poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wyzwanie niedzielne- podsumowanie + kolejne kroki:)

Witajcie !


Nie będę udawać, że łatwo mi napisać ten post.
Zdecydowanie milej jest chwalić się zakupami lub pisać recenzje, niż musieć przyznać się do porażki.
Ale po kolei.

Tym, co nie czytają mnie regularnie, przypomnę, że w zeszłą niedzielę zapoczątkowałam serię postów, które pomogą mi walczyć z moim lenistwem i wspomogą pracę nad sobą.
W minionym tygodniu chciałam chodzić szybciej spać i szybciej wstawać, bo wiem, że regularny sen wpływa na dobre samopoczucie, a bycie niewyspanym (przynajmniej u mnie:) łączy się z byciem totalną marudą.
Może to, że nie udało mi się podołać wyzwaniu, nie jest totalną porażką. W gruncie rzeczy, cieszę się, bo wykonałam chociaż pierwszy krok. Miałam na uwadze to, że chcę się położyć wcześniej, ale wybierałam rzeczy, które wydawały mi się ważniejsze. Podsumuję krótko każdy dzień, żeby się trochę usprawiedliwić:

Niedziela- pierwszego dnia wyzwania byłam pełna zapału i chęci wytrwania w postanowieniu. Zrobiłam sobie relaksującą kąpiel już o 21, jednak potem zabrałam się za sprzątanie, którego nie lubię zostawiać w połowie. Mimo to nie było źle, w łóżku byłam ok 23:30.
Poniedziałek- tu również starania były ogromne, jednak korzystając z okazji, że pomalowałam paznokcie ulubionym lakierem, przygotowałam dla Was post na blogu. Trochę czasu zabrała mi edycja zdjęć, jednak w łóżku wylądowałam również trochę przed północą, więc niewielkie oszustwo :).
Wtorek- wieczorny czas również pochłonęły mi przedświąteczne porządki, a kiedy byłam już prawie gotowa do snu, to stwierdziłam, że muszę napisać dla Was post, o którym myślałam już kilka dni. Cieszy mnie, że pojawiło się pod nim tyle komentarzy. Decyzji więc nie żałuję, jednak zasnęłam po 2 w nocy i rano nie mogłam zwlec się z łóżka.
Środa- mój kochany chłopak zabrał mnie na randkę. Byliśmy na kolacji, a potem na herbatce w ulubionej kawiarni. Odwiedźcie Gdynię i Cafe Strych koniecznie! Zmęczona wczorajszym niedospaniem wróciłam wcześniej i położyłam się spać koło północy:)
Czwartek- po południu dowiedziałam się, że koleżanka, której dawno nie widziałam, jest w szpitalu. Nie wiedziałam, że odwiedziny są do 22! Aż dwa razy przychodził do nas lekarz dyżurny, bo za głośno rozmawiałyśmy. Szkoda, że w natłoku codziennych zajęć, żeby znaleźć czas dla innych, czasami muszą się dziać takie sytuacje jak ta.
Piątek- już wcześniej miałam w planie kilka rzeczy na wieczór, więc położyłam się trochę po północy.
Sobota - generalnie weekendy są dniami mojej pracy, skończyłam ją grubo po 22, po czym skoczyłam do koleżanki u której odbywała się babska imprezka Od czasu do czasu mam ochotę na ploty. Moje 'wyjdę wcześniej' zakończyło się przed 2 w nocy.

Dumna nie jestem, moja silna wola okazałą się jednak być dość słabą;) Cieszę się jednak, że chociaż zaczęłam walczyć.

Kolejny tydzień, jest już tygodniem świątecznym. Chciałabym bardziej pobyć w domu, pomóc w porządkach, przygotować jakieś jedzonko i spędzić więcej czasu z rodziną, bo mama od lat mówi mi, że traktuję dom jak hotel:) Nie przestaję pracować nad wcześniejszym chodzeniem spać, a mam nadzieję że wieczory spędzane w domu, pomogą mi to urzeczywistnić.
Dalej trzymajcie kciuki, bądźcie ze mną, to na pewno będzie mi łatwiej:)

Pozdrawiam,

Milka;)