami katalogowymi, ale GG są naprawdę godne polecenia.

Próbka podkładu Estee Lauder Invisible Fluid Make Up 1N1- podobnie jak powyżej, chcę zapamiętać odcień, bo bardzo mi pasował. Zachwycił mnie do tego stopnia, że umieściłam go w mojej kosmetycznej LIŚCIE MARZEŃ.

Pomadka Ochronna Flos Lek z masłem kakaowym- taka zwyczajna szminka-wazelinka. Nawilżała jedynie, kiedy czułam ją na sobie, nic długotrwałego, zapach też zwyczajny. Dość tania, ale nie widzę sensu kupować ponownie.

Nivea Lip Butter wanilia i macadamia- znane już wszystkim masełko do ust. Stosowałam głównie na noc i uwielbiam. Typowy parafinowy produkt, ale warstwa długo się utrzymuje i generalnie fajnie działa. Zapach też bardzo przyjemny. Niestety zrobiłam ten błąd, że na jego miejsce kupiłam karmelowe, a to pachnie tragicznie. 

Z kolorówki tyle, czas na pielęgnacje:


Miniaturka żelu pod prysznic C-Thru - nigdy nie zwracałam uwagi na tę markę, szczerze mówiąc sądziłam, że mają tylko wody toaletowe. Zapach mnie zaskoczył, był niezwykle przyjemny!

Żel z oliwką, Lirene o zapachu bawełny- mój ulubieniec MAJA. Nigdy nie miałam tak wydajnego żelu, używałam go ponad 3 tygodnie ! W dodatku naprawdę pozostawia skórę nawilżoną i gładką. Uwielbiam!

Perfumowany peeling do ciała Perfecta- Zapach nie przypadł mi do gustu przy dłuższym stosowaniu. Ma bardzo małe drobinki, więc powiedziałabym, że to raczej żel o właściwościach delikatnie masujących, niż peeling. Więcej TUTAJ

Kolejna miniaturka- jak już kiedyś pisałam przestałam chomikować miniaturki i zostawiać je na wszelkie wyjazdy, bo mam ich za dużo. Więc kolejna wędruje do kosza, nie wiem skąd ją mam, nie wiem nic o tej firmie, nigdzie ich też nie widziałam.

Balsam do ciała pod prysznic, Eveline, duża 30 ml próbka, którą dostałam do zakupów w sklepie Agness. Pomijając fakt, że zapach nie przypadł mi do gustu, to całkiem fajny produkt! Oczywiście dla tych, którzy mają skórę mało wymagającą, normalną lub nie mają akurat czasu na wklepania balsamu. Uczucie ściągnięcia mija szybko,w łatwy i przyjemny sposób. Wiem, że są też inne warianty zapachowe, więc może kiedyś się skuszę.



Szampon Yves Rocher zwiększający objętość włosów - miałam taki czas, że używałam regularnie wyłącznie szamponów tej firmy. Włosy się chyba jednak przyzwyczaiły, więc ta napocząta butelka odstała swoje w łazience. Jako, że nie zawiera SLESów myłam nim pędzle, a jak już została końcówka kilkakrotnie ponownie umyłam nim włosy i ... znów były bardzo ładne. Chyba są dobre, ale używane na przemian z innymi szamponami. Przy codziennym stosowaniu włosy mocno się puszą.

Suchy szampon Isana- najgorszy z suchych szamponów, które miałam przyjemność używać, ale mimo to niezły, jak na swoją cenę (normalnie 10 zł, ja kupiłam w promocji za 6). Do połowy opakowania to naprawdę dobry produkt, spełniający swoje zadanie, aczkolwiek śmierdzący lakierem do włosów. Natomiast po kilku użyciach zaczęłam mieć problem z wyczesaniem nadmiaru. Leciały z niego takie większe białe drobinki, które wyglądały jak łupież. Trzeba się z nim bardziej pomęczyć niż np. z Batiste, ale jest 3 razy tańszy, więc nie wątpię, że kiedyś kupię go ponownie.


Masło do ciała Bielenda o zapachu papai również było w ulubieńcach maja. Nawilża, ładnie pachnie, jest tanie, jedynie mam zastrzeżenie do wydajności. Niby tylko 100 ml, ale masła z reguły są bardziej wydajne niż balsamy, a tu było raczej kiepsko.

Oliwka do ciała Johnson's baby- ile ja ją zużywałam! Nareszcie ! Na suche ciało się nie sprawdza, w końcu używałam ją jako balsamu pod prysznic (spłukując) lub po prostu na mokrą skórę i było ok. Pochodzi jeszcze z czasów, kiedy nie wiedziałam, że oliwki różnią się od siebie składem. (Taak ! Oliwka oliwce nie równa!) Więcej nie wybiorę tej parafinowej, a taką z naturalnymi olejami. Teraz używam Babydream i jestem zadowolona.

Dwie próbki sorbetu do ciała The Body Shop o zapachu moringa- pisałam o mgiełce, więc wiecie, że zapach uwielbiam. Tutaj również, jest intensywny i utrzymuje się na skórze. Fajny produkt na letnie dni, można go użyć po wyciągnięciu z lodówki, więc dodatkowo chłodzi. Ale nawilżenie jest bardzo kiepskie, poza tym nałożony w nadmiarze się roluje. Mam słabość do Moringi i TBS, więc nie chcę powiedzieć, że to bubel. Jeśli szukacie czegoś nawilżającego, to nawet nie przechodźcie koło tego produktu, jeśli zaś wystarczy wam coś przyjemnie pachnącego, wydajnego i chłodzącego - rewelacja!. Cena regularna jest wysoka - 49 zł, ale sądzę, że po wakacjach będzie wyprzedawany, bo to raczej produkt sezonowy.


Zużyłam w końcu płyn micelarny Garnier - niesamowicie wydajna, duża butla, dobrego i taniego płynu. To chyba najlepsze podsumowanie. Na pełną recenzję zapraszam TUTAJ.

Dwie buteleczki Tołpa z serii physio- tonik i płyn micelarny. Oba produkty dostałam do przetestowania od koleżanki, w każdym było około pół butelki. Tołpę lubię, więc spodziewałam się dobrych produktów, niestety się zawiodłam. To takie zwyklaki, więc cieszę się, że przetestowałam je, nie wydając swoich pieniędzy. Tonik jako tako był przyjemny, bo lubię toniki. Odświeża, ale nawilżania nie zauważyłam, natomiast płyn nie radził sobie z żadnych z moich tuszy do rzęs ( a nie używam wodoodpornych), musiałam pocierać i się męczyć. Nie polecam.


Kolagenowe płatki pod oczy L'biotica - do ich zakupu namówiła mnie pani przy kasie, była akurat jakaś promocja. To moja pierwsza styczność z takim produktem, ale cudów się nie spodziewałam. W opakowaniu jest 6 płatków, więc starczy na 3 razy. Pierwszy raz przykleiłam je zbyt blisko linii rzęs, bolało, ciągnęło i było nieprzyjemnie. Naklejone niżej fajnie chłodziły, nie musiałam nawet użyć kremu pod oczy. Dopiero ostatnią parę miałam na sobie dłużej, bo nakleiłam i jeszcze na chwilę przysnęłam. Miałam je na sobie jakieś pół godziny, w poranek po imprezie i powiem, że... naprawdę podziałały. Miałam widocznie zmniejszone cienie i opuchnięcia. Nie chcę dawać ostatecznej opinii, bo ten efekt zauważyłam tylko raz, kiedy trzymałam je dłużej niż każe producent, ale na pewno kupię je ponownie.

Kapsułki do twarzy Rival de loop- też doczekały się recenzji. O tutaj. Byłam zadowolona z ich działania, jednak prawdopodobnie poprzez silikony w składzie na razie im podziękuję.

Krem Nivea Make up starter również recenzowałam. Wielkie nigdy więcej.

Krem lekki Alantan Dermoline- zdecydowany hit! Tani, dobry i o dziwo nadający się pod makijaż, bo nie świeci się po nim cera. Na pewno kupię kolejne opakowanie i wtedy napiszę o nim więcej. Jeśli go nie znacie to lećcie do apteki, powinnyście go dostać za niecałe 10zł.


Zmywacz owocowy Donegal- obok owoców to on nawet nie stał. Śmierdzi niemiłosiernie. Fajne, małe opakowanie, tyle. Nadal szukam  ulubieńca w kwestii zmywania paznokci.

Regenerum - regeneracyjne serum do paznokci- chociaż był całkiem wydajny, zdziwiłam się, że już się skończył. Nie lubię po prostu opakowań przez które nie widać jak stoimy ze zużyciem. Niesamowitych efektów nie zauważyłam, ale skład ma całkiem dobry i lubiłam go używać po zmyciu paznokci. Wcierałam  w płytkę, choć producent każe zostawić na paznokciach do wchłonięcia. Próbowałam, ale trwałoby to całą wieczność! Nie wiem czy kupię ponownie, bo łatwo go zastąpić tańszymi odpowiednikami.


I na koniec próbki i śmieci:

Mydło Isana o zapachu mango i pomarańczy- miałam je w pracy i jak poczułam piękny intensywny zapach kupiłam je też do domu. Nie są wydajne, ale za 2,50 nie znajdziemy nic lepszego.

Próbka Le petit Marseiliais - mleczko nawilżające. Marka ma przyjemne dla oka opakowania, ładne zapachy i całkiem przyjemne produkty. Mleczko zawiera parafinę w składzie, ale ja lubię mieć w szafce taki zwykły balsam do ciała. Ostatnimi czasu używam olejów, ale nie zawsze jest czas na ich stosowanie. Ląduje tu, bo również chcę o nim pamiętać i skusić się kiedyś na pełne opakowanie.

Próbki Ziaja serii manuka- zachwyciły mnie na tyle, by kupić kilka pełnowymiarowych produktów, które właśnie testuję. Jak na razie- nie powiem złego słowa. Polubiłam ! :)

Marion spa - aromatyczna kąpiel z olejami- jest to pełnowymiarowy produkt, kupiłam na spróbowanie jedną saszetkę. Nie poczułam się rozgrzana, a zapach kojarzył mi się z maściami i olejkami, które trzeba było w dzieciństwie wdychać na katar. Jak będę chora jesienią, to chętnie kupię ponownie.

Marion po raz drugi- oczyszczające płatki na czoło i brodę- również pełne opakowanie zawierające 2 plastry- jeden na nos, drugi na brodę (jakby było trudno się domyślić po nazwie :P) i nie zrobiły totalnie nic. Szkoda mi nawet tych 2 złotych, które za nie zapłaciłam.

I to tyle pustaków. Jak wyglądało wasze denko w zeszłym miesiącu, mniej więcej wiem, bo chyba jestem ostatnią, która wrzuca taki post. Ale powiedźcie chociaż czy znacie któryś z powyższych kosmetyków? Jak się Wam sprawdziły?

Do usłyszenia!
Milka;)