poniedziałek, 26 maja 2014

The Body Shop - Mgiełka do ciała o zapachu moringa.



Między nami - kobietami krąży przekonanie, że powinnyśmy mieć przynajmniej dwie buteleczki perfum. Jedne cięższe, długo utrzymujące się, na specjalne okazje i wieczorne wyjścia oraz jeden, delikatniejszy na co dzień. Zgadzam się całkowicie ! Natomiast w dni, kiedy jest naprawdę gorąco, nawet te delikatne perfumy często mi przeszkadzają. Szczególnie, gdy w komunikacji miejskiej czuję akurat dziesięć tych "delikatnych", pomieszanych z potem spływającym z czoła. Dlatego długo unikałam ich na sobie w ciepłe dni. Do czasu, aż poznałam mgiełki do ciała.


Ten post poświęcam mojemu ulubieńcowi. Już drugi sezon jest ze mną mgiełka z The Body Shopu o zapachu moringa. Wybrałam ją spośród wielu dostępnych w tym sklepie, bo jakoś nie wyobrażam sobie pachnieć brzoskwinią, czy orzechem. Dla tych, którym słowo "moringa" nie wiele mówi, wspomnę, że jest to drzewo tropikalne występujące w Indiach i Pakistanie.


Produkt zamknięty jest w zgrabnej, solidnej, szklanej buteleczce z metalowym atomizerem. Jest dość ciężka, co może być problematyczne dla tych, które chciałyby nosić ją w torebce. Za 45 zł dostajemy 100ml produktu, który trzeba zużyć w przeciągu 24 miesięcy.

Ze słowem mgiełka mi kojarzy się lekki, orzeźwiający i raczej krótkotrwały zapach. Ten wyczuwam na ciele lub ubraniu przez około 3 godziny, a mój chłopak potrafi powiedzieć mi jeszcze wieczorem, że pięknie pachnę, więc czas utrzymywania zasługuje na pochwałę.



Aż boję się podejmować prób opisania jak pachnie. Musicie po prostu wybrać się do sklepu i powąchać! Albo się zakochacie w kwiecie moringa, albo znienawidzicie, bo nie da się koło niego przejść obojętnie.
Ja gdy go poczułam, wiedziałam, że nie wyjdę bez niego ze sklepu. I tak chwilowy romans przekształcił się w dłuższą miłość :)

Dla mnie to typowy poprawiacz nastroju, który dodaje mi pewności siebie. Czaję się jeszcze na masło o tym samym zapachu. A wy na jakie perfumy stawiacie latem?




Pozdrawiam,
Milka;)